45 uwag, jedno ogólne napomnienie. Co naprawdę sprawdził Przewodniczący Rady Miasta?

Po zakończeniu społecznej analizy oświadczeń majątkowych wszystkich radnych Rady Miasta Zielona Góra Jawna Zielona zwróciła się do Przewodniczącego Rady Miasta o ujawnienie, jak wyglądała ustawowa kontrola tych samych dokumentów. Pytania były dość proste, przynajmniej, dopóki nie zetknęły się z administracyjną zdolnością komplikowania rzeczy prostych. Chodziło między innymi o to, czy każde oświadczenie porównywano z wcześniejszymi dokumentami tej samej osoby, czy sięgano do równoległych oświadczeń składanych z tytułu innych funkcji publicznych, jakie rozbieżności zauważono oraz czy radnych wzywano do korekt lub wyjaśnień.

W odpowiedzi Urząd Miasta przekazał dwie analizy przygotowane przez Przewodniczącego Rady. Pierwsza dotyczyła oświadczeń złożonych na początku obecnej kadencji, druga rocznych oświadczeń za 2024 r., składanych do 30 kwietnia 2025 r. Dokumenty są interesujące, ponieważ pozwalają po raz pierwszy zestawić społeczną analizę Jawnej Zielonej z oficjalną analizą wykonywaną przez organ dysponujący znacznie szerszymi możliwościami kontrolnymi. Przewodniczący nie musiał ograniczać się do tego, co opublikowano w Biuletynie Informacji Publicznej. Miał dostęp także do niejawnych części oświadczeń oraz dokumentów podatkowych. Mógł on więc zobaczyć więcej. Pytanie brzmi, czy rzeczywiście wykorzystał tę przewagę do pełnej kontroli, czy raczej do sporządzenia listy uchybień formalnych, która następnie spokojnie zajęła należne jej miejsce w urzędowej dokumentacji.

Odpowiedź nie jest całkowicie czarno-biała. Analiza urzędowa niewątpliwie została przeprowadzona i nie można powiedzieć, że Przewodniczący ograniczył się jedynie do policzenia formularzy. Wskazano bowiem wiele nieprawidłowości, których Jawna Zielona nie mogła wykryć, przede wszystkim niezgodności pomiędzy kwotami wpisanymi w oświadczeniach a rocznymi zeznaniami podatkowymi. Jednocześnie porównanie obu rodzajów kontroli pokazuje, że analiza Przewodniczącego Rady Miasta była skupiona przede wszystkim na poprawności formalnej pojedynczego formularza, natomiast liczne sprzeczności pomiędzy kolejnymi albo równolegle składanymi oświadczeniami pozostały poza jej zakresem albo przynajmniej nie zostały wykazane w informacji przedstawionej Radzie Miasta.

Analiza oświadczeń za 2024 r. obejmowała 24 radnych. Oświadczenie samego Przewodniczącego Rady podlega analizie Wojewody, dlatego nie zostało uwzględnione w dokumencie. Spośród 24 analizowanych osób zaledwie trzy, Radosław Brodzik, Robert Górski i Robert Kornalewicz, zostały oznaczone jako osoby, wobec których nie zgłoszono uwag. W przypadku pozostałych 21 radnych Przewodniczący Rady wypunktował łącznie 45 różnych uchybień.

Znalazły się tam między innymi niezgodność dochodu Piotra Barczaka z rocznym zeznaniem podatkowym, trzy uchybienia Marka Budniaka, brak pierwotnej kwoty zobowiązania u Jacka Budzińskiego, trzy uwagi wobec Andrzeja Chłopka oraz wpisanie przez Agnieszkę Chyrc przychodu zamiast dochodu.

Dalej wyliczono między innymi pięć uwag wobec Jacka Frątczaka, dwie wobec Filipa Gryki, rozbieżność pomiędzy dochodem Doroty Kasprzyszak a załączonym PIT-11, cztery uchybienia Wiesława Kuchty, niezgodność dochodu Dariusza Legutowskiego z zeznaniem podatkowym, trzy uwagi wobec Joanny Liddane oraz cztery wobec Grzegorza Maćkowiaka.

Pojawiają się również między innymi uwagi wobec Krystyny Magdziarek, Joanny Malon, Janusza Rewersa, Bożeny Ronowicz, Elżbiety Smykał, Tomasza Sroczyńskiego, Pawła Wysockiego i Elizy Zaborowskiej-Kujawy. Przewodniczący wskazał tam brak rozdzielenia dochodów z poszczególnych źródeł, konieczność podania pierwotnych i aktualnych kwot zadłużenia, brak załącznika PIT-28, wpisanie przychodu zamiast dochodu oraz szereg uchybień dotyczących układu formularza.

Sama liczba 45 nie powinna być jednak przedstawiana jako 45 przypadków podejrzenia zatajenia majątku. Znaczna część uwag dotyczyła kwestii technicznych, tzn. braku nazwiska rodowego, niewskazania funkcji radnego, pominięcia informacji, wątpliwości czy składnik należy do majątku odrębnego, czy do majątku objętego wspólnością małżeńską, umieszczenia części B na tej samej stronie albo niestosowania sformułowania „nie dotyczy”. Są to formalne błędy, ale ich ciężar jest oczywiście inny niż niezgodność dochodu z dokumentacją podatkową czy brak wyodrębnienia kwot uzyskiwanych z poszczególnych źródeł.

