25 radnych, dziesiątki oświadczeń i system jawności, który działa dopiero wtedy, gdy obywatel zrobi wszystko sam

Po przeanalizowaniu oświadczeń majątkowych wszystkich 25 radnych Rady Miasta Zielona Góra można wreszcie spojrzeć na całość, a nie tylko na pojedyncze domy, kredyty, samochody, działki, diety, udziały i dopiski wykonywane długopisem gdzieś pomiędzy jedną rubryką a drugą. I pierwszy wniosek jest znacznie mniej sensacyjny, niż życzyłby sobie internet, ale znacznie poważniejszy z punktu widzenia działania państwa.

Z dokumentów nie wyłania się obraz rady opanowanej przez nagłe i niemożliwe do wyjaśnienia fortuny. Nie widać podstaw, aby stwierdzić, że zielonogórscy radni jako grupa masowo ukrywają majątek albo w niewytłumaczalny sposób bogacą się podczas sprawowania mandatów. Widać natomiast ogromne różnice ekonomiczne, bardzo silne związki części radnych z sektorem publicznym, rozbudowane sieci funkcji, działalności i instytucji, a przede wszystkim rażąco nierówny standard wypełniania dokumentów.

W jednych oświadczeniach każdy dochód jest rozpisany, objaśniony i przypisany do właściwego tytułu. W innych kilka źródeł zarobków zostaje połączonych w jedną sumę, nieruchomość raz istnieje, później znika, a następnie wraca, udział jednej drugiej zmienia się w jedną dwudziestą ósmą, samochód zostaje wyceniony literalnie na prawie 82 mln zł, papiery wartościowe figurują jako środki pieniężne, podczas gdy w rubryce dotyczącej papierów wpisano „nie dotyczy”, a dwa oświadczenia tej samej osoby, dotyczące tego samego dnia, pokazują inne udziały, wartości albo salda kredytu.

Najbardziej gorzki wniosek dotyczy jednak nie samych radnych, lecz systemu, który miał te dokumenty analizować.

Cała seria została przygotowana społecznie, bez wynagrodzenia, po godzinach, poprzez ręczne pobieranie skanów, odczytywanie często mało czytelnego pisma, przepisywanie kwot, porównywanie kolejnych lat, zestawianie oświadczeń składanych w różnych urzędach, sprawdzanie KRS, BIP, rejestrów umów, wykazów funkcji, informacji o radach nadzorczych i publicznych jednostkach. Dopiero taka praca pozwoliła zauważyć rozbieżności, które w wielu przypadkach można było odkryć bez dostępu do tajemnic bankowych, akt skarbowych, ksiąg wieczystych czy prywatnych dokumentów.

Wystarczyło położyć obok siebie dwa formularze

I właśnie to powinno wybrzmieć najmocniej: społeczny watchdog zrobił za darmo, po godzinach, to, co odpowiednie organy i instytucje mają ustawowy obowiązek robić w ramach swojej opłacanej działalności.

Nie jest bowiem tak, że oświadczenie majątkowe trafia do urzędu wyłącznie po to, aby pracownik nadał mu nazwę pliku, zamazał adres i zawiesił skan w Biuletynie Informacji Publicznej. Ustawa o samorządzie gminnym wprost stanowi, że analizy danych zawartych w oświadczeniu dokonuje osoba, której zostało ono złożone. Oświadczenia radnych trafiają do przewodniczącego rady, oświadczenie przewodniczącego do wojewody, a dodatkową analizę przeprowadza właściwy naczelnik urzędu skarbowego. Podmioty te są uprawnione do porównywania aktualnego oświadczenia z wcześniejszymi dokumentami i zeznaniami podatkowymi. Urząd skarbowy może uwzględnić również PIT małżonka. Jeżeli pojawi się podejrzenie podania nieprawdy albo zatajenia prawdy, podmiot analizujący może wystąpić do Centralnego Biura Antykorupcyjnego o kontrolę. Do 30 października każdego roku podmioty analizujące mają przedstawić radzie informację o nieprawidłowościach, osobach, które złożyły nieprawidłowe dokumenty, oraz działaniach podjętych w związku z tymi ustaleniami. To nie jest więc uprzejma możliwość ani hobbystyczna aktywność dla wyjątkowo dociekliwego urzędnika, tylko ustawowy element systemu kontroli.

Oczywiście społeczny watchdog nie ma narzędzi urzędu skarbowego. Nie widzi PIT-ów małżonków, nie ma dostępu do sald rachunków, umów kredytowych, dokumentów własności, aktów notarialnych ani danych podatkowych. Nie może ustalić, czy mieszkanie zostało sprzedane za kwotę odpowiadającą wartości podanej w oświadczeniu, czy kredyt został unieważniony przez sąd, czy udział w działce zmienił się wskutek aktu notarialnego, czy pieniądze pochodziły z legalnego dochodu małżonka. Może jedynie czytać to, co osoby publiczne same ujawniły.

Jeżeli jednak nawet przy tak ograniczonych możliwościach udało się odnaleźć liczne niespójności, pominięcia, błędne udziały, skopiowane salda, niewłaściwe daty i źle przypisane składniki majątku, to pytanie o jakość wcześniejszej kontroli jest nieuniknione. Albo dokumentów rzeczywiście nie porównywano z należytą starannością, albo porównywano je, lecz stwierdzone problemy nie doprowadziły do korekt i czytelnych wyjaśnień. Inna możliwość jest też taka, że wszystko zostało sprawdzone perfekcyjnie, a oczywiste sprzeczności uznano za niewarte reakcji, byłaby chyba jeszcze mniej pocieszająca.

Oświadczenie nie jest bilansem, a jego liczby nie sumują się same

Zanim przejdziemy do oceny poszczególnych radnych, trzeba wyjaśnić metodę. Oświadczenia majątkowe bardzo łatwo analizować źle. Wystarczy dodać wszystkie widoczne kwoty, odjąć kredyty i ogłosić ranking najbogatszych radnych. Powstałaby efektowna tabela, tylko że jej wartość analityczna byłaby zbliżona do horoskopu sporządzonego przez księgowego.

Oświadczenie pokazuje stan majątku na określony dzień. Coroczne dokumenty radnych przedstawiają stan na 31 grudnia poprzedniego roku, natomiast pierwsze oświadczenie składane po rozpoczęciu kadencji ma inną datę odniesienia. Nie wolno więc bezrefleksyjnie porównywać dochodów z części roku z dochodami całorocznymi. Nie wolno również traktować zmiany deklarowanej wartości domu jak wpływu gotówki na rachunek. Dom może zostać wyceniony rok wcześniej na 500 tys. zł, a później na 700 tys. zł, choć właściciel nie otrzymał z tego tytułu ani złotówki. Mogły zmienić się ceny, stan budynku, zakres przeprowadzonego remontu albo zwyczajnie sposób szacowania.

