Po ułożeniu oświadczeń majątkowych Jarosława Flakowskiego w porządku chronologicznym nie otrzymujemy zwykłej historii urzędnika, który przez lata pracował w jednej komórce, stopniowo zdobywał doświadczenie i raz na kilka lat awansował. Mamy więc obraz człowieka poruszającego się coraz wyżej w obrębie regionalnego ekosystemu instytucji publicznych: Uniwersytetu Zielonogórskiego, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego, spółek samorządowych i Urzędu Miasta Zielona Góra. Instytucje się zmieniają, stanowiska przesuwają, zakresy obowiązków rozszerzają, lecz wspólny mianownik pozostaje ten sam, gdyż Flakowski nie budował swojej pozycji na rynku prywatnym, nie prowadził przedsiębiorstwa i nie ryzykował własnym kapitałem. Jego kariera, dochody i majątek rosły niemal wyłącznie wewnątrz sektora publicznego.
Samo w sobie nie jest to niczym nagannym. Państwo i samorząd potrzebują zawodowych urzędników, menedżerów oraz wykładowców. Problem rodzi się dopiero wtedy, gdy jedna biografia pokazuje nie tylko awans zawodowy, lecz także wyjątkowo płynne przemieszczanie się pomiędzy różnymi instytucjami, branżami i źródłami publicznego wynagrodzenia. Wtedy zasadne staje się pytanie nie wyłącznie o to, ile dana osoba zarabia, ale kto ją wybiera, według jakich kryteriów, na podstawie jakich kwalifikacji i dlaczego właśnie jej powierzane są kolejne funkcje.
Udokumentowana seria rozpoczyna się w 2019 r., gdy Flakowski był zastępcą dyrektora Departamentu Infrastruktury i Komunikacji Urzędu Marszałkowskiego. Rok później nadal zajmował to stanowisko. W oświadczeniu dotyczącym 2021 r. występuje już jako dyrektor Departamentu Rozwoju i Innowacji, a następnie jako dyrektor Departamentu Gospodarki i Rozwoju. Nie każde przejście pomiędzy nazwami departamentów musi oznaczać klasyczny awans. Część zmian mogła wynikać z reorganizacji urzędu, łączenia kompetencji albo zmiany nazw komórek. Nie zmienia to jednak kierunku całego procesu. Od funkcji zastępcy dyrektora w obszarze infrastruktury i komunikacji przeszedł do samodzielnego kierowania strukturami odpowiedzialnymi za rozwój, innowacje i gospodarkę, czyli dziedziny znacznie bardziej przekrojowej i bliższej strategicznemu zarządzaniu województwem.
W maju 2024 r. opuszcza on urząd marszałkowski i zostaje zastępcą prezydenta Zielonej Góry odpowiedzialnym za gospodarkę i fundusze europejskie. Obecny oficjalny biogram miejski przedstawia jego drogę w sposób wygładzony: wskazuje okres pracy jako zastępcy dyrektora, później stanowisko dyrektora Departamentu Gospodarki i Rozwoju, doktorat, studia podyplomowe, certyfikaty i doświadczenie w projektach europejskich. Nie opisuje natomiast szczegółowo wszystkich zmian departamentalnych widocznych w kolejnych oświadczeniach. To nie jest nieprawda, lecz selektywna autoprezentacja, w której wieloletnia karuzela urzędowych struktur zostaje zamieniona w prostą opowieść o konsekwentnym rozwoju kompetencji.
Nie ma w tej karierze wyraźnego cofnięcia, dłuższej przerwy ani okresu pozostawania poza instytucjonalnym obiegiem. Jest natomiast systematyczna eskalacja znaczenia. Zastępca dyrektora zostaje dyrektorem. Dyrektor strategicznych departamentów trafia do rad nadzorczych. Następnie przechodzi do kierownictwa największego miasta regionu. Równolegle pozostaje pracownikiem publicznej uczelni. Każdy etap zwiększa nie tylko jego odpowiedzialność i prestiż, lecz również wysokość oraz liczbę źródeł dochodu.
