Nie pytajmy tylko, kto miał dług. Pytajmy, kto naprawdę decydował

Bukowski odwołany, ale kto naprawdę wiedział i kto decydował? Co wiedział Tomasz Sroczyński? W których decyzjach uczestniczył Roman Artyszuk? Jaką rolę odgrywał Jarosław Flakowski?

Sprawę Agnieszki Chyrc można sprowadzić do łatwego, emocjonalnego obrazka. Mamy radną korzystającą z lokalu należącego do miasta, zadłużenie wobec Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej i pytanie, czy osoba pełniąca funkcję publiczną powinna znajdować się w takiej sytuacji.

Taki obraz dobrze mieści się w nagłówku, lecz nie wyjaśnia mechanizmu, który stopniowo odsłaniają publiczne wypowiedzi, dokumenty miejskie i odpowiedzi udzielane w trybie dostępu do informacji publicznej. Im więcej wiadomo, tym mniej przekonująca staje się historyjka o jednej radnej i jednym dyrektorze. Coraz wyraźniej widać natomiast system, w którym odpowiedzialność jest rozłożona pomiędzy ZGM, urząd, prezydenta i Społeczną Komisję Mieszkaniową, ale po wybuchu kryzysu została politycznie skupiona przede wszystkim na jednej osobie.

Nie ma obecnie podstaw, aby twierdzić, że doszło do korupcji, przestępstwa albo świadomego „ustawienia” miejskiego lokalu dla radnej. Nie ma także dowodu, że Rafał Bukowski został odwołany dlatego, że zamierzał ujawnić niewygodne informacje. Są jednak wystarczające podstawy, aby postawić hipotezę, że były dyrektor ZGM mógł zostać wykorzystany jako polityczny bezpiecznik: osoba ponosząca odpowiedzialność kierowniczą, ale niekoniecznie samodzielnie kontrolująca cały proces. To jest tylko hipoteza, ale warto ją publicznie postawić, by móc zadawać kolejne pytania. Bo miasto samo stworzyło warunki, w których taka interpretacja wydaje się racjonalna.

Największe wątpliwości budzi moment odwołania Bukowskiego. Konferencja prasowa została zwołana po to, aby dyrektor ZGM odniósł się do publicznych zarzutów i odpowiadał na pytania dziennikarzy. Zanim jednak zdążył przedstawić swoją wersję, Jarosław Flakowski poinformował o jego natychmiastowym odwołaniu. Bukowski, obecny na miejscu, oświadczył, że po utracie stanowiska nie jest już uprawniony do wypowiadania się w imieniu jednostki. Konferencja, która miała przynieść odpowiedzi, przyniosła więc przede wszystkim personalną egzekucję. Dziennikarze nie poznali przygotowanych wyjaśnień dyrektora, a narrację o przyczynach kryzysu przejęli przedstawiciele miasta.

Oficjalne oświadczenie prezydenta przedstawiało odwołanie jako działanie służące transparentności oraz rzetelnemu wyjaśnieniu zarzutów. Zapowiedziano niezależną kontrolę zewnętrzną i publiczne przedstawienie jej wyników. Sama kontrola jest potrzebna. Trudno jednak nie zauważyć paradoksu: aby zwiększyć przejrzystość, najpierw usunięto osobę, która właśnie miała publicznie odpowiadać na pytania. Skutkiem decyzji nie było natychmiastowe rozszerzenie wiedzy opinii publicznej, lecz jej ograniczenie i przesunięcie wszystkich zasadniczych odpowiedzi na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Nie oznacza to, że Bukowski był niewinny albo że nie istniały podstawy do jego odwołania. Dyrektor jednostki odpowiada za jej organizację, nadzór i prawidłowe wykonywanie zadań. W tle sprawy Chyrc pozostawały również wcześniejsze nieprawidłowości przy naliczaniu stawek czynszu w około dwustu lokalach. ZGM przyznał, że doszło do błędów, a mieszkańcom zwracano nadpłacone środki. To poważny problem zarządczy, który może uzasadniać utratę zaufania niezależnie od sprawy jednej radnej.

Odpowiedzialność kierownicza nie jest jednak tym samym co dowód, że dyrektor samodzielnie podejmował wszystkie decyzje. I właśnie w tym miejscu publiczna narracja zaczyna rozmijać się z dokumentami. Pracownicy ZGM obecni na konferencji podkreślali, że o sprawach mieszkaniowych nie decydował jednoosobowo dyrektor, lecz uczestniczyła w nich specjalnie powołana komisja. Tak samo miało być w przypadku Agnieszki Chyrc.

