Sprawa radnej Joanny Liddane nie jest prostą historią o tym, że ktoś posiada dom w innej gminie. Samo posiadanie nieruchomości poza Zieloną Górą nie przesądza jeszcze ani o miejscu zamieszkania, ani o prawie wybieralności, ani o mandacie radnego. Można mieć przecież dom rodzinny, dom odziedziczony, dom używany okazjonalnie, dom pusty, dom remontowany albo dom, który istnieje głównie po to, aby właściciel pamiętał, że administracja publiczna i podatek od nieruchomości mają się znakomicie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ten dom przestaje być samotnym faktem, a zaczyna występować w całym ciągu dokumentów: w dokumentacji sołeckiej, na listach obecności, w protokołach zebrań, w wyjaśnieniach radnej oraz w zestawieniu z dokumentem kandydatki do Rady Miasta Zielona Góra.
Po analizie oświadczeń majątkowych radnych zwrócono nam uwagę na sprawę Joanny Liddane, w szczególności na wcześniejsze pełnienie przez nią funkcji sołtysa wsi Dąbrowa w Gminie Zabór oraz na pytanie o jej stałe miejsce zamieszkania. Złożyliśmy więc do Rady Miasta Zielona Góra wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Zapytaliśmy, czy od dnia wyborów samorządowych w 2024 r. podejmowano jakiekolwiek czynności wyjaśniające dotyczące miejsca zamieszkania, prawa wybieralności albo mandatu radnej Joanny Liddane. Odpowiedź Urzędu Miasta była krótka, ale znacząca: takie czynności podejmowano. Z odpowiedzi wynika również, że sprawa była przedstawiana Przewodniczącemu Rady Miasta na prośbę Wojewody Lubuskiego. Jednocześnie jednak Urząd poinformował, że nie sporządzono i nie rozważano projektu uchwały, stanowiska, zawiadomienia ani innego pisma dotyczącego ewentualnego wygaśnięcia mandatu radnej.
To jest punkt wyjścia całej sprawy. Nie mamy tu sytuacji, w której problem wymyślił sobie ktoś z zewnątrz, a organ miasta nigdy o niczym nie słyszał. Wojewoda Lubuski przekazał sprawę Radzie Miasta. Przewodniczący Rady zwrócił się do radnej o wyjaśnienia. Radna odpowiedziała. Jej odpowiedź przesłano dalej Wojewodzie.
Ale z udostępnionej dokumentacji nie wynika, aby Rada Miasta samodzielnie skonfrontowała wyjaśnienia radnej z dokumentami Gminy Zabór, statutem sołectwa, protokołami zebrań, listami obecności i dokumentem kandydatki do Rady Miasta Zielona Góra. A właśnie tam znajduje się sedno całej sprawy!
Wojewoda Lubuski w piśmie skierowanym do Przewodniczącego Rady Miasta Zielona Góra wskazał, że sprawa dotyczy uwag co do stałego zamieszkiwania radnej Joanny Liddane na obszarze gminy Zielona Góra. Przekazał te uwagi zgodnie z właściwością i zwrócił się o zbadanie tej kwestii przez Radę. W piśmie przypomniano również, że wygaśnięcie mandatu radnego rady gminy w przypadku utraty prawa wybieralności albo nieposiadania go w dniu wyborów stwierdza rada gminy w drodze uchwały. Nie była to więc korespondencja grzecznościowa, na zasadzie: „proszę rzucić okiem między jedną a drugą kawą, jeśli będzie chwila”. Wojewoda wskazał na sprawę dotyczącą samego fundamentu mandatu radnego: stałego zamieszkiwania i prawa wybieralności.
Radna Joanna Liddane w odpowiedzi skierowanej do Przewodniczącego Rady Miasta wyjaśniła, że 15 kwietnia 2024 r., po otrzymaniu mandatu radnej miasta Zielona Góra, a przed zaprzysiężeniem, zrzekła się funkcji sołtysa wsi Dąbrowa w Gminie Zabór. Dołączyła ona też dokument rezygnacji i wyjaśniła także, że zebranie sołeckie z 14 maja 2024 r. było zebraniem sprawozdawczo-wyborczym, w którym brała udział jako były sołtys, oraz że nie brała udziału w głosowaniu na nowego sołtysa. Ten fragment jej wyjaśnień należy odnotować uczciwie. Jeżeli rezygnacja była skuteczna przed zaprzysiężeniem, to nie można bez ostrożności twierdzić, że po objęciu mandatu radnej nadal formalnie pełniła funkcję sołtysa. Nie pełniła.