Najbardziej wymowna jest sekwencja rad nadzorczych. Flakowski wszedł do rady nadzorczej spółki Lotnisko Zielona Góra/Babimost 14 grudnia 2022 r. Funkcję zakończył 31 lipca 2023 r. Następnego dnia, 1 sierpnia 2023 r., rozpoczął członkostwo w radzie nadzorczej Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim. Między jedną a drugą nominacją nie było nawet dnia przerwy. Zniknęło lotnisko, pojawił się szpital. Fotel w systemie nadzoru właścicielskiego pozostał zajęty.
Lotnisko i szpital są organizacjami całkowicie odmiennymi. Pierwsza działa w obszarze infrastruktury transportowej i lotnictwa cywilnego. Druga prowadzi zaś działalność leczniczą, zarządza personelem medycznym, kontraktami, aparaturą, odpowiedzialnością za zdrowie pacjentów i skomplikowanym finansowaniem świadczeń. Rada nadzorcza nie musi składać się z pilotów w jednym przypadku i lekarzy w drugim. Jej członkowie mają kontrolować zarząd, finanse, zgodność działania spółki z prawem i interes właściciela. Tak płynna zamiana branż pokazuje jednak, że podstawową wartością Flakowskiego dla nominujących go osób prawdopodobnie nie była wyspecjalizowana wiedza lotnicza albo medyczna. Były nią raczej ogólne umiejętności administracyjne, projektowe i zarządcze, znajomość regionalnego systemu publicznego oraz zaufanie decydentów.
Oficjalny miejski życiorys potwierdza ten wniosek w sposób niemal podręcznikowy. Wśród licznych szkoleń znajduje się „Wprowadzenie do zarządzania lotnictwem cywilnym i polityki lotniczej”, ale zostało ono ukończone w 2023 r. Flakowski wszedł natomiast do rady spółki lotniskowej już w grudniu 2022 r. Publicznie eksponowana kwalifikacja bezpośrednio związana z lotnictwem pojawiła się więc po nominacji, a nie przed nią. Nie dowodzi to braku wcześniejszej wiedzy ani nieprawidłowości powołania. Pokazuje jednak, że sektorowe przygotowanie lotnicze widoczne w oficjalnym CV nie mogło być pierwotną podstawą wyboru. Najpierw otrzymał funkcję, później uzupełnił szkolenie branżowe.
W odniesieniu do szpitala oficjalny życiorys również nie pokazuje wykształcenia medycznego, ekonomiki zdrowia ani wyspecjalizowanych studiów z zakresu zarządzania podmiotami leczniczymi. Pokazuje za to bogaty zestaw ogólnych kompetencji menedżerskich i projektowych. Można zatem mówić o kandydacie uniwersalnym, zdolnym do sprawowania nadzoru w różnych sektorach. Można też zapytać mniej ceremonialnie, czy w regionalnym systemie właścicielskim najważniejszą kwalifikacją nie jest czasami po prostu status osoby znanej, sprawdzonej i akceptowanej przez właściwy krąg decyzyjny.
Same oświadczenia nie dowodzą, że miejsca w radach były polityczną nagrodą, elementem układu towarzyskiego ani bezkonkursowym rozdawnictwem.
Dokumenty pokazują jednak człowieka regularnie obdarzanego instytucjonalnym zaufaniem i płynnie przenoszonego pomiędzy kolejnymi publicznymi strukturami, nawet jeśli struktury te nie mają ze sobą wiele wspólnego pod względem branżowym.
Przy takiej sekwencji nominacji ciężar przejrzystości powinien spoczywać na instytucjach. Powinny one móc odpowiedzieć, kto zgłosił jego kandydaturę do rady lotniska, kto do rady szpitala, jakie inne kandydatury rozważano, jakie dokumenty potwierdzające kwalifikacje przedłożono i jaka konkretnie przesłanka przesądziła o wyborze. Warto byłoby również poznać frekwencję, liczbę posiedzeń, zakres podejmowanych uchwał i aktywność członka rady. Dopiero takie dane pozwoliłyby ocenić, czy mamy do czynienia z intensywną pracą nadzorczą, czy przede wszystkim z kolejnym wynagradzanym miejscem powierzonym człowiekowi administracyjnego zaplecza.