Dokumenty miasta potwierdzają, że Społeczna Komisja Mieszkaniowa nie jest figurantem. Kwalifikowanie osób do zawarcia umów najmu odbywa się pod jej nadzorem. Wydanie skierowania do najmu wymaga jej pozytywnej opinii. Komisja opiniuje również ponowne zawarcie umowy z osobą, która wcześniej utraciła tytuł prawny do lokalu, ale spłaciła zadłużenie w całości albo częściowo i zawarła ugodę dotyczącą pozostałej kwoty.

Komisja ma szerokie kompetencje. Opiniuje najem lokali, skierowania poza zwykłą kolejnością, zamiany i podziały mieszkań, przywracanie tytułów prawnych oraz pozostawanie w lokalu po śmierci albo wyprowadzeniu się głównego najemcy. Może wnioskować o skreślenie osoby z listy oraz kontrolować warunki mieszkaniowe wnioskodawców. Regulamin nazywa ją zespołem opiniodawczo-doradczym prezydenta realizującym społeczną kontrolę nad gospodarką mieszkaniową.

Słowo „społeczna” może jednak tworzyć mylące wrażenie, że mamy do czynienia z niezależnym, obywatelskim ciałem stojącym na zewnątrz administracji. Tymczasem członków komisji powołuje prezydent. Komisja doradza prezydentowi, prezydent zatwierdza listy osób uprawnionych, a skierowania podpisuje upoważniony przez niego pracownik. Obsługę administracyjną zapewnia urząd. Ten sam pion wykonawczy powołuje więc skład komisji, organizuje jej pracę, przygotowuje dokumentację, zatwierdza wyniki procedury i później decyduje, jaki zakres tej dokumentacji zostanie ujawniony mieszkańcom.

Jeszcze większe pytania rodzi skład komisji. W styczniu 2026 roku Jarosław Flakowski, działając z upoważnienia prezydenta, podpisał zarządzenie, na podstawie którego do komisji powołano Romana Artyszuka. W tym samym dokumencie pozostawiono w składzie między innymi radnego i wiceprzewodniczącego rady Tomasza Sroczyńskiego.

Roman Artyszuk jest kierownikiem Administracji Budynków Mieszkalnych ZGM. Administracja ta zajmuje się między innymi zawieraniem w imieniu miasta umów najmu lokali mieszkalnych i socjalnych oraz pobieraniem należności z tytułu czynszu i innych opłat. Oznacza to, że kierownik części jednostki bezpośrednio prowadzącej sprawy lokali i najemców zasiada jednocześnie w komisji przedstawianej jako forma społecznej kontroli procesu mieszkaniowego.

Nie jest to automatycznie nielegalne. Pracownik ZGM może wnosić do komisji potrzebną wiedzę praktyczną. Problem polega na tym, że konstrukcja ta łączy role, które powinny być wyraźnie rozdzielone albo przynajmniej zabezpieczone procedurami. Jednostka przygotowuje i obsługuje sprawy, jej kierownik uczestniczy w ich opiniowaniu, urząd organizuje pracę komisji, a prezydent kontroluje zarówno skład komisji, jak i końcowy etap postępowania. Członek ZGM staje się w ten sposób zarazem częścią systemu podlegającego „społecznej kontroli” i osobą tę kontrolę współtworzącą.

Nie wiadomo jeszcze, czy Artyszuk uczestniczył w jakimkolwiek kluczowym rozstrzygnięciu dotyczącym Agnieszki Chyrc. Został powołany dopiero w styczniu 2026 roku, a bez pełnej osi czasu sprawy nie można przypisywać mu udziału w decyzjach podejmowanych wcześniej. Jego obecność nie jest dowodem na ustawienie sprawy radnej. Jest natomiast dowodem na systemową konstrukcję, w której granica między jednostką wykonawczą a społeczną kontrolą jest wyjątkowo niewyraźna.

W komisji zasiadają również osoby bezpośrednio związane z magistratem. Paweł Wawryk jest zastępcą dyrektora Departamentu Prezydenta Miasta i kieruje Biurem Partycypacji Społecznej, a Krzysztof Woźniak pracuje w miejskim Wydziale Zdrowia i Spraw Społecznych.

Można uznać, że ich wiedza jest użyteczna. Trudniej jednak podtrzymać obraz komisji jako zewnętrznego mechanizmu kontroli społecznej, skoro w ośmioosobowym składzie znajdują się pracownicy urzędu, kierownik komórki ZGM i radny, który równolegle pełni funkcję wiceprzewodniczącego rady.