Wartości nieruchomości wpisane w formularz nie są operatami rzeczoznawcy. Joanna Malon w dokumentach składanych w urzędzie marszałkowskim wprost zaznaczała brak operatu szacunkowego. Jest to metodologicznie ważne: można mówić o wzroście wartości deklarowanej, lecz nie o dokładnym wzroście rynkowej wartości majątku.

Nie wolno też podwójnie liczyć domu i działki, gdy radny zaznacza, że wartość gruntu została już uwzględniona w wartości budynku. Takie dopiski pojawiają się między innymi u Adama Urbaniaka i Pawła Wysockiego. Nie można doliczać do majątku radnego pełnej wartości lokalu należącego wyłącznie do małżonka ani traktować mieszkania zajmowanego jako najemca jak prawa własności. Nie można też automatycznie przypisywać radnemu pełnej wartości nieruchomości, jeśli wykazuje jedynie udział.

Trzeba odróżniać przychód od dochodu. Przychód kancelarii, działalności gospodarczej czy najmu nie jest tym samym co pieniądze pozostające po odliczeniu kosztów. Umorzenie części kredytu wskutek ugody z bankiem może być zdarzeniem majątkowym i podatkowym, ale nie oznacza, że dana osoba dostała tę kwotę do ręki. Sprzedaż mieszkania może wygenerować przychód, lecz środki mogą zostać przeznaczone na spłatę kredytu, zakup innej nieruchomości, darowiznę albo inne zobowiązanie.

Majątek wspólny małżonków dodatkowo utrudnia analizę. Oszczędności wykazane przez radnego mogą należeć do wspólności majątkowej i pochodzić również z dochodów małżonka, których jawne oświadczenie radnego szczegółowo nie pokazuje. Dlatego wzrost wspólnych środków przekraczający indywidualne dochody radnego nie jest automatycznie niewytłumaczalny. Dobrze pokazał to przypadek Elżbiety Smykał, która wyjaśniła, że oszczędności są wspólne, a ich przyrost wiąże się z dochodami obojga małżonków oraz świadomym ograniczaniem wydatków.

Nie wolno wreszcie mylić pytań z zarzutami. Rozbieżność wymaga wyjaśnienia, ale sama nie dowodzi kłamstwa. Zniknięcie kredytu może wynikać ze spłaty, ugody, wyroku, przewalutowania albo spadku zadłużenia poniżej progu 10 tys. zł. Zniknięcie samochodu może oznaczać sprzedaż, darowiznę, spadek wartości albo wcześniejsze błędne wykazanie. Zmiana wartości nieruchomości może być aktualizacją szacunku. Rzetelna kontrola polega na oddzieleniu tego, co wynika z dokumentów, od tego, czego dokumenty nie pozwalają przesądzić.

Tego rozróżnienia konsekwentnie przestrzegano w całym cyklu. Analizy nie miały dowodzić z góry przyjętej tezy o nieuczciwości radnych. Miały sprawdzić, czy mieszkańcy otrzymują dokumenty kompletne, spójne i zrozumiałe.

Formularz, który udaje, że świat zatrzymał się dwadzieścia lat temu

Wspólnym bohaterem wszystkich 25 analiz okazał się archaiczny formularz. Powstał on dla rzeczywistości, w której człowiek miał dom, samochód, lokatę i kredyt. Znacznie gorzej radzi sobie ze współczesnym majątkiem: funduszami inwestycyjnymi, instrumentami finansowymi, marką własną, sklepem internetowym, leasingiem, działalnością prowadzoną wspólnie, dochodami z kilku publicznych instytucji, wieloma formami zatrudnienia, świadczeniami podatkowymi, ugodami frankowymi czy udziałami w złożonych strukturach nieruchomości.

Podstawową wadą formularza jest to, że przedstawia fotografię, ale nie pokazuje filmu. Obywatel widzi, że mieszkanie było, a później go nie ma. Widzi też, że kredyt spadł o kilkaset tysięcy złotych, czy że pojawiła się nowa działka, samochód albo wierzytelność. Nie widzi jednak, jaka czynność do tego doprowadziła. Formularz nie wymaga jasnego wskazania, że składnik został sprzedany, darowany, odziedziczony, podzielony, przewłaszczony, rozliczony albo błędnie wykazany wcześniej.

Nie istnieje anonimowy, trwały identyfikator składnika majątku. Ta sama nieruchomość może zostać opisana raz jako dom, innym razem jako lokal mieszkalny, później jako połowa bliźniaka, a udział w gruncie może zostać wpisany w tym samym zdaniu. Nie ma technicznego mechanizmu pozwalającego powiązać kolejne wpisy i sprawdzić, czy dotyczą dokładnie tego samego prawa.

Formularz nie pokazuje klientów kancelarii, działalności doradczej, praktyki lekarskiej czy firmy budowlanej. Wiemy, ile radny osiągnął przychodu i dochodu, lecz nie wiemy, kto mu zapłacił. W przypadku osoby współdecydującej o budżecie, zamówieniach, planowaniu przestrzennym, miejskich jednostkach i spółkach komunalnych odpowiedź na pytanie „od kogo?” może być znacznie ważniejsza niż sama suma.

Dokument nie radzi sobie również z rozdzieleniem dochodów. Niektórzy radni wpisują osobno wynagrodzenie z pracy, dietę, zlecenie, emeryturę i dochód z rady nadzorczej. Inni wymieniają kilka źródeł, ale podają jedną zbiorczą kwotę z PIT. Tymczasem ustawa wymaga podawania kwot uzyskiwanych z każdego tytułu.

Próg 10 tys. zł powoduje kolejną utratę ciągłości. Składnik może zniknąć dlatego, że został sprzedany, ale może też po prostu spaść poniżej wartości podlegającej wykazaniu. Kredyt może zostać spłacony albo tylko zejść poniżej progu. Oświadczenie nie wymaga wskazania przyczyny. Obywatel ma zatem wywnioskować zdarzenie z braku wpisu, czyli dokonać kontroli przez interpretowanie ciszy.

Do tego dochodzi sposób publikacji. Ręczne formularze, niewyraźne skany, małe litery, dopiski, przekreślenia, błędne anonimizacje, różne miejsca w BIP i brak danych pozwalających na automatyczne porównywanie. Zamiast elektronicznego formularza walidującego sumy, daty, udziały i obowiązkowe pola mamy system, w którym obywatel odczytuje charakter pisma jak archeolog analizujący inskrypcję, tyle że archeolog przynajmniej może liczyć na grant.