Dochody z rad początkowo były niewielkie. Za część 2022 r. z rady lotniska Flakowski wykazał 250 zł. Za 2023 r. otrzymał z lotniska 5 280 zł, a ze szpitala 7 090 zł. W 2024 r. rada szpitala przyniosła już 29 104 zł, natomiast w 2025 r. 44 502 zł. W ciągu roku dochód z tej funkcji wzrósł o 15 398 zł, czyli o prawie 53 proc. Nie wiadomo, czy zmieniła się stawka, liczba wypłat, sposób rozliczenia czy zasady wynagradzania. Nie jest to podstawa do zarzutu, lecz oczywisty punkt do sprawdzenia. Oba lata były pełnymi latami członkostwa, dlatego skala różnicy nie tłumaczy się samym rozpoczęciem funkcji w trakcie roku.
W tym rysie biograficznym pojawia się jeszcze jeden element, który po wybuchu afery Collegium Humanum nabrał zupełnie innego znaczenia. W starszych materiałach Jarosław Flakowski był przedstawiany jako absolwent programu Executive Master of Business Administration realizowanego przez Apsley Business School w Londynie oraz Collegium Humanum w Warszawie. Informacja nie była ukrywana. Przeciwnie, MBA pojawiało się jako istotny element jego menedżerskiego biogramu.
We współczesnym oficjalnym życiorysie zastępcy prezydenta MBA już nie ma. Szczegółowo wymienione są studia Management 3.0, zarządzanie projektami, AgilePM, PRINCE2, szkolenia z innowacji, lotnictwa, projektów badawczo-rozwojowych i design thinking. Collegium Humanum ani Apsley Business School nie występują. Biogram nie stał się krótszy, ale za to stał się bardziej wybiórczy.
Nie można udowodnić na tej podstawie, że MBA usunięto właśnie z powodu afery. Motywacji autora biogramu nie da się odczytać z treści strony internetowej. Chronologia i reputacyjny kontekst są jednak oczywiste. Kwalifikacja, która wcześniej wzmacniała wizerunek menedżera, po ujawnieniu mechanizmów działania Collegium Humanum stała się obciążeniem. W efekcie, oficjalna wersja nadal eksponuje szeroki zestaw kwalifikacji, ale omija tę, która jeszcze kilka lat wcześniej była przedstawiana jako jedna z ważniejszych.
To można nazwać zarządzaniem biografią, ale nie fałszowaniem, bo obecny opis nie musi zawierać wszystkich ukończonych form kształcenia. Nie jest jednak również neutralnym przypadkiem. Gdy w długim i drobiazgowo rozpisanym wykazie szkoleń brakuje akurat najbardziej prestiżowo brzmiącego dawniej dyplomu, trudno nie dostrzec, że instytucjonalna pamięć stała się selektywna.
Jednocześnie trzeba postawić wyraźną granicę. Samo ukończenie studiów w Collegium Humanum nie dowodzi, że konkretny absolwent uzyskał dokument nierzetelnie, nie uczestniczył w zajęciach albo popełnił przestępstwo. W oficjalnych komunikatach CBA i Prokuratury Krajowej nie ma informacji o postawieniu Jarosławowi Flakowskiemu zarzutów. Nie ma zatem podstaw, by zaliczać go do osób oskarżonych czy podejrzanych w tej sprawie.
Afera jest jednak czymś więcej niż medialnym kłopotem wizerunkowym. Prokuratura i CBA opisują mechanizm wystawiania dokumentów MBA poświadczających nieprawdę oraz przypadki wykorzystywania takich dyplomów przy obejmowaniu odpłatnych funkcji w radach nadzorczych. W listopadzie 2025 r. skierowano akt oskarżenia przeciwko 29 osobom, obejmujący zarzuty korupcyjne, poświadczenie nieprawdy, oszustwa i pranie pieniędzy. W jednym z opisanych przypadków fałszywy dyplom miał służyć wprowadzeniu w błąd spółek samorządowych i uzyskiwaniu wynagrodzenia z rad nadzorczych.