Nie musi to być „układ” w sensie korupcyjnym, ale jest to jednak zamknięty obieg instytucjonalny, w którym osoby związane z miastem opiniują działania miasta, a mieszkańcy mają bardzo ograniczone możliwości sprawdzenia, jak dokładnie przebiegały poszczególne rozstrzygnięcia.

Najbardziej alarmujące jest to, że regulamin komisji nie zawiera widocznych zasad dotyczących konfliktu interesów. Nie określa, kiedy członek powinien wyłączyć się ze sprawy, jak należy zgłaszać powiązanie osobiste albo zawodowe, kto ocenia istnienie konfliktu oraz jak wyłączenie powinno zostać odnotowane. Regulamin opisuje natomiast kworum, większość głosów, protokołowanie oraz obowiązek zachowania poufności.

Jawna Zielona zapytała miasto wprost, czy prowadzi analizę ryzyka konfliktu interesów w sytuacji, w której osoba posiadająca zobowiązanie wobec miejskiej jednostki uczestniczy w pracach organu albo komisji rozpatrującej sprawy dotyczące tej jednostki. Odpowiedź brzmiała: nie. Miasto poinformowało również, że nie stosuje odrębnych procedur wobec radnych.

Brak odrębnych procedur dla radnych sam w sobie jest prawidłową deklaracją. Osoba publiczna nie powinna otrzymywać ani gorszego, ani lepszego traktowania tylko dlatego, że posiada mandat. Problem polega na tym, że bez analizy ryzyka konfliktu interesów i bez jawnej dokumentacji nie da się sprawdzić, czy deklarowana równość zasad odpowiadała rzeczywistej praktyce. System mówi, że radny jest traktowany jak każdy. Jednocześnie nie posiada mechanizmu pozwalającego wykazać, że tak rzeczywiście było.

Komisja podejmuje opinie większością głosów przy obecności co najmniej połowy składu. Z każdego posiedzenia powinien być sporządzony protokół podpisany przez przewodniczącego lub osobę prowadzącą obrady.

Urząd poinformował jednak, że nie posiada list obecności. Nie udostępnił również protokołów z lat 2024-2026, uznając, że zawierają informacje dotyczące prywatnych spraw osób fizycznych i w konsekwencji nie stanowią informacji publicznej. Zamiast nich przekazano jedynie daty i ogólną tematykę posiedzeń.

Takie stanowisko budzi zasadnicze wątpliwości. Prywatność mieszkańców musi być chroniona. Nie ma społecznego interesu w ujawnianiu nazwisk, adresów, sytuacji zdrowotnej, dochodów czy problemów rodzinnych osób ubiegających się o lokal. Nie wynika jednak z tego automatycznie, że cały urzędowy protokół przestaje dotyczyć sprawy publicznej. UODO wskazuje, że w pierwszej kolejności należy analizować możliwość udostępnienia informacji po odpowiedniej anonimizacji, a odmowa dostępu ze względu na prywatność powinna nastąpić w przewidzianym prawem trybie.

Po usunięciu danych mieszkańców nadal można przecież ujawnić datę posiedzenia, obecnych członków, potwierdzenie kworum, liczbę rozpatrywanych spraw, wyniki opiniowania, przypadki wyłączenia członków i zastosowane podstawy proceduralne. Ochrona prywatności nie powinna oznaczać ochrony urzędu przed społeczną kontrolą.

Załączony wykaz posiedzeń pokazuje, że komisja pracuje regularnie i zajmuje się sprawami o ogromnym znaczeniu dla mieszkańców: rozdziałem wolnych lokali, przyspieszaniem realizacji list, przedłużaniem umów najmu socjalnego, zwolnieniami z czynszu, zamianami oraz przywracaniem tytułu prawnego po spłacie zadłużenia. Temat ponownego zawarcia umowy albo przywrócenia tytułu po spłacie zadłużenia pojawia się w porządkach obrad niemal przez cały badany okres.

Odpowiedzi miasta pokazują też, że ponowne uzyskiwanie tytułu prawnego nie jest wyjątkowym rozwiązaniem stworzonym dla jednej osoby. W latach 2021-2026 pozytywnie zaopiniowano 163 takie wnioski, a 23 zaopiniowano negatywnie. Sama możliwość uregulowania zadłużenia i odzyskania umowy nie jest więc dowodem na uprzywilejowanie Agnieszki Chyrc.

To jest ważne zastrzeżenie, ponieważ uczciwa analiza nie może polegać na uznaniu każdej ugody z zadłużonym mieszkańcem za patologię. Polityka mieszkaniowa musi przewidywać możliwość wyjścia z zadłużenia. Ludzie chorują, tracą pracę, przechodzą kryzysy rodzinne i finansowe. Miasto nie powinno automatycznie wyrzucać każdego dłużnika na ulicę. Pytanie nie brzmi zatem, czy radna mogła skorzystać z procedury dostępnej również innym. Pytanie brzmi, czy skorzystała z niej na dokładnie takich samych zasadach, w porównywalnym czasie i przy zastosowaniu takich samych kryteriów jak pozostali mieszkańcy.