Dwadzieścia pięć osób, dwadzieścia pięć różnych historii
  1. Oświadczenia Piotra Barczaka pokazują jedną z największych zmian struktury majątku. Na początku kadencji wykazywał kilka lokali i praw związanych z nieruchomościami, w tym mieszkanie o powierzchni 35,90 m² wycenione na 180 tys. zł. W kolejnym oświadczeniu lokal ten znika. W tym samym okresie łączne zadłużenie spada o prawie 293 tys. zł, a sam kredyt hipoteczny zmniejsza się o ponad 272 tys. zł. Nie ma podstaw, aby automatycznie twierdzić, że mieszkanie sprzedano i sfinansowano w ten sposób spłatę kredytu, ale zbieżność obu zmian jest oczywistym punktem do wyjaśnienia. Później roczne dochody radnego spadają niemal o połowę, kończą się dochody z pracy i rad nadzorczych, rośnie znaczenie świadczeń rentowo-ubezpieczeniowych, a mimo to oszczędności zwiększają się do ponad 69 tys. zł. Jednocześnie prawie w całości zostaje wykorzystany limit w rachunku ROR. Wszystkie te zjawiska mogą mieć legalne i racjonalne przyczyny, lecz formularz żadnej z nich nie pokazuje.
  2. Radosław Brodzik jest przykładem osoby składającej dwa zestawy dokumentów jako radny i dyrektor w Urzędzie Marszałkowskim. Jego majątek w obu obiegach jest zasadniczo spójny: mieszkanie, inwestycja budowlana w Łagowie, dochody z administracji publicznej, dieta i najem. W jednym z oświadczeń dyrektorskich pojawia się jednak ręczny dopisek dotyczący opodatkowanej części diety radnego w wysokości 3 381,09 zł, którego nie widać w równoległym oświadczeniu radnego. Nie jest to kwota zmieniająca obraz majątku, ale prawda w oświadczeniu nie staje się fakultatywna poniżej określonego progu. Dodatkowym symbolem jakości obiegu dokumentów jest adnotacja o wyłączeniu jawności zawierająca nazwisko zupełnie innej osoby. Trudno obciążać tym samego Brodzika, ale jeszcze trudniej udawać, że administracyjna kontrola działa jak szwajcarski zegarek.
  3. U Marka Budniaka nie widać wielkiej majątkowej zagadki. Mieszkanie, miejsca postojowe i domek letniskowy pozostają stabilne, podobnie jak ogólny profil finansów. Najbardziej widowiskowym elementem jest samochód wpisany jako „81900 tys. zł”, co literalnie oznacza 81,9 mln zł. Rozsądek podpowiada, że chodziło o 81 900 zł, a późniejsze oświadczenie pokazuje wartość około 65 tys. zł. Problem polega na tym, że oświadczenie majątkowe nie powinno wymagać stosowania zdrowego rozsądku w miejsce poprawnie zapisanej liczby. Dieta radnego stanowi przy tym istotną część jego dochodów. Nie mamy więc afery majątkowej, lecz niemal podręcznikowy przykład, jak niechlujny zapis osłabia wiarygodność całego systemu.
  4. Jacek Budziński należy do najbardziej uporządkowanych przypadków. Nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie wykazuje stabilny zestaw nieruchomości, rosnące dochody, samochody i niewielkie zobowiązania. Nie ma działalności gospodarczej, udziałów, akcji ani funkcji w spółkach. W dokumentach nie widać gwałtownego przyrostu majątku ani istotnych rozbieżności. Warto natomiast zauważyć, że funkcje publiczne i okołopubliczne stanowią około jednej czwartej jego dochodów własnych. Pokazuje to, że dieta i inne publiczne wynagrodzenia nie są dla wszystkich radnych symbolicznym dodatkiem. Dla części stanowią realny i ważny element budżetu domowego.
  5. Andrzej Chłopek łączy prywatną karierę menedżerską w branży materiałów budowlanych z mandatem radnego, funkcją w radzie nadzorczej Parku Technologii Kosmicznych, a przez pewien czas również z delegowaniem do pełnienia funkcji członka zarządu tej wojewódzkiej spółki. Dochody rosną, między innymi dzięki wynagrodzeniu z PTK. Największa zmiana dotyczy jednak kredytu frankowego. Jeszcze 2 listopada 2025 r. w oświadczeniu wojewódzkim pozostawało do spłaty ponad 181 tys. CHF, a w oświadczeniu radnego według stanu na 31 grudnia 2025 r. kredytu już nie ma. Mogło dojść do ugody, unieważnienia umowy, rozliczenia z bankiem albo innego zdarzenia prawnego. Niczego takiego nie wolno zgadywać. Można natomiast stwierdzić, że zniknięcie zobowiązania tej skali w ciągu niespełna dwóch miesięcy wymaga wyjaśnienia. Również sposób wykazywania funkcji w PTK różnił się pomiędzy formularzami.
  6. Agnieszka Chyrc reprezentuje zupełnie inny typ ryzyka. Nie chodzi o wielki majątek, lecz o zależności. Radna korzysta z lokalu komunalnego, wykazywała zobowiązanie z tytułu najmu i wobec funduszu wierzytelnościowego, a znaczna część jej dochodów wiąże się z dietą, administracją i sektorem organizacji społecznych. Pierwsze oświadczenie zawierało bardzo wiele wpisów „nie dotyczy”, a dopiero korekta istotnie zmieniła obraz sytuacji, między innymi w zakresie powierzchni lokalu i zobowiązań. Sama radna potwierdziła później, że zobowiązanie wobec ZGM spadało, umowa dotycząca lokalu wygasła, a lokal był użytkowany bezumownie. Nie jest to temat do publicznego poniżania osoby z powodu trudniejszej sytuacji materialnej. Pytanie publiczne dotyczy jednak relacji radnej z miejską jednostką, procedur stosowanych wobec niej i ewentualnego udziału w sprawach dotyczących ZGM. Majątek nie jest miarą wartości człowieka, ale zależność ekonomiczna osoby publicznej od instytucji, które podlegają jej politycznej kontroli, jest już zagadnieniem ustrojowym.
  7. Oświadczenia Jacka Frątczaka są mapą działalności, spółek, fundacji, inwestycji i funkcji. Pojawiają się Sanpol, GAJA ARMATURA, 4WALL, PLAYCES, Fundacja PLAYCES, akcje, nieruchomości, kredyty i leasingi, a w najnowszym dokumencie także zatrudnienie jako główny specjalista w miejskim MOSiR-ze. Samo przejście z prywatnego sektora do miejskiej jednostki nie oznacza naruszenia prawa. Powinno jednak automatycznie uruchomić pytania o tryb zatrudnienia, nabór, zakres obowiązków, wynagrodzenie i relacje podmiotów związanych z radnym z miastem, jego jednostkami i spółkami. Formularz pokazuje nazwy i kwoty, lecz nie pokazuje umów ani kontrahentów. Właśnie tutaj oświadczenie powinno być początkiem kontroli, a nie jej zakończeniem.
  8. Robert Górski ma zdecydowanie największą skalę deklarowanego majątku. W dokumentach pojawia się ponad 11 mln zł wartości składników majątkowych, wielomilionowy portfel nieruchomości, gotówka liczona w milionach, obligacje, inne inwestycje, pojazdy, sprzęt oraz aktywo gospodarcze związane ze sklepem z obuwiem i marką własną. Radny osiąga bardzo wysokie dochody z praktyki lekarskiej i nie wykazuje zobowiązań powyżej 10 tys. zł. Sam majątek nie jest zarzutem. Im większa jest jednak skala działalności i relacji gospodarczych, tym większego znaczenia nabiera przejrzystość. Formularz nie informuje, jakie podmioty publiczne były kontrahentami praktyki lekarskiej, jaka część przychodów pochodziła z publicznego systemu ochrony zdrowia i jak wyglądały relacje z miejskimi albo wojewódzkimi instytucjami medycznymi. Oświadczenie pokazuje konglomerat aktywów, lecz nie pokazuje sieci przepływów.