Dlatego pytanie dotyczące Flakowskiego powinno być bardzo precyzyjne, a przez to znacznie bardziej niewygodne niż rzucanie ogólnych oskarżeń: czy dyplom Executive MBA Collegium Humanum i Apsley Business School został przedstawiony jako dokument potwierdzający spełnienie wymogów przy obejmowaniu miejsca w radzie nadzorczej lotniska albo szpitala?
Odpowiedź powinna znajdować się w dokumentacji nominacyjnej, tj. z uchwał, zgłoszeń kandydatur, dokumentów kwalifikacyjnych, oświadczeń składanych przez kandydata oraz informacji o podstawie uznania, że spełniał wymagania. Jeżeli MBA z Collegium Humanum nie zostało użyte, sprawa na tym poziomie się kończy. Jeżeli zostało, instytucja powinna jasno to potwierdzić i wskazać, czy po ujawnieniu skali nieprawidłowości w Collegium Humanum przeprowadziła jakąkolwiek ponowną weryfikację dokumentu. Nie po to, by automatycznie uznawać wszystkich absolwentów za winnych, lecz po to, by wiedzieć, na jakich kwalifikacjach opiera swoje nominacje.
Z dostępnego w przestrzeni publicznej materiału dotyczącego odpowiedzi Urzędu Marszałkowskiego wynika ponadto, że w latach 2020-2021 urząd dofinansował studia podyplomowe w Collegium Humanum czterem osobom zajmującym stanowiska kierownicze, przeznaczając na to łącznie 13 500 zł. Sam opublikowany fragment nie pozwala jednak bez dodatkowego dokumentu przypisać konkretnej części tej kwoty Jarosławowi Flakowskiemu.
Jeżeli okaże się, że jego MBA zostało częściowo sfinansowane przez publicznego pracodawcę, a później wykorzystane do objęcia płatnej funkcji w radzie nadzorczej, powstanie zamknięty łańcuch korzyści instytucjonalnej: publiczny urząd pomaga zdobyć kwalifikację, ta kwalifikacja otwiera drogę do kolejnego publicznego wynagrodzenia, a następnie znika z oficjalnego CV, gdy uczelnia staje się symbolem skandalu. Nie byłby to jeszcze dowód przestępstwa. Byłby to jednak wystarczający powód, aby prześwietlić każdy etap tego procesu.
Uniwersytet Zielonogórski jest w tej biografii czymś znacznie ważniejszym niż dodatkowe miejsce pracy. Flakowski był związany z uczelnią jeszcze przed karierą w urzędzie marszałkowskim. W starszych publikacjach przedstawiano go jako pracownika Działu Programów Unijnych UZ, specjalizującego się w funduszach europejskich i stosunkach polsko-niemieckich. Uczelnia była więc nie tylko pracodawcą naukowo-dydaktycznym, lecz także miejscem zdobywania doświadczenia w zarządzaniu projektami i finansowaniu europejskim, które później stało się jednym z fundamentów jego kariery administracyjnej.
Dochód z Uniwersytetu Zielonogórskiego występuje we wszystkich analizowanych oświadczeniach. W 2019 r. wyniósł 44 498,62 zł, w 2020 r. 45 027,48 zł, w 2021 r. po korekcie 48 634,75 zł, w 2022 r. 53 490,07 zł, w 2023 r. 66 398,57 zł, w 2024 r. 86 184,58 zł, a w 2025 r. 89 589,47 zł. Łącznie w latach 2019-2025 Flakowski wykazał z UZ 433 823,54 zł.
Nie jest to honorarium za kilka gościnnych wystąpień ani okazjonalny wykład. To trwałe, coraz lepiej wynagradzane drugie zatrudnienie. Obecnie Flakowski jest adiunktem w Instytucie Ekonomii i Finansów, w Katedrze Polityki Regionalnej. Oficjalny profil przypisuje go w 100% do nauk o zarządzaniu i jakości, choć doktorat uzyskał w naukach o polityce. Profil zawiera również informację „oświadczenie N: Nie”.