Nie oznacza to jednak, że uchybienia formalne można całkowicie lekceważyć. Formularz oświadczenia majątkowego ma określoną konstrukcję właśnie dlatego, aby osoba czytająca dokument mogła ustalić, czego dotyczy dana informacja, jaki jest charakter prawny majątku i z jakich źródeł pochodzą wykazane dochody. Formularz wypełniony nieprecyzyjnie nie staje się prawidłowy tylko dlatego, że błąd wygląda niepozornie. Jednocześnie sama umiejętność wypunktowania błędu nie przesądza jeszcze, że przeprowadzono skuteczną kontrolę. Kontrola powinna prowadzić do wyjaśnienia rozbieżności, a nie wyłącznie do ich zwykłego wpisania do dokumentu.

Porównanie urzędowej analizy z analizami Jawnej Zielonej pokazuje niewielkie pokrycie konkretnych ustaleń. Nie dlatego, że jedna ze stron analizowała dokumenty nieprawidłowo, lecz dlatego, że każda patrzyła na nie w inny sposób.

Przewodniczący Rady Miasta koncentrował się przede wszystkim na zgodności pojedynczego oświadczenia z dokumentacją podatkową oraz na prawidłowym wypełnieniu poszczególnych rubryk. Jawna Zielona zestawiała natomiast oświadczenia tej samej osoby z różnych lat oraz dokumenty składane równolegle w różnych instytucjach. To właśnie takie porównanie pozwala zauważyć, że nieruchomość znika, a następnie ponownie pojawia się w majątku, udział zmienia się z 1/2 na 1/28, to samo zobowiązanie ma dwa różne salda na ten sam dzień, a w dwóch formularzach złożonych jednocześnie podano różne dane o tej samej działce.

Analiza urzędowa miała zatem przewagę pionową: mogła porównać dane z oświadczenia z dokumentami podatkowymi. Analiza społeczna tymczasem miała charakter poziomy: porównywała dokumenty między sobą. Te dwa kierunki powinny się uzupełniać. Problem, niestety, polega na tym, że na pytanie, czy Przewodniczący Rady Miasta dokonywał takich porównań, urząd odmówił odpowiedzi, uznając pytanie za niespełniające kryterium informacji publicznej.

Powstała więc sytuacja osobliwa. Organ poinformował, jakie wyniki przyniosła analiza, ale nie chciał powiedzieć, jakie podstawowe czynności wykonywano podczas jej prowadzenia. To trochę tak, jakby laboratorium podało wynik badania, lecz uznało pytanie o zastosowaną metodę za próbę wymuszenia komentarza światopoglądowego.

JANUSZ REWERS

Jednym z najmocniejszych przykładów rozbieżności ujawnionych przez Jawną Zieloną były dwa oświadczenia Janusza Rewersa złożone tego samego dnia i odnoszące się do tego samego stanu majątkowego. W dokumentach pojawiały się różne udziały w tych samych nieruchomościach oraz różne wartości tych składników. Nie była to subtelna zmiana pomiędzy kolejnymi latami, którą można próbować tłumaczyć sprzedażą, spłatą albo zmianą wartości. Były to dwa równoległe obrazy tego samego majątku na ten sam dzień. Taka sytuacja powinna wręcz zapraszać do zadania prostego pytania: który dokument zawiera dane prawidłowe? Tymczasem analiza urzędowa wskazała wobec Janusza Rewersa dwa zupełnie inne uchybienia: niedołączenie PIT-28 oraz brak informacji o reżimie majątkowym. Obie uwagi mogą być prawidłowe. Nie odpowiadają jednak na problem sprzecznych danych w równoległych formularzach. Analiza podatkowa zauważyła brak załącznika, ale nie wykazała, że dwa publicznie dostępne oświadczenia tej samej osoby opisywały nieruchomości inaczej.

PAWEŁ WYSOCKI

Nie wiadomo, czy Przewodniczący Rady Miasta porównał te dokumenty i nie uznał rozbieżności za istotną, czy też w ogóle ich ze sobą nie zestawił. Właśnie o to Jawna Zielona zapytała. I właśnie na to pytanie nie udzielono odpowiedzi. W przypadku Pawła Wysockiego Jawna Zielona ujawniła dwa różne salda tego samego kredytu w oświadczeniach odnoszących się do tego samego dnia. Różnica nie była wynikiem rocznej spłaty zobowiązania. Dokumenty funkcjonowały równolegle, a ich treść wskazywała, że w jednym z nich pozostawiono starszą kwotę, podczas gdy drugi został zaktualizowany. Przewodniczący Rady Miasta nie odnotował tej sprzeczności. Jedyna uwaga wobec Pawła Wysockiego brzmiała, że część B oświadczenia powinna znajdować się na osobnej stronie. Choć to uchybienie było łatwe do zauważenia: wystarczyło spojrzeć na układ kartek. Znacznie ważniejsza informacyjnie różnica w wysokości tego samego zobowiązania wymagała porównania dokumentów. Najwyraźniej właśnie w tym miejscu analiza urzędu i społeczna rozeszły się w przeciwnych kierunkach. Urząd spojrzał na stronę. Jawna Zielona spojrzała na liczby.