Aby to ustalić, trzeba porównać jej sprawę z podobnymi przypadkami. Należy sprawdzić daty powstania zadłużenia, wypowiedzenia umowy, zawarcia ugody, spłacanych rat, skierowania sprawy do komisji, wydania opinii i dalszych działań ZGM. Trzeba ustalić, kto przygotowywał materiały, kto uczestniczył w posiedzeniu, czy było kworum, jak wyglądał wynik głosowania, czy ktoś się wyłączył oraz kto po stronie miasta zaakceptował dalsze postępowanie. Bez tych danych nie można odpowiedzialnie stwierdzić ani uprzywilejowania, ani jego braku.

Warto także spojrzeć na szerszą skalę problemu. W latach 2021-2025 komisja opiniowała łącznie 1096 wniosków dotyczących kwalifikowania osób do najmu. Liczba rozpatrywanych wniosków wzrosła ze 183 w 2021 roku do 266 w roku 2025. Liczba pozytywnych opinii pozostawała jednak niemal niezmienna: od 108 do 117 rocznie. Liczba opinii negatywnych wzrosła natomiast z 75 do 149. W 2021 roku pozytywnie opiniowano około 59 procent wniosków, a w 2025 roku już tylko około 44 procent.

Nie wiadomo jeszcze, czy przyczyną jest rosnąca liczba osób niespełniających kryteriów, deficyt lokali, pogarszająca się sytuacja mieszkaniowa czy zmiana praktyki komisji. Na te pytania mógłby odpowiedzieć radny i wiceprzewodniczący rady Tomasz Sroczyński, który jest członkiem tej komisji nieprzerwanie od 2021 r.

Dane pokazują jednak, że mówimy o systemie, w którym coraz większa liczba mieszkańców ubiega się o ograniczony zasób, a coraz większa część spotyka się z odmową. Tym większe znaczenie ma przejrzystość procesu i możliwość sprawdzenia, czy osoby posiadające pozycję publiczną były traktowane w taki sam sposób jak pozostali.

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera rola Jarosława Flakowskiego. To on podpisał zmianę składu komisji, wprowadzając do niej kierownika Administracji Budynków Mieszkalnych ZGM. To on następnie wystąpił jako osoba komunikująca natychmiastowe odwołanie Bukowskiego. To również on publicznie zapowiadał zewnętrzną kontrolę jednostki.

Nie dowodzi jednak to wszystko, że Flakowski wpływał na sprawę Chyrc albo że podjął próbę ukrycia odpowiedzialności innych osób. Pokazuje jednak, że nie jest zewnętrznym komentatorem kryzysu. Jest częścią pionu, który kształtował skład komisji, nadzorował system mieszkaniowy i decydował o personalnych konsekwencjach po wybuchu afery. Dlatego kontrola ograniczona wyłącznie do ZGM byłaby niewystarczająca.

Prawdopodobnie więc okazuje się, że źródłem problemów mogło być przede wszystkim złe zarządzanie ZGM. Bukowski nie reagował właściwie na błędy, zaniedbania i narastające ryzyko reputacyjne, a jego odwołanie było uzasadnioną decyzją pracodawcy. Kontrola może tę hipotezę potwierdzić. Nie należy jej odrzucać tylko dlatego, że sposób zwolnienia dyrektora wyglądał niefortunnie.

Może być też tak, że Bukowski ponosił odpowiedzialność kierowniczą, ale po wybuchu kryzysu został wybrany jako najłatwiejsza osoba, na której można skoncentrować polityczne koszty całego systemu. ZGM jest miejską jednostką, jej dyrektora można natychmiast odwołać, a mieszkańcom można pokazać konkretną konsekwencję personalną. Trudniej byłoby publicznie przyznać, że problem obejmuje także komisję powoływaną przez prezydenta, miejskie procedury, brak regulacji konfliktu interesów oraz nadzór ze strony urzędu.

Ale może nie mamy do czynienia z świadomą zmową, ile z zamkniętą kulturą instytucjonalną. W takim modelu nie musi istnieć żadne tajne polecenie. Wystarczy, że te same osoby przez lata krążą pomiędzy urzędem, miejskimi jednostkami, komisjami i lokalną polityką. Wszyscy znają zasady, zależności i oczekiwania. Decyzje mogą zapadać formalnie prawidłowo, ale system nie wytwarza niezależnej kontroli ani pełnego śladu pozwalającego mieszkańcom sprawdzić, kto rzeczywiście odpowiadał za konkretny rezultat.