Informacji o liczbie N nie wolno używać jako prostego dowodu, że ktoś „nie jest naukowcem”. Może wynikać z formy zatrudnienia, deklaracji pracownika, organizacji ewaluacji albo innych względów. Jest jednak ważna, ponieważ pokazuje różnicę między formalnym statusem adiunkta a rolą osoby w ewaluowanym rdzeniu badawczym dyscypliny. Publiczny profil UZ nie pokazuje go jako pracownika zaliczanego do liczby N w naukach o zarządzaniu i jakości. Tym samym sam tytuł stanowiska nie powinien być automatycznie utożsamiany z istotnym wkładem w wynik naukowy jednostki.
Nie oznacza to również, że zatrudnienie jest dekoracyjne. Aktualny plan zajęć pokazuje rozbudowaną działalność dydaktyczną. Flakowski prowadzi lub współprowadzi między innymi międzynarodowe stosunki polityczne, planowanie strategiczne w systemie bezpieczeństwa państw, globalne społeczeństwo informacyjne, procesy integracji gospodarczej w Europie, fundusze strukturalne, proseminaria oraz seminaria dyplomowe dla studentów kilku kierunków. Zajęcia odbywają się przede wszystkim późnymi popołudniami, wieczorami i w weekendy, co pozwala organizacyjnie łączyć je z funkcją wiceprezydenta. W niektóre soboty plan obejmuje bloki od wczesnego rana do godzin wieczornych.
To wskazuje z jednej strony, że uczelniane obowiązki nie muszą być wykonywane w normalnych godzinach pracy magistratu. Z drugiej zaś – pokazuje jednocześnie, że dochód bliski 90 tys. zł ma za sobą realny i szeroki pakiet dydaktyczny. Powstaje jednak inne pytanie: jak osoba pełniąca kierowniczą funkcję w dużym mieście, nadzorująca gospodarkę, transport, mieszkalnictwo, informatykę i fundusze europejskie, prowadząca równolegle liczne zajęcia oraz seminaria i pozostająca członkiem rady nadzorczej szpitala dzieli czas, uwagę i dyspozycyjność pomiędzy wszystkie te role?
Legalność łączenia stanowisk jest tylko pierwszym poziomem oceny. Drugi dotyczy realnej zdolności do należytego wykonywania każdej funkcji. W debacie publicznej zbyt często uznaje się, że skoro ustawodawca czegoś nie zabronił, to automatycznie znaczy, że nie istnieje problem. Tymczasem mieszkaniec ma prawo pytać nie tylko, czy wiceprezydent może wieczorami wykładać, ale również czy przy takiej skali dodatkowych obowiązków pozostaje w pełni dostępny dla miasta, za którego zarządzanie otrzymuje podstawowe wynagrodzenie.
Zakres przedmiotów prowadzonych na UZ jest przy tym niezwykle szeroki. Flakowski porusza się pomiędzy politologią, bezpieczeństwem narodowym, integracją europejską, ekonomią, finansami, funduszami strukturalnymi, zarządzaniem i społeczeństwem informacyjnym. Można to przedstawić jako interdyscyplinarność praktyka. Można też zauważyć, że uczelnia wykorzystuje go jako wielozadaniowego dydaktyka, któremu powierzane są zajęcia z wielu obszarów odpowiadających bardziej szeroko rozumianej karierze instytucjonalnej niż jednemu wyraźnemu programowi badawczemu.
Tu dochodzimy do najważniejszego rozróżnienia. Jarosław Flakowski jest doktorem i adiunktem. To formalne fakty. Prowadzi zajęcia i seminaria. To również fakt. Nie wynika jednak z tego automatycznie, że jest naukowcem o znaczącym dorobku, rozpoznawalności badawczej albo zauważalnym wpływie na rozwój dyscypliny.