  9. Filip Gryko wykazuje stabilny majątek nieruchomy, drogie samochody i jednoosobową działalność FGG Eurodoradztwo. Dochód z niej rośnie z około 142,5 tys. zł do prawie 380 tys. zł, a następnie do ponad 424,6 tys. zł przy przychodzie utrzymującym się w granicach pół miliona złotych. Oznacza to bardzo wysoką rentowność, dochodzącą do około 86 procent. Może to być całkowicie normalne w działalności doradczej o niskich kosztach. Problemem nie jest wysokość zarobków, lecz brak informacji o klientach. Mieszkańcy nie mogą z oświadczenia ustalić, czy przychody pochodziły wyłącznie z rynku prywatnego, czy także od sektora publicznego, jednostek samorządowych, instytucji kultury, spółek komunalnych albo podwykonawstwa przy projektach publicznych.
  10. Dorota Kasprzyszak ma jeden z najbardziej rozbudowanych portfeli nieruchomościowych i kapitałowych. W dokumentach pojawiają się znaczne środki pieniężne, waluty, wiele nieruchomości, dochody z najmu, działalność prowadzona wspólnie z mężem, funkcja prezeski spółki mieszkaniowej oraz pożyczka w wysokości 500 tys. zł udzielona spółce Cube Gel Pharma. Wycena samych nieruchomości sięga kilku milionów złotych. Nie oznacza to żadnej automatycznej nieprawidłowości. Radna przewodniczy jednak Komisji Gospodarki i uczestniczy w pracach dotyczących planowania oraz majątku. Przy takiej strukturze prywatnych interesów szczególnego znaczenia nabierają głosowania w sprawach nieruchomości, wyłączenia z udziału w decyzjach oraz jawność warunków pożyczki i relacji kapitałowych.
  11. U Rafała Kaszy największa zmiana następuje na granicy dwóch kadencji. W lutym 2024 r. pełna formularzowa wartość nieruchomości wynosiła około 465 tys. zł. W maju tego samego roku było to już około 1,475 mln zł. Na wzrost składa się darowizna mieszkania od matki, znaczące podniesienie deklarowanych wartości wcześniejszych lokali i działki oraz pojawienie się dwóch miejsc postojowych. Nie jest to więc milion złotych, który nagle wpłynął na konto, lecz połączenie nowego składnika majątku i aktualizacji wycen. Mimo to tak duża zmiana w ciągu kilku miesięcy powinna być jasno opisana. Dodatkowym problemem pozostaje luka w publikacji jednego ze starszych oświadczeń, która utrudnia pełne odtworzenie chronologii.
  12. Robert Kornalewicz nie wyróżnia się największym majątkiem, ale ma jedną z najgęstszych sieci funkcji. Łączy prywatną działalność adwokacką, spółkę partnerską, mandat radnego, funkcję pełnomocnika wojewody do spraw współpracy z samorządami oraz przewodniczenie radzie nadzorczej komunalnej spółki wodociągowej. Publiczne źródła wskazują również jego funkcję w radzie nadzorczej szpitala w Żarach. Dochody z działalności prawniczej są wysokie i rosną, lecz formularz nie pokazuje klientów kancelarii. Przy osobie zajmującej się zawodowo prawem samorządowym i równocześnie funkcjonującej w administracji oraz spółkach publicznych brak informacji o kontrahentach jest szczególnie dotkliwy. Nie wiadomo z niego, czy kancelaria obsługiwała jednostki samorządowe, spółki komunalne albo podmioty pozostające w relacjach z instytucjami, w których radny pełni funkcje.
  13. Wiesław Kuchta pokazuje, jak bardzo może zmienić się obraz majątku po zestawieniu kolejnych lat. Na początku kadencji wykazywał 250 tys. zł środków pieniężnych, cztery samochody i działalność gospodarczą, lecz żadnych nieruchomości ani dochodu, mimo wskazanego zatrudnienia w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej. Rok później pojawia się dom wyceniony na milion złotych, działki, 440 tys. zł oszczędności i kilka źródeł dochodu. Następnie środki wzrastają do 540 tys. zł. W działalności za 2025 r. wykazano przychód, ale nie widać osobno dochodu. Do tego dochodzi lokalne medium, stowarzyszenie, działalność społeczna i pytania o korzystanie z dotacji, świetlic, sprzętu i mienia miejskiego. Znów nie ma podstaw do zarzutu, że składniki majątku powstały nielegalnie. Jest natomiast podstawa, aby pytać, dlaczego pierwszy formularz przedstawiał tak niepełny obraz i jak dokładnie rozdzielone są role pracownika publicznej instytucji, przedsiębiorcy, prezesa stowarzyszenia i radnego.
  14. Dariusz Legutowski jest większościowym udziałowcem i prezesem Budowlanego Centrum Dystrybucji. Dochody ze spółki wynosiły ponad 385 tys. zł za 2024 r. i ponad 426 tys. zł za 2025 r. Jego środki w złotówkach wzrosły do ponad 1,13 mln zł, a wraz z lokatami, funduszami, IKE, IKZE i innymi instrumentami aktywa finansowe zbliżają się do 2 mln zł, nie licząc walut obcych. Nieruchomości stanowią stabilne tło, ale istotą sprawy jest prywatna spółka z branży budowlanej. Sprawdzone rejestry umów miasta nie pokazały bezpośrednich umów z BCD, co należy uczciwie odnotować. Nie zwalnia to jednak z potrzeby monitorowania zamówień, dostaw i relacji ze spółkami oraz jednostkami publicznymi. Po publikacji Legutowski wyjaśnił również, że funkcję w Klubie Żeglarskim LUMEL wykonuje społecznie i bez wynagrodzenia.
  15. Joanna Liddane wykazuje prosty i stabilny majątek: dom, grunty, niewielkie środki pieniężne, starszy samochód i brak zobowiązań przekraczających 10 tys. zł. Najważniejszym elementem była korekta pominiętej diety sołtysa w wysokości 1 912,50 zł. Kwota jest niewielka, ale jej znaczenie polega na tym, że pierwsze oświadczenie nie było kompletne. Dopiero po czasie uzupełniono brakujący dochód. Przypadek pokazuje, że korekta nie musi dotyczyć setek tysięcy złotych, aby być ważnym sygnałem jakościowym. Oświadczenie ma być pełne od chwili złożenia, a nie dopiero po tym, gdy ktoś z zewnątrz zauważy brak. Odrębny, szerszy wątek dotyczy chronologii funkcji sołtysa, kandydowania i miejsca zamieszkania, lecz na podstawie samych oświadczeń nie wolno przesądzać kwestii mandatu.
  16. Grzegorz Maćkowiak nie wykazuje dużego majątku prywatnego. Ma umiarkowane zasoby finansowe, obligacje, samochody i istotne zobowiązania. Z czasem pojawia się nieruchomość gruntowa, a dochody rosną z około 89,8 tys. zł za 2024 r. do około 140 tys. zł za 2025 r. Najważniejsza nie jest jednak suma aktywów, lecz mapa funkcji: komitet wyborczy PiS, rady programowe mediów, urząd wojewódzki, rada miasta, umowy zlecenia i rada nadzorcza Szpitala Międzyrzeckiego. Jest to klasyczny przypadek kapitału instytucjonalnego większego niż kapitał nieruchomościowy. Formularz pokazuje kwoty, ale nie pozwala ustalić wszystkich podmiotów wypłacających wynagrodzenia ze zleceń ani mechanizmów powołania do poszczególnych funkcji.
  17. Krystyna Magdziarek nie wykazuje domu ani mieszkania, działalności gospodarczej, udziałów, akcji, rad nadzorczych ani kredytów. Dysponuje natomiast bardzo dużym majątkiem płynnym w złotych, euro i dolarach. W dokumentach pojawiają się lokaty, obligacje i fundusz inwestycyjny, ale wpisano je w części dotyczącej zasobów pieniężnych, podczas gdy przy papierach wartościowych widnieje „nie dotyczy”. Z kolejnych oświadczeń znika też Nissan Juke wyceniany wcześniej na 35 tys. zł. Mogło dojść do sprzedaży, przekazania pojazdu albo spadku jego wartości, lecz formularz tego nie wyjaśnia. Jest to więc przykład majątku prostego pod względem struktury, ale sklasyfikowanego w sposób nieprecyzyjny. Dieta radnej ma przy tym istotne znaczenie w relacji do wysokości jej emerytury.