BOŻENA RONOWICZ

W przypadku Bożeny Ronowicz obie analizy rzeczywiście się spotkały. Przewodniczący wskazał między innymi brak wyodrębnienia dochodów uzyskanych z poszczególnych źródeł oraz konieczność podania pierwotnej i aktualnej kwoty zobowiązania. Te same problemy zostały opisane przez Jawną Zieloną. Ponadto, Przewodniczący Rady Miasta dodał również brak wskazania funkcji radnej oraz nieprawidłowe umieszczenie części B. Analiza społeczna poszła jednak dalej. W kolejnych formularzach ujawniono działkę, która została wykazana, następnie zniknęła, a później ponownie pojawiła się w oświadczeniu. Po publikacji radna wyjaśniła, że doszło do pomyłki. To właśnie przykład sytuacji, w której publiczna analiza doprowadziła do uzyskania informacji pozwalającej zrozumieć zmianę w dokumentach. Przewodniczący Rady Miasta nie wykazał jednak tego przypadku. Nie wiadomo więc, czy zniknięcie nieruchomości zostało zauważone wcześniej i uznane za wyjaśnione, czy też nikt nie zestawił kolejnych dokumentów. Odpowiedź urzędu nie pozwala tego ustalić.

TOMASZ SROCZYŃSKI

Wobec Tomasza Sroczyńskiego Przewodniczący Rady stwierdził, że w punkcie dotyczącym dochodów nie wpisano kwot uzyskanych z poszczególnych źródeł. Wskazał również, że część B powinna zostać sporządzona na osobnej stronie. Pierwsza z tych uwag pokrywa się z analizą Jawnej Zielonej. Radny wymienił więcej niż jedno źródło dochodu, ale podał jedną zbiorczą kwotę. W efekcie nie można było ustalić, jaka część dochodu pochodziła z zatrudnienia, a jaka z diety radnego. Jawna Zielona zwróciła jednak uwagę również na dwukrotne użycie określenia „nie dotyczy” w rubryce dotyczącej zgromadzonych środków pieniężnych, mimo stałego zatrudnienia i wykazania znacznego dochodu rocznego. Sam brak oszczędności nie jest oczywiście niemożliwy. „Nie dotyczy” nie jest jednak równoznaczne z kwotą zero. Oznacza, że rubryka w ogóle nie odnosi się do składającego oświadczenie, co w przypadku pytania o środki pieniężne jest konstrukcją co najmniej osobliwą. Dodatkowo w kolejnych dokumentach pojawiły się różne pierwotne kwoty tego samego kredytu. Analiza Przewodniczącego Rady Miasta nie odnotowała ani tego, ani sposobu wypełnienia rubryki dotyczącej oszczędności.

ELIZA ZABOROWSKA-KUJAWA

Przewodniczący Rady Miasta wskazał wobec Elizy Zaborowskiej-Kujawy jeden błąd: w punkcie dotyczącym dochodów wpisano przychód zamiast dochodu. Jawna Zielona ujawniła natomiast zupełnie inną grupę problemów. W kolejnych oświadczeniach udział w nieruchomości zmienił się z 1/2 na 1/28, bez informacji pozwalającej ustalić, czy chodziło o rzeczywistą zmianę własności, różne prawa do działki i budynku, czy omyłkę. Powierzchnię jednej z działek zapisano jako 0,498 m². Odczytana literalnie wartość oznaczała grunt mniejszy niż powierzchnia przeciętnego biurka, co byłoby osiągnięciem ciekawym nawet na rynku nieruchomości znanym z kreatywnego posługiwania się metrażem. Po publikacji pojawiła się korekta, która to sama potwierdzała, że społeczna analiza wskazała realny błąd, a nie stworzyła problem na potrzeby efektownego wpisu. Analiza Przewodniczącego Rady Miasta zauważyła przychód zamiast dochodu, lecz nie wykazała ani zmiany udziału, ani absurdalnego metrażu. Ponownie widoczna jest różnica pomiędzy sprawdzeniem jednego formularza a zestawieniem dokumentów w czasie.

MAREK BUDNIAK

Wobec Marka Budniaka Przewodniczący Rady Miasta wskazał trzy uchybienia: brak podania funkcji radnego, brak określenia reżimu majątkowego oraz umieszczenie części B na tej samej stronie. Jawna Zielona zwróciła natomiast uwagę na wpis „81900 tys. zł” przy wartości samochodu. Odczytany zgodnie z jego dosłownym brzmieniem oznaczał 81 900 000 zł. Nie trzeba podejrzewać, że radny poruszał się pojazdem droższym niż znaczna część miejskiego majątku. Najbardziej prawdopodobne jest, że chciał wpisać 81 900 zł i mechanicznie pozostawił dodatkowy skrót „tys.”. To niewątpliwie literówka. Jednocześnie jest to dokładnie ten rodzaj błędu, który powinien zostać wychwycony podczas podstawowej kontroli formularza. Nie trzeba dostępu do akt notarialnych, banku ani urzędu skarbowego. Wystarczy przeczytać wpisaną kwotę bez założenia, że autor na pewno miał na myśli coś rozsądniejszego. Tymczasem, Przewodniczący Rady Miasta odnotował brak funkcji radnego i niewłaściwe ułożenie części B, lecz samochodu o wartości 81,9 mln zł nie uznał za wart wzmianki.