Publiczny profil w Bazie Wiedzy UZ zawiera odsyłacze do ORCID i wyszukiwań w Scopusie, ale nie wyświetla konkretnych liczbowych wartości cytowań ani indeksu Hirscha dla Google Scholar, Scopusa czy Web of Science. Nie udało się potwierdzić jednoznacznego publicznego profilu autora ze spójnymi metrykami bibliometrycznymi w tych bazach. Sama baza uczelni ostrzega zresztą, że jej wskaźniki zależą od kompletności zarejestrowanego dorobku. Oznacza to, że nie można uczciwie przypisać mu indeksu Hirscha równego zero. Można natomiast stwierdzić, że jego międzynarodowa widoczność bibliometryczna jest bardzo słaba albo co najmniej publicznie nieudokumentowana. Najnowszy anglojęzyczny artykuł Flakowskiego ukazał się w 2025 r. w „European Research Studies Journal” i dotyczy wpływu czynników ekonomicznych oraz społeczno-demograficznych na typologię konsumentów i ich postawy prośrodowiskowe. Jest współautorem wraz z Mariolą Michałowską i Piotrem Kułykiem. Publikacja ma DOI, jest zarejestrowana między innymi w RePEc i stanowi pełnoprawny artykuł naukowy.
Nie jest jednak dowodem obecności autora we współczesnym obiegu Scopus lub Web of Science. Sam wydawca czasopisma informuje, że indeksacja w obu tych bazach jest dopiero „w toku”. Czasopismo znajduje się w Google Scholar, RePEc, Crossref i innych bazach, ale nie w Scopusie ani WoS.
Widoczny dorobek Flakowskiego obejmuje wcześniejsze teksty o niemieckiej scenie politycznej, stosunkach polsko-niemieckich, integracji europejskiej, współpracy transgranicznej, samorządzie regionalnym, funduszach unijnych i rozwoju województwa. Tematy te są logicznie związane z jego wykształceniem politologicznym oraz doświadczeniem w programach europejskich.
Najnowszy artykuł z zakresu zachowań konsumenckich i ekologii leży już w nieco innym obszarze. Nie jest to zabronione ani nawet szczególnie niezwykłe. Nauka może być interdyscyplinarna. W całym widocznym dorobku trudno jednak odnaleźć jeden konsekwentnie rozwijany program badawczy, stałą metodologię, rozpoznawalną szkołę, serię wzajemnie powiązanych badań albo silne oddziaływanie mierzone cytowaniami. Tematyka publikacji w dużej mierze przesuwa się wraz z otoczeniem zawodowym autora: najpierw polityka i Niemcy, później Unia Europejska i projekty, następnie rozwój regionalny i zarządzanie, wreszcie współautorska praca o konsumentach.
Flakowski jest więc wykładowcą-praktykiem i urzędnikiem z doktoratem, ale nie naukowcem o widocznej pozycji bibliometrycznej. Jego potencjalna wartość dla studentów może wynikać z doświadczenia w administracji, funduszach europejskich, polityce regionalnej i zarządzaniu publicznym. Nie należy jej lekceważyć. Praktyk może czasami przekazać studentom więcej niż autor kilkudziesięciu tekstów czytanych przez trzech recenzentów i algorytm ministerialny. Nie zmienia to faktu, że kariera instytucjonalna Flakowskiego jest znacznie bardziej imponująca niż jego kariera badawcza.
Właśnie w tym miejscu należy spojrzeć szerzej na relację pomiędzy uczelnią, polityką i administracją lokalną. W niedużym ośrodku regionalnym te środowiska z natury nakładają się na siebie. Urzędnicy wykładają, naukowcy doradzają samorządom, politycy prowadzą zajęcia, uczelnia uczestniczy w projektach miejskich i wojewódzkich. Sama sieć takich kontaktów nie jest patologią. Może służyć transferowi wiedzy i praktyki.
Ryzyko pojawia się wtedy, gdy system zaczyna działać jak zamknięty obieg wzajemnej legitymizacji. Stanowisko publiczne podnosi prestiż wykładowcy. Status adiunkta i doktora wzmacnia wizerunek urzędnika oraz kandydata do rady nadzorczej. Rada nadzorcza zwiększa doświadczenie menedżerskie. Kolejne certyfikaty potwierdzają wszechstronność. Każda instytucja dopisuje następny element do biografii, a rozbudowana biografia staje się argumentem za powierzeniem kolejnej funkcji.