Ale ta sprawa nie kończy się na pytaniu, czy po zaprzysiężeniu była jeszcze sołtysem. Kluczowe pytanie leży gdzie inaczej: gdzie znajdowało się jej faktyczne stałe miejsce zamieszkania i centrum życiowe w czasie kandydowania, wyborów oraz objęcia mandatu radnej Rady Miasta Zielona Góra? W tej części wyjaśnień radna napisała, że od początku 2024 r. jej centrum życiowe znajduje się w Zielonej Górze, gdzie mieszka, pracuje i jest zameldowana od chwili narodzin. Dodała również, że wciąż posiada dom w Gminie Zabór, ale nie jest on jej stałym miejscem zamieszkania. Taka odpowiedź jest możliwa, ale sama w sobie nie zamyka sprawy. To deklaracja, którą należało zestawić z dokumentami.
Pierwszym ważnym dokumentem jest oświadczenie o wyrażeniu zgody na kandydowanie do Rady Miasta Zielona Góra. Kandydatka wskazała w nim adres w Zielonej Górze oraz oświadczyła, że posiada prawo wybieralności w wyborach do tej rady. To jest wbrew pozorom dokument istotny, bo prawo wybieralności do rady gminy wiąże się ze stałym zamieszkiwaniem na obszarze tej gminy. Nie chodzi więc wyłącznie o meldunek, miejsce pracy, sentyment do miasta albo ogólną więź z Zieloną Górą, ale o faktyczne stałe zamieszkiwanie, czyli centrum życiowe. W dokumencie kandydatki mamy więc Zieloną Górę i deklarację prawa wybieralności.
Drugim zestawem dokumentów są protokoły i listy obecności z Gminy Zabór. Z dokumentacji wynika, że Joanna Liddane została wybrana sołtysem Sołectwa Dąbrowa w 2021 r. Była jedyną kandydatką, komisja skrutacyjna wydała 5 kart wyborczych, wszystkie były ważne, a kandydatka uzyskała 5 głosów. Lista obecności obejmowała 5 osób, a Joanna Liddane figuruje na niej z adresem w Dąbrowie. To istotny detal, bo pokazuje, że nie była tam przypadkowym gościem na sali. Była uczestniczką zebrania wyborczego sołectwa, kandydatką, osobą wybraną na sołtysa i, przy takim układzie liczby obecnych oraz liczby oddanych głosów, również jedną z osób uczestniczących w głosowaniu.
Kolejne dokumenty potwierdzają jej funkcjonowanie w roli sołtysa Dąbrowy. W protokole zebrania wiejskiego z 30 marca 2022 r. występuje jako sołtys Sołectwa Dąbrowa. To samo w sobie nie przesądza jeszcze sprawy mandatu radnej w Zielonej Górze, ale buduje tło: mamy osobę pełniącą funkcję organu jednostki pomocniczej w innej gminie, z dokumentacją sołecką wskazującą adres w Dąbrowie.
Najważniejszy jest jednak protokół zebrania wiejskiego z 14 maja 2024 r, z datą (co ważne!) już po wyborach samorządowych i po rozpoczęciu kadencji Rady Miasta Zielona Góra. W protokole wskazano, że w zebraniu uczestniczyli mieszkańcy Dąbrowy zgodnie z listą obecności, Wójt Gminy Zabór oraz Joanna Liddane, opisana jako „sołtys wsi Dąbrowa”. Dalej zapisano, że Pani Sołtys Joanna Liddane przedstawiła sprawozdanie z działalności sołtysa i rady sołeckiej za okres dwóch ostatnich lat. Następnie przeprowadzono wybory nowego sołtysa i rady sołeckiej, a nową sołtys została inna osoba. Ten fragment można jeszcze pogodzić z wyjaśnieniem radnej, że była tam jako były albo ustępujący sołtys. Zebranie sprawozdawczo-wyborcze z natury rzeczy przewiduje sprawozdanie osoby kończącej funkcję. Nie w tym leży najcięższy element tej sprawy.
Najcięższy element znajduje się na liście obecności. Na liście obecności z zebrania wiejskiego w Dąbrowie z 14 maja 2024 r., przy nazwisku Joanny Liddane, wskazano adres w Dąbrowie. W publikacji oznaczamy go jako Dąbrowa XY, aby nie podawać pełnego adresu z dokumentu. Nie chodzi nam bowiem o numer domu, tylko o sam fakt, że w dokumentacji zebrania sołeckiego pojawia się adres w Dąbrowie. To nie jest poboczna ciekawostka ani niewinna rubryka techniczna. Znaczenie tej listy trzeba czytać razem ze statutem Sołectwa Dąbrowa.