PIOTR BARCZAK

U Piotra Barczaka Przewodniczący wskazał, że dochody wykazane w punkcie VIII nie znajdowały odzwierciedlenia w rocznym zeznaniu podatkowym. To ważna uwaga, której Jawna Zielona nie byłaby w stanie samodzielnie sformułować, ponieważ nie miał dostępu do niepublicznej dokumentacji podatkowej. W tym przypadku przewaga instytucjonalna organu była realna i została wykorzystana. Jawna Zielona zauważyła natomiast zniknięcie mieszkania z kolejnego oświadczenia oraz bardzo znaczny spadek wykazywanego zobowiązania hipotecznego. Sama zmiana nie musi być nieprawidłowością. Nieruchomość mogła zostać sprzedana, przeniesiona, inaczej sklasyfikowana albo pominięta omyłkowo. Kredyt mógł zostać częściowo spłacony, refinansowany albo rozliczony w związku ze sprzedażą. Problem polegał na tym, że dokumenty nie dawały odpowiedzi pozwalającej zrekonstruować tę zmianę. Analiza Przewodniczącego Rady Miasta jednak nie wykazała, czy ciągłość tych danych została sprawdzona. Stwierdziła rozbieżność z PIT-em, ale nie odniosła się do zmian w składnikach majątkowych i zobowiązaniach.

AGNIESZKA CHYRC

Wobec Agnieszki Chyrc Przewodniczący odnotował wpisanie przychodu zamiast dochodu. Jawna Zielona analizowała inne elementy dokumentów, między innymi sposób wykazania lokalu oraz zmiany zobowiązań. Po publikacji nastąpiło sprostowanie dotyczące lokalu komunalnego o powierzchni 27,6 m². To kolejny przypadek, w którym społeczna publikacja wywołała reakcję i pozwoliła doprecyzować publiczny dokument. Co interesujące, w analizie oświadczeń składanych na początku kadencji przy nazwisku Agnieszki Chyrc zapisano, że analizowano już złożoną korektę i nie zgłoszono uwag. Pokazuje to, że mechanizm korekty oczywiście może funkcjonować. Tym bardziej zasadne jest pytanie, dlaczego w odpowiedzi na wniosek wykazano tylko jedno wezwanie do radnej, i to dotyczące zupełnie innej sprawy.

DOROTA KASPRZYSZAK

W przypadku Doroty Kasprzyszak Przewodniczący Rady Miasta wykazał niezgodność dochodu uzyskanego z Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w Żarach z załączonym PIT-11. Jawna Zielona analizowała natomiast strukturę majątku radnej, w tym rozbudowany portfel nieruchomości oraz pożyczkę w wysokości 500 tys. zł udzieloną spółce. To są ustalenia innego rodzaju. Nie podważają uwagi Przewodniczącego Rady, ale pokazują, że pełny obraz oświadczenia wymaga zarówno sprawdzenia zgodności podatkowej, jak i prześledzenia zmian dotyczących składników majątku i należności. W tym przypadku obie analizy są komplementarne. Problemem nie jest rozbieżność pomiędzy nimi, lecz brak informacji, czy urząd poza porównaniem z PIT-11 analizował również ciągłość i sposób prezentowania pozostałych danych.

JACEK FRĄTCZAK I FILIP GRYKO

U Jacka Frątczaka Przewodniczący Rady Miasta wskazał między innymi brak wykazania fundacji w odpowiedniej rubryce oraz brak pierwotnej kwoty zadłużenia związanego z zakupem nieruchomości. Oprócz tego odnotował niewskazanie funkcji radnego, nazwiska rodowego i reżimu majątkowego. Jawna Zielona także zwracała uwagę na działalność fundacji oraz strukturę zobowiązań, choć nie zawsze formułowała te ustalenia w identyczny sposób. Można więc mówić o częściowym podobieństwie zakresu, ale nie o pełnym pokryciu konkretnych uwag.

Podobna sytuacja wystąpiła u Filipa Gryki. Przewodniczący Rady Miasta wskazał brak nazwiska rodowego oraz konieczność podania pierwotnej i aktualnej kwoty zadłużenia. Jawna Zielona analizowała natomiast przede wszystkim rozwój działalności gospodarczej, szybko rosnące dochody oraz zmiany w zobowiązaniach. Wspólnym polem były kredyty, ale analiza społeczna koncentrowała się bardziej na ich dynamice i spójności w kolejnych dokumentach.