  18. Joanna Malon należy do najbardziej przejrzystych przypadków. Radna i urzędniczka marszałkowska składa równoległe oświadczenia, które zasadniczo wzajemnie się potwierdzają. Wykazuje dom, mieszkanie, grunty, rosnące oszczędności i dochody przekraczające 300 tys. zł rocznie. Nie prowadzi działalności gospodarczej, nie posiada udziałów ani akcji i nie zasiada w organach spółek. Wzrost oszczędności o około 110 tys. zł w ciągu roku jest zauważalny, lecz możliwy do pogodzenia z wysokością ujawnionych dochodów. Dopiski o braku operatu szacunkowego dodatkowo pokazują świadomość ograniczeń deklarowanych wycen.
  19. Janusz Rewers dostarcza jednego z najmocniejszych dowodów na słabość kontroli krzyżowej. Jako radny i dyrektor departamentu w urzędzie marszałkowskim złożył dwa oświadczenia tego samego dnia, dotyczące tego samego stanu majątkowego. Przy działce drogowej w jednym wpisano udział 35/100, a w drugim 65/300. Te ułamki nie są sobie równe. Działka o powierzchni 1300 m² została wyceniona w jednym dokumencie na 260 tys. zł, a w drugim na 156 tys. zł. Kolejna działka miała wartość 30 tys. zł albo 20 tys. zł, a następnie jej wartość zniknęła z formularza. Łączna różnica nominalnych wartości nieruchomości pomiędzy dwoma oświadczeniami wynosiła 114 tys. zł. Nie oznacza to automatycznie fałszywego oświadczenia. Może wynikać z kopiowania starego formularza, pomyłki albo aktualizacji tylko jednej wersji. Ale właśnie takie rozbieżności powinna wychwycić formalna analiza.
  20. Bożena Ronowicz wykazywała działkę, która w kolejnym dokumencie zniknęła, aby następnie wrócić z tą samą powierzchnią i wartością. W najnowszym oświadczeniu opis działki znalazł się bezpośrednio pod niewykreślonym stwierdzeniem „nie dotyczy”. Dochody pochodzące od różnych pracodawców i z różnych funkcji zostały połączone, a kredyt frankowy był przez kolejne lata przedstawiany za pomocą jego pierwotnej wysokości, co mogło sprawiać wrażenie, że saldo się nie zmienia. Po publikacji analizy radna zareagowała rzeczowo. Potwierdziła pominięcie działki, błędne pozostawienie określenia „nie dotyczy” oraz niepotrzebny okres wpisany w rubryce dochodowej. Wyjaśniła wysokość dochodu z Fundacji Rozwoju Edukacji Salomon i charakter wpisu dotyczącego kredytu. To jeden z najlepszych przykładów praktycznego działania kontroli obywatelskiej: pojawiła się analiza, radna potwierdziła pomyłki, uzupełniła dane i podziękowała za wykonaną pracę. Zamiast politycznego teatru doszło do korekty informacji.
  21. Elżbieta Smykał początkowo wzbudziła pytania związane z odpłatną współpracą z miejskim Centrum Usług Opiekuńczych oraz późniejszym udziałem w głosowaniu nad połączeniem CUO z Centrum Usług Społecznych. Jej majątek wyraźnie się umacniał, a wzrost wspólnych oszczędności przekraczał indywidualne dochody wykazane przez radną. Po publikacji Smykał przedstawiła obszerne wyjaśnienie. Współpraca z CUO miała rozpocząć się w 2022 r., długo przed uzyskaniem mandatu, na podstawie umowy zlecenia. Po wyborze do rady radna miała z własnej inicjatywy przejść na działalność wolontariacką. Głos wstrzymujący podczas reorganizacji jednostek wyjaśniła zastrzeżeniami merytorycznymi, a wzrost oszczędności wspólnym gospodarowaniem finansami z mężem. Wyjaśnienia nie zastępują umów i dokumentacji wypłat, lecz wyraźnie ograniczają wcześniejsze wątpliwości. Ten przypadek pokazuje, że uczciwa analiza musi być aktualizowana, gdy osoba publiczna przedstawia wiarygodne informacje.
  22. Tomasz Sroczyński dwukrotnie wpisał „nie dotyczy” w rubryce dotyczącej środków pieniężnych, mimo stałego zatrudnienia, diety i późniejszego wykazania ponad 143 tys. zł rocznego dochodu. W kolejnym dokumencie pojawiło się 17 027 zł w banku. Nie ma podstaw, aby stwierdzić, że wcześniej zataił pieniądze. Mógł rzeczywiście przeznaczać środki na szybkie zmniejszanie zadłużenia albo błędnie rozumieć rubrykę jako dotyczącą wyłącznie większych oszczędności. Problemem jest brak pewności. Radny wymieniał kilka źródeł dochodu, ale podawał jedną zbiorczą kwotę, choć formularz wymaga informacji o dochodzie z każdego tytułu. Zmieniała się też pierwotna kwota kredytu, a określenie przynależności majątkowej ograniczono do ogólnej informacji o rozdzielności. Majątek jest stabilny, kredyt szybko maleje, ale jakość informacji pozostaje słaba.
  23. Adam Urbaniak wypełnia oświadczenia najbardziej starannie spośród całej grupy. Rozpisuje poszczególne składniki dochodów, podaje salda kredytów, wyjaśnia ugodę frankową i zaznacza, że wartość działki została uwzględniona w wartości domu. Dzięki temu unika się podwójnego liczenia i błędnego sumowania przychodów z dochodami. Jednocześnie jest to jeden z najbardziej złożonych profili: przewodniczący Rady Miasta, partner kancelarii, radca prawny zatrudniony w Szpitalu Uniwersyteckim, członek i przewodniczący rad nadzorczych oraz prawnik funkcjonujący w otoczeniu publicznych instytucji. W 2025 r. wykazał ponad 632 tys. zł regularnych dochodów, wynagrodzeń i diet, nie licząc zdarzeń takich jak sprzedaż lokalu, najem czy umorzenie części zobowiązania. Nie ma podstaw do zarzutu z powodu wysokich dochodów. Jest natomiast oczywista potrzeba podwyższonego standardu jawności klientów kancelarii, warunków zatrudnienia w szpitalu, umów z publicznymi podmiotami i trybu powołań do rad nadzorczych.
  24. Paweł Wysocki składa dokumenty jako radny oraz kierownik gminnej jednostki. Jego majątek jest prosty: dom z działką, oszczędności, samochód, wynagrodzenie, dieta i kredyt hipoteczny. Właśnie dlatego wykryta rozbieżność jest tak pouczająca. Oświadczenie złożone 30 sierpnia 2024 r. podawało saldo kredytu 198 431,89 zł. W późniejszym oświadczeniu tej samej dacie przypisano kwotę 197 127,27 zł. W dokumencie radnego nieaktualny wpis został przekreślony i poprawiony ręcznie na stan z 31 grudnia, natomiast w równoległym oświadczeniu kierownika pozostał. Najbardziej prawdopodobne jest skopiowanie danych ze starszego formularza i poprawienie tylko jednego egzemplarza. Nie wygląda to na zatajenie kredytu. Wygląda natomiast na dokument, który formalnie został przyjęty i opublikowany, mimo że proste porównanie dwóch oświadczeń ujawniałoby błąd.
  25. Eliza Zaborowska-Kujawa zamyka serię przypadkiem finansowo spójnym, lecz własnościowo nieczytelnym. Oszczędności zmieniają się w sposób możliwy do pogodzenia z dochodami, a kredyt hipoteczny jest stopniowo spłacany. Problem dotyczy opisu nieruchomości. Pojawia się działka o powierzchni „0,498 m²”, błędne odesłanie do innego punktu formularza, nieruchomość określana raz jako dom, raz jako lokal mieszkalny i połowa bliźniaka, wartość 800 tys. zł oraz udział, który zmienia się z jednej drugiej na jedną dwudziestą ósmą. Udział 1/2 jest czternaście razy większy od 1/28. Najbardziej prawdopodobne jest, że mniejsze prawo dotyczy gruntu, drogi albo innej części wspólnej, lecz formularz miesza kilka praw w jednym opisie. Nie ma podstaw do zarzutu niewyjaśnionego wzbogacenia. Jest za to potrzeba jednoznacznej korekty opisu własności.
Jaka rada wyłania się z tych dokumentów?