Statut Sołectwa Dąbrowa przewiduje, że prawo do głosowania mają stali mieszkańcy sołectwa uprawnieni do głosowania. Przewiduje również, że uprawnieni do głosowania uczestnicy zebrania podpisują listę obecności, podając imię, nazwisko oraz adres zamieszkania, a lista stanowi załącznik do protokołu zebrania wiejskiego. To oznacza, że lista obecności nie jest zwykłą kartką „kto przyszedł”. W świetle statutu jest elementem dokumentacji zebrania wiejskiego, powiązanym z udziałem osób uprawnionych i z kategorią stałych mieszkańców sołectwa. Jeżeli więc w takiej dokumentacji przy nazwisku radnej widnieje Dąbrowa XY, to powstaje pytanie, którego nie da się zamknąć jednym zdaniem o centrum życiowym w Zielonej Górze.
Warto tu podkreślić jeszcze jeden element. Przekazana nowelizacja statutu Sołectwa Dąbrowa z 2026 r. zmieniała statut wyłącznie w jednym punkcie, dodając regulację, że rozpatrywanie skarg na działalność sołtysa i członków rady sołeckiej należy do kompetencji rady gminy. Z uzasadnienia wynika, że chodziło o wskazanie organu właściwego do rozpatrywania skarg na działalność organów jednostki pomocniczej. Nowelizacja nie zmieniała więc zasadniczych zapisów dotyczących zebrania wiejskiego, listy obecności, uprawnionych uczestników czy adresu zamieszkania. A to właśnie te zapisy mają znaczenie przy ocenie dokumentacji z 14 maja 2024 r.
W sprawie pojawiają się również odpowiedzi Gminy Zabór udzielone w trybie informacji publicznej, odpowiedzi, które dostaliśmy od jednego z naszych czytelników. Jedna z nich wskazuje, że Gmina Zabór nie dysponuje fotokopiami deklaracji wyborczej na sołtysa i że nie wymagała od kandydatów na sołtysów oświadczenia o stałym zamieszkiwaniu na terenie gminy. To ważne, bo oznacza, że nie mamy osobnego dokumentu, w którym kandydatka na sołtysa wprost oświadczyłaby: „stale zamieszkuję w Dąbrowie”, ale brak takiej osobnej deklaracji nie unieważnia listy obecności, zwłaszcza jeżeli statut wskazuje, że lista obejmuje uprawnionych uczestników zebrania i adres zamieszkania.
Druga odpowiedź Gminy Zabór dotyczy diet i inkasa z tytułu pełnienia funkcji sołtysa. Wynika z niej, że Joanna Liddane uzyskała z tego tytułu określone kwoty, w tym dietę za okres od stycznia do kwietnia 2024 r. Ten wątek ma znaczenie przy korekcie oświadczenia majątkowego. Radna w swoich wyjaśnieniach przyznała, że w pierwotnym oświadczeniu majątkowym nie ujęła diety sołtysa pobieranej od stycznia do kwietnia 2024 r. Wyjaśniła, że błąd wynikał z nieuwagi i braku doświadczenia, a poprawione oświadczenie majątkowe złożyła 3 grudnia 2024 r. Takie wyjaśnienie jest możliwe. Każdy może popełnić błąd w oświadczeniu, szczególnie pierwszym. Ale kalendarz sprawy pozostaje co najmniej interesujący: wcześniej pojawiają się pytania i odpowiedzi z Gminy Zabór dotyczące funkcji sołtysa i diet, 3 grudnia 2024 r. ukazuje się artykuł prasowy o sprawie, a tego samego dnia datowana jest korekta oświadczenia majątkowego, w której pojawia się wcześniej niewykazana dieta sołtysa. Nie trzeba przesądzać intencji, aby zauważyć, że taka chronologia powinna była skłonić organ do szczególnej staranności.
I właśnie tu dochodzimy do najważniejszego problemu. W tej sprawie nie chodzi o to, aby lokalny watchdog zastępował sąd, wojewodę, komisarza wyborczego albo Radę Miasta. Chodzi o coś znacznie prostszego. Jeżeli Wojewoda Lubuski przekazuje Radzie Miasta sprawę dotyczącą stałego zamieszkiwania radnej, a Rada ma kompetencję do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu w przypadku utraty albo braku prawa wybieralności, to Rada powinna sprawę realnie zbadać. Realnie, czyli nie tylko zapytać radną o jej stanowisko. Zapytanie osoby zainteresowanej jest początkiem czynności wyjaśniających, a nie ich końcem.