JOANNA LIDDANE

Urząd odpowiedział, że w obecnej kadencji jeden radny został wezwany do złożenia korekty, uzupełnienia albo wyjaśnień. Jako dokument potwierdzający tę odpowiedź przekazano pismo skierowane do Joanny Liddane. Problem polega na tym, że pismo nie dotyczy nieprawidłowości wskazanych w analizie oświadczenia majątkowego. Przewodniczący Rady Miasta zwrócił się do radnej o ustosunkowanie się do pisma Wojewody Lubuskiego dotyczącego jej stałego zamieszkiwania na obszarze gminy Zielona Góra. Pismo Wojewody dotyczyło zaś prawa wybieralności i ewentualnego wygaśnięcia mandatu, a nie wysokości dochodów, składników majątku czy sposobu wypełnienia formularza. W załącznikach znajdowało się zawiadomienie dotyczące miejsca zamieszkania radnej oraz korespondencja związana z obywatelskim monitoringiem. Tymczasem w urzędowej analizie oświadczenia Joanny Liddane za 2024 r. wskazano trzy inne problemy: brak podania funkcji radnej, brak określenia reżimu majątkowego oraz niezgodność dochodu wykazanego w punkcie VIII z załączonym PIT-37. Udostępnione wezwanie nie odnosi się do żadnego z tych punktów. Trudno więc uznać je za dowód działania podjętego w związku z nieprawidłowościami wykrytymi w ustawowej analizie oświadczeń majątkowych. Jest dowodem wezwania radnej do wyjaśnień, ale w zupełnie innej sprawie.

WNIOSKI

W konsekwencji udostępniona dokumentacja nie zawiera ani jednego pisma, w którym radnego wezwano by do wyjaśnienia którejkolwiek z 45 uwag wskazanych w analizie za 2024 r. Być może takie działania podejmowano w innej formie. Być może odbywały się rozmowy, przekazywano informacje ustnie albo kierowano korespondencję, której nie udostępniono. Jednak na podstawie przekazanych materiałów nie da się tego potwierdzić.

Szczególnie istotne jest porównanie dwóch dokumentów urzędowych: analizy oświadczeń składanych na początku kadencji oraz analizy oświadczeń rocznych za 2024 r.

Już w pierwszej analizie Przewodniczący Rady Miasta wskazywał między innymi brak funkcji radnego, brak nazwiska rodowego, brak określenia reżimu majątkowego, niewskazanie pierwotnej wysokości zobowiązania, pominięcie dochodów z poszczególnych źródeł oraz niewłaściwe stosowanie sformułowania „nie dotyczy”.

W kolejnej analizie wiele z tych uwag powróciło przy tych samych nazwiskach.

Marek Budniak ponownie nie wskazał funkcji radnego ani reżimu majątkowego. Jacek Frątczak ponownie nie podał funkcji, nazwiska rodowego, reżimu majątkowego i pierwotnej kwoty zobowiązania. Filip Gryko ponownie nie podał nazwiska rodowego oraz właściwych danych o zadłużeniu. Wiesław Kuchta ponownie nie wskazał nazwiska rodowego, reżimu majątkowego i dochodu lub przychodu z działalności. Grzegorz Maćkowiak ponownie nie podał nazwiska rodowego i reżimu majątkowego. Bożena Ronowicz ponownie nie wskazała funkcji radnej i nie rozdzieliła dochodów z poszczególnych źródeł. Tomasz Sroczyński ponownie podał dochody w sposób zbiorczy.

Nie jest to już wyłącznie problem pojedynczych omyłek. Powtarzalność tych samych błędów stawia pytanie o skuteczność reakcji Przewodniczącego Rady Miasta po pierwszej analizie. Jeżeli radny w kolejnym oświadczeniu ponawia to samo uchybienie, możliwe są trzy podstawowe wyjaśnienia. Albo nie został indywidualnie poinformowany, albo przekazana informacja była na tyle ogólna, że nie doprowadziła do poprawy, albo został poinformowany, lecz zignorował uwagę.

W każdej z tych wersji samo sporządzenie listy nie wystarczyło.

CO PRZEWODNICZĄCY RADY ZROBIŁ Z WYKRYTYMI UCHYBIENIAMI?

Na końcu obu analiz zamieszczono informacje o działaniach podjętych przez Przewodniczącego Rady Miasta. Wskazano, że egzemplarze oświadczeń przekazano właściwym urzędom skarbowym, kopie jawnych części udostępniono w BIP, przeprowadzono analizę, a radnych poproszono o unikanie wykazanych uchybień w kolejnych oświadczeniach.

To wszystko.

Nie wskazano, że którykolwiek z 21 radnych został indywidualnie wezwany do poprawienia błędu. Nie podano, kto złożył korektę, jakie wyjaśnienia uzyskano, które rozbieżności uznano za oczywiste omyłki, a które wymagały dalszego sprawdzenia. Nie przedstawiono również informacji, czy po wykryciu niezgodności z PIT-em skorygowano dokument dostępny mieszkańcom w BIP.