Taki mechanizm nie wymaga żadnej tajnej umowy. Nie trzeba nawet naruszać prawa. Wystarczy, że te same osoby stale obracają się w kręgu wzajemnie znających się instytucji, rekomendują się, zapraszają do projektów i uznają za naturalnych kandydatów do kolejnych stanowisk. Powstaje lokalna klasa administracyjno-akademicka, której kapitałem nie jest ryzyko gospodarcze ani przełomowy dorobek naukowy, lecz dostęp do instytucji, znajomość procedur i zaufanie osób posiadających władzę nominacyjną.
Formalny status akademicki może w takim środowisku działać jako waluta prestiżu niezależnie od rzeczywistego wpływu badawczego, a doświadczenie publiczne może otwierać kolejne publiczne drzwi bez czytelnej konkurencji zewnętrznej.
W 2025 r. Flakowski otrzymał 259 181,31 zł z Urzędu Miasta Zielona Góra, 89 589,47 zł z Uniwersytetu Zielonogórskiego i 44 502 zł z rady nadzorczej szpitala. Dodatkowo wykazał 899,73 zł z Urzędu Marszałkowskiego, prawdopodobnie jako końcowe rozliczenie wcześniejszego stosunku pracy. Łączny dochód wyniósł 394 172,51 zł.
Dwa dodatkowe publiczne źródła, uczelnia i rada szpitala, przyniosły łącznie 134 091,47 zł. Było to ponad 51% wynagrodzenia z magistratu i około 34% całego rocznego dochodu. Funkcja wiceprezydenta pozostawała głównym filarem finansowym, lecz ponad jedna trzecia pieniędzy pochodziła z równoległych ról w innych instytucjach publicznych.
W latach 2019-2025 dochody z Uniwersytetu Zielonogórskiego i rad nadzorczych wyniosły łącznie 520 049,54 zł. To około 29% całego dochodu wykazanego w analizowanym okresie, który wyniósł 1 777 105,15 zł. Nie mówimy więc o symbolicznym dorabianiu. Mówimy o trwałym portfelu funkcji, w którym drugi etat akademicki i nominacje do rad nadzorczych stanowią istotną część sytuacji finansowej.
Roczny dochód wzrósł z około 180,7 tys. zł w 2019 r. do 394,2 tys. zł w 2025 r., czyli o około 118%. Największe skoki pojawiły się wraz z objęciem stanowisk dyrektorskich, wejściem do rad nadzorczych i przejściem do kierownictwa miasta.
Jeszcze bardziej wymowna jest historia aktywów finansowych. W 2019 r. Flakowski wykazywał 70 tys. zł w polskiej walucie. Na koniec 2025 r. środki w złotych, program inwestycyjny, PPK i IKZE miały łączną wartość 586 137 zł, bez przeliczania walut obcych. Wartość finansowych aktywów wzrosła więc o 516 137 zł, czyli ponad ośmiokrotnie.
Jednak musimy pamiętać, że od 2020 r. majątek jest deklarowany jako objęty małżeńską wspólnością majątkową i nie znamy dochodów małżonki, transferów wewnątrz majątku wspólnego ani pełnego wpływu wpłat pracodawców i wyników inwestycyjnych na PPK czy inne produkty. Dochody Flakowskiego były ponadto wystarczająco wysokie, aby tworzyć warunki do szybkiego gromadzenia oszczędności.
Model budowania majątku pozostaje jednak charakterystyczny. Nie ma działalności gospodarczej, portfela spółek ani rozbudowanych inwestycji w nieruchomości. Przez cały okres pojawia się jedno mieszkanie. Od 2023 r. nie ma realnego zadłużenia. Majątek rośnie przede wszystkim w gotówce, PPK, IKZE i produkcie inwestycyjnym. Jest to model wyjątkowo bezpieczny: wysokie i stabilne dochody z kilku publicznych źródeł, niewielkie ryzyko osobiste, brak istotnego długu i brak niepewności właściwej działalności gospodarczej.
Flakowski nie dorobił się zatem dzięki spektakularnej inwestycji, własnej firmie ani ryzykownemu przedsięwzięciu. Dorobił się, w znaczeniu całkowicie opisowym, dzięki konsekwentnemu funkcjonowaniu w publicznym systemie wynagrodzeń. Im wyższa była jego pozycja w regionalnym obiegu instytucjonalnym, tym większe były nie tylko podstawowe zarobki, lecz także możliwości równoległego uzyskiwania dochodów.