Rada Miasta powinna była zestawić ze sobą dokument kandydatki do Rady Miasta Zielona Góra, wyjaśnienia radnej, protokoły zebrań sołeckich z Gminy Zabór, listę obecności z 14 maja 2024 r., statut Sołectwa Dąbrowa, stanowiska Gminy Zabór dotyczące funkcji sołtysa i diet oraz dokumentację dotyczącą korekty oświadczenia majątkowego. Z udostępnionych dokumentów nie wynika, aby taką konfrontację przeprowadzono. Nie wynika też, aby Rada Miasta zwróciła się do Gminy Zabór o pełną dokumentację, sporządzono analizę prawną, czy aby przygotowano stanowisko. Nie wiemy też, czy rozważono projekt uchwały, ani nawet tego, czy formalnie opisano, dlaczego wyjaśnienia radnej uznano za wystarczające.
Wynika natomiast, że Przewodniczący Rady Miasta zwrócił się do radnej o ustosunkowanie się do uwag Wojewody, radna odpowiedziała, a następnie odpowiedź radnej została przesłana Wojewodzie. To trochę mało jak na sprawę dotyczącą mandatu radnej. Zwłaszcza że Przewodniczący Rady Miasta jest prawnikiem, więc trudno uznać, że przygotowanie podstawowej analizy albo stanowiska wymagałoby nadzwyczajnych kosztów czy specjalnej operacji administracyjnej. Wystarczyło zrobić to, co finalnie zrobił lokalny watchdog za darmo po godzinach: zestawić dokumenty z Zielonej Góry, dokumenty z Zaboru, statut sołectwa i dokument kandydatki złożony w procedurze wyborczej.
Czy radna mogła mieć dom w Dąbrowie i centrum życiowe w Zielonej Górze? Tak, mogła. Samo posiadanie domu poza Zieloną Górą nie przesądza o niczym. Ale w tej sprawie nie mamy samego posiadania domu. Mamy wcześniejsze pełnienie funkcji sołtysa w Dąbrowie, dokumentację zebrań wiejskich, listę obecności z adresem Dąbrowa XY, statutowe znaczenie listy obecności oraz dokument kandydatki do Rady Miasta Zielona Góra, w którym oświadczyła posiadanie prawa wybieralności. Wyjaśnienie radnej, że jej centrum życiowe było w Zielonej Górze, powinno zostać skonfrontowane właśnie z tymi dokumentami. Nie po to, by z góry uznać je za nieprawdziwe, ale właśnie po to, by sprawdzić, czy jest kompletne i przekonujące.
Nie twierdzimy, że mandat radnej powinien zostać automatycznie wygaszony. Nie twierdzimy też, że każdy wpis na liście obecności sam w sobie rozstrzyga o centrum życiowym, ani że posiadanie domu w innej gminie oznacza brak prawa wybieralności w Zielonej Górze. Twierdzimy coś innego: dokumenty tworzą poważną wątpliwość, którą Rada Miasta powinna była rzetelnie wyjaśnić.
A z odpowiedzi na wniosek o informację publiczną wynika, że Rada Miasta tej sprawy nie doprowadziła do końca. Zaufała wyjaśnieniom radnej, ale w udostępnionych materiałach nie widać, aby skonfrontowała je z dokumentacją z Gminy Zabór, statutem sołectwa, listą obecności i dokumentem kandydatki złożonym w procedurze wyborczej. Takie sprawy nie powinny być wyjaśniane dopiero przez społeczny watchdog po godzinach. Zwłaszcza gdy wcześniej sprawę do zbadania przekazał Wojewoda.
Najważniejsze pytanie nie brzmi dziś wyłącznie: gdzie faktycznie znajdowało się centrum życiowe radnej Joanny Liddane? Najważniejsze pytanie brzmi zatem: dlaczego Rada Miasta Zielona Góra nie wykazała, że to rzetelnie sprawdziła? Bo wszak mandat radnego nie jest prywatną sprawą radnego, mandat radnego jest sprawą publiczną. A skoro tak i jest sprawą publiczną, to mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy organ odpowiedzialny za ochronę legalności mandatu naprawdę zbadał sprawę, czy jedynie zapytał osobę zainteresowaną i uznał temat za zakończony.
W tej historii dokumenty zarówno z Zielonej Góry jak i Zaboru nie układają się w prostą odpowiedź. Układają się raczej w poważne pytania, które wymagają odpowiedzi. Szkoda, że Rada Miasta najwyraźniej nie zadała ich do końca.