Przede wszystkim nie jest to ekonomicznie jednorodna grupa. Na jednym krańcu znajdują się radni z majątkiem, aktywami albo nieruchomościami liczonymi w wielu milionach złotych. Robert Górski wykazuje majątek o deklarowanej wartości przekraczającej 11 mln zł. Dorota Kasprzyszak posiada rozbudowany portfel nieruchomościowy i kapitałowy. Dariusz Legutowski dysponuje wysokimi dochodami ze spółki i aktywami finansowymi zbliżającymi się do 2 mln zł. Adam Urbaniak osiąga regularne roczne dochody przekraczające 600 tys. zł.

Na drugim krańcu są osoby bez własnego domu lub mieszkania, z lokalem komunalnym, niewielkimi oszczędnościami, znaczącymi kredytami albo dochodami, w których dieta radnego odgrywa dużą rolę. Nie świadczy to o gorszej jakości radnego. Pokazuje jednak, że mandat ma dla poszczególnych osób bardzo różne znaczenie ekonomiczne.

Dla zamożnego przedsiębiorcy, lekarza albo prawnika dieta jest dodatkiem do wysokich dochodów. Dla nauczyciela, emeryta, pracownika organizacji społecznej albo osoby z niewielkim majątkiem może stanowić jedną czwartą, jedną trzecią albo jeszcze większą część indywidualnych wpływów. To nie jest argument za obniżaniem diet. Jest to argument za świadomością, że mandat tworzy również ekonomiczną zależność, która może wpływać na gotowość do utrzymania miejsca w radzie, relacje klubowe i polityczną lojalność.