Zamiast konkretnych działań pojawia się zbiorcza prośba o unikanie uchybień w przyszłości. Jest to rozwiązanie eleganckie w swojej oszczędności. Czterdzieści pięć uwag zostaje zebranych, opisanych i opatrzonych sugestią, aby następnym razem było ich mniej. Papier przyjął wszystko, czego od niego oczekiwano. Trudniej ustalić, czy równie skutecznie zareagował system kontroli.

Jawna Zielona nie pytała wyłącznie o to, jakie nieprawidłowości wpisano do informacji przedstawianej Radzie Miasta. Pytała także, czy podczas analizy porównywano każde oświadczenie z wcześniejszymi oświadczeniami tej samej osoby oraz czy sprawdzano równoległe dokumenty składane z tytułu innych funkcji publicznych.

Urząd odmówił odpowiedzi, twierdząc, że pytania te nie dotyczą informacji publicznej, lecz wyjaśnień, objaśnień albo informacji, która nie istnieje w utrwalonej formie.

Taka argumentacja nie usuwa problemu. Nawet jeżeli urząd uznaje, że nie ma obowiązku udzielić odpowiedzi w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, nadal pozostaje pytanie merytoryczne: czy porównania wykonywano?

Jeżeli wykonywano, trudno wyjaśnić, dlaczego w urzędowej analizie zabrakło tak widocznych rozbieżności jak dwie wersje udziałów Janusza Rewersa, dwa salda kredytu Pawła Wysockiego, znikająca działka Bożeny Ronowicz, zmiana udziału Elizy Zaborowskiej-Kujawy czy samochód Marka Budniaka wyceniony literalnie na niemal 82 mln zł.

Jeżeli ich nie wykonywano, oznaczałoby to, że ustawowa analiza była ograniczona przede wszystkim do pojedynczego formularza i dokumentacji podatkowej, bez systematycznego badania ciągłości danych.

Jeżeli zaś porównania prowadzono, ale nie dokumentowano ich w żaden sposób, pojawia się pytanie, jak można później wykazać rzeczywisty zakres wykonanej kontroli.

Każda z możliwych odpowiedzi jest dla Przewodniczącego Rady Miasta mniej komfortowa niż ogólny wykład o granicach pojęcia informacji publicznej. Można więc zrozumieć wybór wykładu. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy powinni uznać tego wykładu za odpowiedź.

Trzeba przyznać, że Przewodniczący Rady Miasta analizował oświadczenia radnych i wykrył 45 uchybień, w tym wiele niezgodności z dokumentacją podatkową, których Jawna Zielona nie mogła samodzielnie ustalić. Nie można również uznać, że społeczna analiza zastąpiła kontrolę urzędu skarbowego. Jawna Zielona nie miała dostępu do PIT-ów, danych małżonków, dokumentacji bankowej ani aktów notarialnych. Nie mogła sprawdzić, czy każda wykazana kwota odpowiada rzeczywistym dochodom i stanowi majątku.

Jednak analiza społeczna pokazała coś innego: że wiele podstawowych rozbieżności było widocznych już na poziomie publicznie dostępnych dokumentów. Nie wymagały dostępu do tajemnicy skarbowej. Wymagały przede wszystkim cierpliwego zestawienia formularzy, dat, udziałów, kwot i zobowiązań.

Właśnie tutaj pojawia się największy kontrast. Organ publiczny miał dostęp do większej liczby dokumentów i ustawowe kompetencje. Społeczny watchdog miał komputer, publiczne pliki i czas po pracy. Urząd wykazał głównie uchybienia formalne oraz rozbieżności podatkowe. Jawna Zielona wykryła sprzeczności pomiędzy dokumentami, których w oficjalnej analizie nie odnotowano.

Te analizy nie wykluczają się. Razem tworzą znacznie pełniejszy obraz niż każda z osobna. Tyle że to organ publiczny powinien był dążyć do pełnego obrazu od początku, a nie dopiero po tym, gdy ktoś społecznie, po godzinach i za darmo, przejrzał dziesiątki formularzy i wskazał, gdzie liczby przestały się ze sobą zgadzać.

Najważniejszy problem nie dotyczy więc samej liczby pomyłek popełnianych przez radnych. Formularze są nieczytelne, część rubryk bywa interpretowana różnie, a niektóre błędy rzeczywiście mają charakter pisarski. Nie każdy brak, różnica albo niefortunne sformułowanie oznacza świadome podanie nieprawdy.

Istotą ustawowej analizy powinno być jednak właśnie odróżnienie pomyłki od zmiany stanu majątkowego, niespójnego sposobu wypełniania formularza albo przypadku wymagającego dalszego wyjaśnienia. Tego nie da się zrobić, poprzestając na wpisaniu uwagi i zbiorowym napomnieniu, aby następnym razem formularze były wypełniane staranniej.

Jeżeli w dwóch dokumentach z tego samego dnia występują różne dane, trzeba ustalić, które są prawidłowe. Jeżeli nieruchomość znika, trzeba wyjaśnić, czy została sprzedana, darowana, pominięta czy wcześniej wpisana błędnie. Jeżeli saldo tego samego kredytu różni się w równoległych formularzach, trzeba ustalić, z jakiej daty pochodzi każda kwota. Jeżeli radny po raz drugi popełnia dokładnie ten sam błąd, wypada sprawdzić, czy wcześniejsza uwaga w ogóle do niego dotarła.