Oświadczenia są przy tym generalnie uporządkowane. Najpoważniejsze potknięcie dotyczy dokumentu za 2021 r. Pierwotnie błędnie oznaczono rok dochodu, niewłaściwie podzielono wynagrodzenia pomiędzy Urząd Marszałkowski i Uniwersytet Zielonogórski oraz pominięto środki zgromadzone w PPK. Łączna wysokość dochodu nie zmieniła się po korekcie, więc nie było tam ukrytej dodatkowej sumy. Pierwotny dokument nie był jednak kompletny ani prawidłowo opisany. Formalna korekta została złożona dopiero w grudniu 2022 r.
Mamy zatem w przypadku Jarosława Flakowskiego do czynienia nie z jakimś skandalem, ale właśnie z bardzo ciekawym zapisem finansowych skutków wieloletniego dostępu do regionalnego systemu stanowisk publicznych.
Jarosław Flakowski zbudował imponująco płynną karierę w regionalnym obiegu publicznym. Zmieniał departamenty, lecz pozostawał w centrum administracyjnego systemu. Awansował ze stanowiska zastępcy dyrektora na dyrektora strategicznych komórek. Z rady lotniska przeszedł do rady szpitala bez jednego dnia przerwy. Przez cały czas zachowywał dochodową relację z Uniwersytetem Zielonogórskim. Następnie został zastępcą prezydenta, nie rezygnując ani z pracy akademickiej, ani z miejsca w radzie szpitala.
Jego formalny status akademicki jest bezsporny, lecz rzeczywiste znaczenie badawcze wygląda znacznie skromniej. Jest aktywnym dydaktykiem, ale nie naukowcem o wyraźnej pozycji w Scopusie, Web of Science czy publicznie widocznych metrykach cytowań. Widoczny dorobek jest rozproszony, głównie regionalny i w dużej mierze związany z kolejnymi etapami jego działalności zawodowej. Najtrafniej określić go można więc jako urzędnika i menedżera publicznego z zapleczem akademickim, a nie badacza, który z nauki przeszedł czasowo do administracji.
Wątek MBA Collegium Humanum nie daje też podstaw do zarzucenia mu nierzetelnego uzyskania dokumentu. Daje jednak pełne podstawy do pytania, czy dyplom został wykorzystany podczas obejmowania wynagradzanych funkcji w radach nadzorczych, dlaczego zniknął ze współczesnego oficjalnego CV i czy któraś z instytucji publicznych zweryfikowała go ponownie po ujawnieniu skali afery.
Największym problemem nie jest zatem wartość mieszkania, samochodu ani nawet ponad pół miliona zgromadzonych aktywów finansowych. Najważniejszy jest mechanizm: ta sama osoba okazuje się odpowiednia kolejno dla uczelni, infrastruktury, innowacji, gospodarki, lotniska, szpitala i kierownictwa miasta. Być może jest wyjątkowo wszechstronna. Być może regionalny system publiczny szczególnie ceni kompetentnych ludzi i konsekwentnie ich wykorzystuje. Ale im bardziej uniwersalny staje się kandydat, tym bardziej potrzebna jest jawność pokazująca, że za każdą nominacją stały rzeczywiste kompetencje, konkurencyjna procedura i interes publiczny, a nie tylko reprodukcja zaufania wewnątrz wąskiego kręgu instytucji.
Nie ma podstaw, aby nazywać tę historię przestępstwem albo dowiedzionym układem polityczno-towarzyskim. Są natomiast mocne podstawy, aby nazwać ją publicznym obiegiem stanowisk, prestiżu i pieniędzy, w którym kariera instytucjonalna znacznie wyprzedziła dorobek naukowy, a każda kolejna funkcja wzmacniała wiarygodność potrzebną do objęcia następnej.
To właśnie ten obieg, a nie stan konta sam w sobie, powinien zostać prześwietlony dokument po dokumencie.