Rada Miasta jest bardzo mocno związana z szeroko rozumianym sektorem publicznym. Wśród radnych są urzędnicy marszałkowscy i wojewódzcy, nauczyciele, pracownicy miejskich jednostek, osoby zatrudnione w szpitalach, pełnomocnicy wojewody, członkowie rad nadzorczych publicznych spółek, osoby związane z mediami publicznymi, funduszami, samorządowymi instytucjami oraz organizacjami korzystającymi z publicznych pieniędzy i majątku.

Nie oznacza to, że pracownik sektora publicznego nie powinien być radnym. Byłby to absurd. Oznacza jednak, że rada miasta nie jest zewnętrznym obserwatorem administracji. W dużej mierze jest częścią tego samego ekosystemu personalnego, zawodowego i finansowego.

Inna sprawa dotyczy kapitału instytucjonalnego. Majątek nie jest jedynym zasobem władzy. Ktoś może nie mieć kilku mieszkań i dużego konta inwestycyjnego, ale może zasiadać w radach nadzorczych, pracować w urzędzie, pełnić funkcję pełnomocnika, działać w fundacji, zarządzać publiczną spółką albo pozostawać w sieci politycznych powołań. Maćkowiak, Kornalewicz, Brodzik, Chłopek czy Frątczak pokazują, że sieć stanowisk bywa ważniejsza niż liczba nieruchomości.

W dokumentach nie widać również masowego, nagłego wzbogacenia, którego nie można byłoby przynajmniej potencjalnie powiązać z dochodami, aktualizacją wycen, darowizną, sprzedażą, wspólnym majątkiem małżonków albo zmianą zadłużenia. Zdecydowana większość przypadków nie daje podstaw do formułowania zarzutów o korupcję, zatajenie majątku czy popełnienie przestępstwa.

Najpoważniejsze problemy dotyczą czegoś bardziej prozaicznego: braku kompletności, niespójności pomiędzy latami, odmiennego wypełniania równoległych oświadczeń, zbiorczego podawania dochodów, błędnej klasyfikacji aktywów oraz braku informacji o klientach i kontrahentach.

Największe ryzyko nie pojawia się tam, gdzie ktoś po prostu dużo posiada. Powstaje wtedy, gdy łączą się trzy elementy: rozbudowany interes prywatny, wpływ na decyzje publiczne oraz niski poziom przejrzystości relacji pomiędzy tymi sferami.

Dlatego ranking najbogatszych radnych byłby znacznie mniej wartościowy niż ranking jakości jawności. W takim zestawieniu należałoby oceniać kompletność dokumentów, spójność kolejnych lat, zgodność równoległych oświadczeń, rozdzielenie źródeł dochodu, wyjaśnianie zmian majątkowych oraz skalę potencjalnego konfliktu interesów.

Kto wypadł najlepiej, a gdzie dokumenty są najsłabsze?

Pod względem staranności wyróżnia się Adam Urbaniak. Niezależnie od pytań wynikających z liczby pełnionych funkcji, jego dokumenty są wypełnione świadomie, z dodatkowymi objaśnieniami i rozdzieleniem kategorii finansowych. Dobrze wypadają również Joanna Malon i Jacek Budziński, których oświadczenia tworzą stabilny i zasadniczo spójny obraz.

W przypadku Pawła Wysockiego, Radosława Brodzika i Janusza Rewersa szczególnie wartościowa okazała się możliwość porównania dwóch urzędowych obiegów. Właśnie dzięki niej ujawniono sprzeczne salda, różne udziały, inne wartości i dochody wykazane tylko w jednym dokumencie. To dowód na to, że kontrola krzyżowa działa i jest potrzebna.

Najwięcej problemów z redakcyjną precyzją widać między innymi u Marka Budniaka, Wiesława Kuchty, Krystyny Magdziarek, Tomasza Sroczyńskiego i Elizy Zaborowskiej-Kujawy. Najpoważniejsze niewyjaśnione zmiany albo rozbieżności dotyczą Piotra Barczaka, Andrzeja Chłopka, Rafała Kaszy, Janusza Rewersa i Bożeny Ronowicz, choć w przypadku tej ostatniej część problemów została już potwierdzona i wyjaśniona.

U Roberta Górskiego, Doroty Kasprzyszak, Jacka Frątczaka, Filipa Gryki, Dariusza Legutowskiego, Roberta Kornalewicza i Adama Urbaniaka problemem nie jest przede wszystkim sposób wpisania liczb. Problemem jest to, że formularz jest za wąski, aby opisać rzeczywistą sieć działalności, klientów, kontrahentów, powołań i relacji z sektorem publicznym.

Warto też docenić reakcje osób, które zdecydowały się odpowiedzieć. Bożena Ronowicz potwierdziła pomyłki i uzupełniła dane. Elżbieta Smykał przedstawiła rozbudowane wyjaśnienie, które znacząco zmniejszyło zakres wątpliwości, A Eliza Zaborowska-Kujawa wyjaśniła kwestię różnicy w zapisie podziału nieruchomości. Dariusz Legutowski doprecyzował społeczny charakter funkcji w klubie. Agnieszka Chyrc ujawniła dodatkowe informacje o zobowiązaniu i lokalu. Tak właśnie powinna funkcjonować jawność: dokument rodzi pytania, osoba publiczna odpowiada, a analiza zostaje uzupełniona. Nie każda wątpliwość musi kończyć się aferą. Powinna jednak kończyć się odpowiedzią.

Największa nieprawidłowość nie znajduje się w żadnym pojedynczym oświadczeniu

Po przejrzeniu wszystkich 25 przypadków najważniejszy problem nie dotyczy konkretnej działki, samochodu ani kredytu. Dotyczy bardziej systemu, który odpowiedzialność za rzeczywistą kontrolę przerzucił na obywatela.

Mieszkaniec otrzymuje skan i ma go odnaleźć w BIP, pobrać, odczytać, zrozumieć, porównać z poprzednim rokiem, sprawdzić, czy radny nie składa podobnego dokumentu w innym urzędzie, odnaleźć odpowiedni BIP, przeliczyć udziały, rozdzielić przychód od dochodu, nie policzyć dwa razy działki, ustalić, czy leasingowany samochód jest własnością, sprawdzić KRS, rejestry umów i funkcje publiczne.

Dopiero wtedy może zauważyć, że 35/100 nie jest tym samym co 65/300, że kredyt na ponad 181 tys. CHF zniknął w ciągu kilku tygodni, że działka raz jest, raz jej nie ma, że saldo z sierpnia zostało skopiowane do oświadczenia rocznego, że samochód został wyceniony na 81,9 mln zł, a udział 1/2 zamienił się w 1/28.