Inaczej ustawowa analiza zaczyna przypominać coroczny katalog drobnych katastrof formularzowych. Jest termin, jest dokument, jest podpis, jest punkt sesji. Wszystko formalnie znajduje się na właściwym miejscu, poza odpowiedzią na pytanie, czy wykryte problemy zostały rzeczywiście usunięte.

Przewodniczący Rady Miasta nie wykonuje analizy oświadczeń jako prywatny czytelnik zainteresowany majątkiem swoich kolegów z rady. Wykonuje on ustawowy obowiązek organu publicznego. Mieszkańcy mają zatem prawo wiedzieć nie tylko, jaki dokument sporządzono na zakończenie procedury, ale również czy procedura obejmowała czynności pozwalające wykryć podstawowe sprzeczności.

Jawność nie kończy się na opublikowaniu skanów. Sam dostęp do formularzy przerzuca na mieszkańców możliwość sprawdzenia dokumentów, ale nie zwalnia organu z własnych obowiązków. Społeczny watchdog może uzupełniać kontrolę, wskazywać błędy i wymuszać większą staranność. Nie powinien jednak pełnić roli bezpłatnego działu porównywania danych, podczas gdy instytucja publiczna ogranicza się do udostępnienia plików oraz ogólnej prośby, aby w przyszłym roku wszyscy bardziej się postarali.

Udostępnione materiały pokazują, że Przewodniczący Rady Miasta zauważył wiele uchybień. Pokazują również, że część tych samych uchybień powtarzała się w kolejnych dokumentach. Nie pokazują one natomiast, aby za listą 45 uwag poszły systematyczne, indywidualne działania prowadzące do wyjaśnienia i skorygowania danych.

Najbardziej wymowne pozostaje to, czego w dokumentach nie ma. Nie ma odpowiedzi, czy porównywano oświadczenia. Nie ma wykazu korekt dokonanych po analizie. Nie ma korespondencji odnoszącej się do 45 wskazanych uchybień. Nie ma stanowiska Przewodniczącego wobec rozbieżności ujawnionych przez Jawną Zieloną. Jest natomiast jedno wezwanie dotyczące miejsca zamieszkania radnej oraz ogólna prośba, by w przyszłości unikać błędów.

Dlatego Jawna Zielona będzie kontynuować swoją pracę, szczegółowo, radny po radnym i punkt po punkcie. Nie po to, aby każdą literówkę przedstawiać jako aferę ani aby zastępować urzędy skarbowe. Chodzi o ustalenie, co rzeczywiście wykryła ustawowa analiza, czego nie zauważyła, jakie problemy powtarzały się mimo wcześniejszych uwag oraz czy kontrola wykonywana przez organ publiczny prowadziła do czegokolwiek więcej niż sporządzenie kolejnego dokumentu.

Skoro analiza Przewodniczącego Rady Miasta jest informacją publiczną, zostanie przedstawiona publicznie. Skoro urząd nie chce wyjaśnić swojej metody, metodę będzie można częściowo odtworzyć z rezultatów. A skoro Jawna Zielona zajmuje się jawnością, trudno oczekiwać, że dokument liczący 45 uwag wobec 21 radnych zostanie grzecznie odłożony do folderu i zapomniany.

W końcu po coś te informacje są jawne. Nie tylko po to, aby można je było uzyskać, ale również po to, aby można je było przeczytać. Uważnie.

CZY RADA MIASTA ZOSTAŁA POINFORMOWANA W TERMINIE?

Na marginesie jakości samej analizy pozostaje jeszcze kwestia jej terminowego przedstawienia Radzie Miasta. Art. 24h ust. 12 ustawy o samorządzie gminnym nie pozostawia tutaj szczególnie szerokiego pola do twórczej interpretacji. Podmiot dokonujący analizy ma do 30 października każdego roku przedstawić radzie gminy informację o osobach, które nie złożyły oświadczeń albo złożyły je po terminie, o stwierdzonych nieprawidłowościach oraz o działaniach podjętych w związku z ich ujawnieniem.

Nie chodzi zatem wyłącznie o to, aby dokument został kiedyś sporządzony, podpisany i umieszczony w odpowiedniej teczce. Ustawa wymaga, aby w oznaczonym terminie informacja została przedstawiona radzie. Data widniejąca na analizie oraz data sesji, podczas której radni mogli się z nią zapoznać, nie są więc administracyjną dekoracją. Pozwalają sprawdzić, czy obowiązek wykonano wtedy, kiedy należało, czy dopiero wtedy, kiedy w kalendarzu znalazła się wygodna listopadowa sesja.

Z odpowiedzi Biura Rady Miasta wynika, że informację dotyczącą oświadczeń składanych na początku kadencji przedstawiono podczas IX sesji Rady Miasta 26 listopada 2024 r. Udostępniona analiza została natomiast opatrzona datą 31 października 2024 r., czyli została sporządzona dzień po upływie ustawowego terminu.