Być może było i tak, że Agnieszka Chyrc została w praktyce potraktowana korzystniej niż porównywalnie mieszkańcy ze względu na pozycję publiczną albo powiązania polityczne. Na dziś nie ma dowodu pozwalającego tak stwierdzić. Hipotezy tej nie można jednak uczciwie ani potwierdzić, ani wykluczyć bez dokumentacji jej sprawy, zanonimizowanych danych porównawczych i protokołu właściwego posiedzenia komisji.

Ale miasto mogło też odwołać dyrektora, zapowiedzieć kontrolę i przesunąć publikację szczegółowych odpowiedzi na później, aby odzyskać kontrolę nad narracją. Nie musi to oznaczać zamiaru ukrycia nieprawidłowości. Jest typowym mechanizmem politycznym: najpierw pokazuje się zdecydowaną reakcję, następnie ogłasza audyt, a na końcu przedstawia wyniki w przygotowanej przez siebie formule. Problem pojawi się wtedy, gdy zakres kontroli zostanie skonstruowany tak, aby zbadać wyłącznie ZGM, a pominąć komisję i nadzór prezydenta.

Miasto zapowiada, że kontrola ma być kompleksowa i objąć strukturę zatrudnienia, realizowane zadania oraz koszty funkcjonowania ZGM. To potrzebne, ale nie odpowie automatycznie na pytania wynikające ze sprawy Chyrc.

Rzetelna kontrola powinna objąć nie tylko dokumenty znajdujące się w ZGM, lecz również obieg spraw pomiędzy ZGM, Biurem Gospodarki Mieszkaniowej, Społeczną Komisją Mieszkaniową i pionem prezydenckim. Powinna zbadać sposób wyznaczania członków komisji, dokumentowania obecności i głosowań, ewentualne wyłączenia z powodu konfliktu interesów, zasady przygotowywania materiałów oraz nadzór nad wykonywaniem opinii komisji. Powinna także porównać sprawę Agnieszki Chyrc z odpowiednio dobraną grupą podobnych przypadków.

Miasto powinno również wyjaśnić, dlaczego Bukowski został odwołany przed wystąpieniem, a nie po udzieleniu odpowiedzi i zabezpieczeniu jego wersji w oficjalnym protokole. Powinno ujawnić zakres zlecenia dla kontrolerów, kryteria wyboru podmiotu zewnętrznego, harmonogram prac i zasady publikacji raportu. Pełny raport powinien zostać opublikowany, a nie tylko omówiony podczas konferencji.

Najważniejsze pytanie nie brzmi już zatem: „czy Agnieszka Chyrc miała zadłużenie?”. Ten fakt sam w sobie nie wyjaśnia niczego poza jej sytuacją finansową.

Nie chodzi też o to: „czy Rafał Bukowski odpowiadał za ZGM?”. Bo oczywiście odpowiadał jako dyrektor.

Dużo ważniejsze i ciekawsze jest, kto podejmował poszczególne decyzje, kto je opiniował, kto je zatwierdzał, kto nadzorował cały proces i dlaczego po wybuchu kryzysu polityczne konsekwencje poniosła przede wszystkim osoba, która chwilę wcześniej miała publicznie przedstawić swoją wersję wydarzeń?

Być może kontrola wykaże, że Bukowski dopuścił się poważnych zaniedbań, a sprawa Agnieszki Chyrc była prowadzona dokładnie tak samo jak setki innych. Taki wynik również powinien zostać uczciwie przedstawiony.

Dziś jednak miasto nie może oczekiwać, że samo odwołanie dyrektora zamknie temat. Dokumenty pokazują, że ZGM nie działał w próżni, komisja nie była niezależnym organem zewnętrznym, a jej skład i procedury były kształtowane przez ten sam pion polityczny, który później ogłosił utratę zaufania do dyrektora.

I to nie jest dowód na korupcyjny układ. Jest to dowód na system, w którym odpowiedzialność jest rozproszona, kontrola społeczna okazuje się częściowo wewnętrzna, konflikt interesów nie jest systemowo analizowany, a mieszkańcom odmawia się dokumentów pozwalających sprawdzić prawidłowość działania komisji.

I właśnie dlatego miasto musi odpowiedzieć nie tylko na pytanie, co wydarzyło się w ZGM.

Miasto musi odpowiedzieć, jak działa cały miejski mechanizm mieszkaniowy i kto rzeczywiście pociąga w nim za poszczególne sznurki.