Odpowiednie organy tymczasem dysponują nie tylko tymi samymi dokumentami, ale również PIT-ami, wcześniejszymi oświadczeniami, informacjami urzędu skarbowego i formalnymi kompetencjami do żądania wyjaśnień. Mają pracowników, procedury, budżety i ustawowo określone obowiązki.

A jednak to społeczny watchdog, działający bez wynagrodzenia i po godzinach, wykonał analizę porównawczą, która doprowadziła do potwierdzenia błędów, korekt, publicznych wyjaśnień i nowych pytań.Nie chodzi o budowanie pomnika obywatelskiej heroiczności. Obywatel nie powinien musieć być bohaterem dlatego, że instytucja wykonała swoją pracę połowicznie. Watchdog powinien uzupełniać kontrolę państwa, sprawdzać ją i patrzeć jej na ręce. Nie powinien zastępować przewodniczącego rady, wojewody, urzędu skarbowego ani urzędników odpowiedzialnych za analizę dokumentów.

Jeżeli prosta społeczna kontrola znajduje nieprawidłowości, których formalna analiza nie usunęła przed publikacją albo przez kolejne lata, to nie jest wyłącznie sukces watchdoga. To również świadectwo słabości instytucji.

Szczególnie wymowna była reakcja Bożeny Ronowicz, która przypomniała, że formalnej analizy oświadczeń radnych dokonuje przewodniczący Rady Miasta, a jednocześnie podziękowała za obywatelską analizę i potwierdziła wykazane w niej pomyłki. Trudno o lepsze podsumowanie całej sytuacji. Organ miał analizować, ale błędy ujawnił dopiero podmiot społeczny.

Nie oznacza to automatycznie, że przewodniczący, wojewoda czy urząd skarbowy nie wykonali żadnych czynności. Nie mamy pełnego dostępu do całej dokumentacji analiz. Można jednak stwierdzić coś bardziej ostrożnego i zarazem trudniejszego do zakwestionowania: efekt ustawowej kontroli nie doprowadził do wcześniejszego publicznego wyjaśnienia i skorygowania wielu widocznych niespójności.

Jeżeli analiza została przeprowadzona, to w części przypadków okazała się nieskuteczna.

Jeżeli rozbieżności zauważono, nie poinformowano o nich mieszkańców w sposób pozwalający zrozumieć dokumenty.

Jeżeli błędów nie zauważono, rodzi to pytanie o rzeczywistą jakość wykonywania ustawowego obowiązku.

W każdym z tych wariantów problem pozostaje. Co należałoby zmienić?

Oświadczenia powinny być składane elektronicznie w ujednoliconym systemie. Każdy składnik majątku powinien otrzymywać trwały, anonimowy identyfikator pozwalający śledzić go w kolejnych latach. Jeżeli składnik znika, formularz powinien wymagać wskazania przyczyny: sprzedaż, darowizna, podział, spłata, utrata wartości poniżej progu, korekta wcześniejszego błędu albo inne zdarzenie.

System powinien automatycznie wykrywać sprzeczne udziały, brak kwoty dochodu przy wymienionym źródle, niewykreślone „nie dotyczy”, błędne jednostki powierzchni, wpisanie 81 900 tys. zł zamiast 81 900 zł oraz pozostawienie salda kredytu odnoszącego się do niewłaściwej daty.

Dochody powinny być podawane osobno dla każdego źródła, z rozróżnieniem przychodu, dochodu, kwoty brutto, świadczenia zwolnionego z podatku i innych kategorii. Przy działalności gospodarczej osoby pełniącej funkcję publiczną powinien istnieć przynajmniej obowiązek ujawnienia przychodów pochodzących od podmiotów publicznych, jednostek samorządowych, spółek komunalnych oraz podmiotów zależnych od miasta.

Należałoby także publikować wyniki analizy w formie bardziej szczegółowej niż rytualna informacja, że dokumenty złożono w terminie. Mieszkańcy powinni wiedzieć, jakie rozbieżności wykryto, kogo wezwano do wyjaśnień, jakie korekty złożono i czy sprawa została zamknięta. Nie chodzi o ujawnianie tajemnicy skarbowej, lecz o pokazanie, że ustawowa kontrola ma rzeczywistą treść.

Obraz radnych rady miasta kadencji 2024-2029 (za okres 2024-2025)

Po przeanalizowaniu wszystkich 25 radnych nie można uczciwie powiedzieć, że Zielona Góra ma radę pełną majątkowych skandali. Można natomiast powiedzieć, że ma radę bardzo zróżnicowaną ekonomicznie, silnie zakorzenioną w sektorze publicznym i pełną punktów styku pomiędzy mandatem, zatrudnieniem, działalnością gospodarczą, organizacjami społecznymi, spółkami i radami nadzorczymi.

Widać radnych o wielomilionowych majątkach i osoby korzystające z lokalu komunalnego.

Widać przedsiębiorców, prawników, lekarzy, nauczycieli, urzędników, emerytów, pracowników miejskich jednostek i osoby zasiadające w publicznych spółkach.

Widać tych, dla których dieta jest dodatkiem, oraz tych, dla których stanowi znaczącą część dochodów.

Nie ma podstaw, aby potępiać bogactwo. Nie ma również podstaw, aby zawstydzać osoby o skromnym majątku. Kontrola nie powinna pytać, czy radny ma „za dużo” albo „za mało”. Powinna bardziej pytać, czy majątek został ujawniony kompletnie, czy zmiany są spójne z legalnymi źródłami dochodu, czy prywatna działalność wchodzi w relacje z miastem i czy osoba publiczna potrafi oddzielić własny interes od interesu wspólnoty.

Największym deficytem oświadczeń nie jest więc brak liczb. Liczb mamy aż nadto. Brakuje relacji pomiędzy nimi, historii zmian, informacji o kontrahentach i skutecznej kontroli instytucjonalnej.

Formalnie system jawności istnieje. Radni składają dokumenty. Urzędy je odbierają. BIP publikuje skany. Ustawowe podmioty mają je analizować.

Rzeczywista jawność zaczęła się jednak dopiero wtedy, gdy ktoś po godzinach otworzył wszystkie pliki, przepisał kwoty, porównał kolejne lata i zapytał, dlaczego te same nieruchomości, dochody i kredyty w różnych dokumentach wyglądają inaczej.

To jest największy sukces całej serii, ale zarazem jej najbardziej gorzkie podsumowanie.

Obywatelska kontrola zadziałała. Tylko że najpierw musiała ona wykonać pracę za instytucje, które zostały do tego powołane, wyposażone w kompetencje i opłacone z pieniędzy publicznych.