W tym przypadku problem jest szczególnie wyraźny. Dokument datowany na 31 października nie mógł w tej postaci zostać przedstawiony Radzie do 30 października. Informacja została następnie ujęta w porządku obrad sesji dopiero 26 listopada, niemal miesiąc po terminie ustawowym.

Teoretycznie można wyobrazić sobie, że przed 30 października Radzie przedstawiono inną, wcześniejszą wersję informacji, a dokument z 31 października był tylko jej późniejszym utrwaleniem. Tyle że urząd niczego takiego nie wskazał. Przeciwnie, zapytany o datę sesji, podczas której informację przedstawiono, podał 26 listopada. Na podstawie przekazanych materiałów należy więc przyjąć, że ustawowy termin za 2024 r. najprawdopodobniej nie został dotrzymany. Gdyby istniał dokument potwierdzający wcześniejsze przedstawienie informacji Radzie, urząd może go oczywiście ujawnić. Jawność ma tę irytującą właściwość, że pozwala prostować wątpliwości dokumentem zamiast oczekiwać od mieszkańców wiary.

Podobne pytanie pojawia się w odniesieniu do informacji dotyczącej oświadczeń za 2024 r., składanych do 30 kwietnia 2025 r. Sama analiza nosi datę 9 października 2025 r., a więc została przygotowana przed upływem ustawowego terminu.

Nie wystarcza to jednak automatycznie do uznania, że obowiązek został wykonany prawidłowo. Ustawa nie mówi bowiem, że do 30 października należy jedynie sporządzić albo podpisać informację. Nakazuje ją do tego dnia przedstawić Radzie.

Tymczasem według odpowiedzi Biura Rady informacja została przedstawiona podczas XXV sesji dopiero 25 listopada 2025 r. Jeżeli był to pierwszy moment jej przekazania Radzie, także w tym przypadku ustawowy termin został przekroczony. Jeżeli natomiast dokument z 9 października został wcześniej przekazany wszystkim radnym, na przykład w formie pisemnej lub elektronicznej, urząd powinien być w stanie wskazać datę, sposób jego przekazania oraz dokumentację potwierdzającą tę czynność.

Nie należy tutaj stawiać kategorycznego zarzutu wyłącznie na podstawie daty listopadowej sesji, ponieważ „przedstawienie radzie” nie musi koniecznie oznaczać odczytania dokumentu podczas obrad. Informacja mogła zostać wcześniej doręczona radnym poza sesją. Jednak ciężar wykazania takiego wcześniejszego przedstawienia spoczywa na dokumentacji pozostającej w urzędzie, nie na wyobraźni mieszkańców.

Na obecnym etapie można więc sformułować dwa odrębne wnioski. W odniesieniu do 2024 r. udostępniona analiza została sporządzona już po ustawowym terminie, a jako datę jej przedstawienia Radzie wskazano dopiero 26 listopada. W odniesieniu do 2025 r. dokument sporządzono przed terminem, lecz urząd wskazał jego przedstawienie na sesji 25 listopada i nie poinformował o żadnym wcześniejszym przekazaniu go radnym.

To rozróżnienie jest ważne. W pierwszym przypadku materiał już swoją datą wskazuje na spóźnienie. W drugim nadal nie wiemy, czy data listopadowej sesji oznacza pierwsze przedstawienie informacji, czy tylko jej późniejsze ujęcie w porządku obrad. Oba przypadki uzasadniają jednak dalsze pytania o sposób wykonywania ustawowego obowiązku.

Dobrze by było, gdyby Przewodniczący Rady Miasta wskazał w publicznym komunikacie dokładną datę i sposób przedstawienia Radzie Miasta każdej z informacji sporządzonych na podstawie art. 24h ust. 12 ustawy o samorządzie gminnym oraz aby pokazał dokumenty potwierdzające, że zostały one przedstawione Radzie najpóźniej 30 października danego roku, w szczególności korespondencji kierowanej do radnych, potwierdzeń wysłania materiałów, wykazów dokumentów przekazanych radnym albo protokołów i nagrań sesji.

Terminowość nie jest w tej sprawie drobiazgiem oderwanym od treści analizy. Ustawodawca określił datę 30 października po to, aby Rada otrzymała informację o nieprawidłowościach i podjętych działaniach w konkretnym, corocznym cyklu kontrolnym. Informacja przedstawiona miesiąc później nadal może być interesująca, podobnie jak spóźniony pociąg nadal może dojechać na dworzec. Nie oznacza to jednak, że pociąg przyjechał zgodnie z rozkładem.

Ostatecznie otrzymujemy więc nie tylko pytanie, co Przewodniczący Rady Miasta sprawdził i co zrobił z wykrytymi błędami. Dochodzi jeszcze trzecie: czy o wynikach własnej analizy poinformował Radę w terminie wyznaczonym wprost przez ustawę. Na podstawie dotychczas udostępnionych materiałów co najmniej w odniesieniu do 2024 r. odpowiedź wygląda dla niego wyjątkowo niekorzystnie.

Analiza oświadczeń majątkowych radnych za 2024

Analiza oświadczeń majątkowych radnych na początek kadencji

Pismo Przewodniczącego do radnej

Porównanie analizy urzędowej i społecznej radnych