Oświadczenia majątkowe bywają dokumentami pozornie nudnymi. Kilka rubryk, kilka liczb, coroczne przepisywanie powierzchni domu, wysokości dochodu i pozostałego zadłużenia.
Czasem jednak najwięcej mówi nie to, co zostało wpisane, lecz sposób, w jaki wypełniono formularz.
W przypadku Tomasza Sroczyńskiego, nauczyciela Zespołu Edukacyjnego nr 4, radnego, a następnie wiceprzewodniczącego Rady Miasta Zielona Góra, uwagę przyciągają dwa słowa: „nie dotyczy”. W dwóch kolejnych oświadczeniach pojawiają się one w rubryce dotyczącej środków pieniężnych zgromadzonych w walucie polskiej. Dopiero w trzecim dokumencie pojawia się konkretna kwota: 17 027 zł w Banku Pekao. Czy radny rzeczywiście przez dwa kolejne okresy nie posiadał żadnych zgromadzonych środków? Czy traktował tę rubrykę wyłącznie jako miejsce na większe oszczędności, pomijając zwykłe saldo rachunku? Czy pieniądze zostały przeznaczone na szybką spłatę kredytu albo inne wydatki? Dokumenty nie przynoszą jednoznacznej odpowiedzi, ale pozwalają prześledzić kilka wyraźnych zmian i niespójności.
Analiza obejmuje trzy oświadczenia. Pierwsze zostało złożone 26 maja 2024 r., po rozpoczęciu nowej kadencji samorządu. Drugie, datowane na 29 kwietnia 2025 r., przedstawiało stan majątku na 31 grudnia 2024 r. Trzecie, złożone 28 kwietnia 2026 r., odnosiło się do stanu na 31 grudnia 2025 r. Podstawowa konstrukcja majątku Tomasza Sroczyńskiego pozostaje przez cały ten okres niezmienna. Radny wykazuje dom o powierzchni 124 m² wraz z działką o powierzchni 625 m². Nie deklaruje mieszkania, gospodarstwa rolnego, działalności gospodarczej, udziałów, akcji, papierów wartościowych ani funkcji w spółkach handlowych. Nie wykazuje także składników mienia ruchomego o wartości przekraczającej 10 tys. zł. Nie oznacza to oczywiście, że nie posiada żadnego samochodu czy innych ruchomości, lecz jedynie, że żaden taki składnik nie został przez niego zakwalifikowany jako przekraczający próg wskazany w formularzu. Na pierwszy rzut oka mamy więc do czynienia z majątkiem stosunkowo prostym: jeden dom, jedna działka, stała praca nauczyciela, dieta radnego i kredyt remontowy, który w kolejnych latach szybko maleje.
Powierzchnia domu pozostaje niezmienna, ale rośnie jego deklarowana wartość. W maju 2024 r. nieruchomość została wyceniona na 500 tys. zł, na koniec 2024 r. na 550 tys. zł, a na koniec 2025 r. już na 700 tys. zł. Oznacza to wzrost o 200 tys. zł, czyli o 40 proc. Nie świadczy to jednak o uzyskaniu dodatkowego dochodu ani zakupie nowego majątku. Wartość nieruchomości podawana w oświadczeniu jest szacunkiem właściciela i może być aktualizowana wraz ze zmianami cen rynkowych, zakresem przeprowadzonych prac remontowych albo po prostu innym sposobem oceny wartości. Trzeba również uważać, aby nie doliczać osobno wartości działki. W 2024 r. grunt o powierzchni 625 m² wyceniono na 100 tys. zł, a w dwóch kolejnych dokumentach na 150 tys. zł, jednak za każdym razem zaznaczono, że wartość działki została wliczona do wartości domu. Łączna zadeklarowana wartość całej nieruchomości wynosiła więc odpowiednio 500, 550 i 700 tys. zł, a nie 600, 700 i 850 tys. zł. Można zauważyć, że między pierwszym a drugim oświadczeniem wartość całej nieruchomości wzrosła dokładnie o tyle, o ile podniesiono wycenę gruntu. Kolejny wzrost, ze 550 do 700 tys. zł, nastąpił już przy niezmienionej wartości działki, co może oznaczać podwyższenie wyceny samego budynku, uwzględnienie efektów remontu albo aktualizację wartości rynkowej. Sam wzrost nie budzi szczególnych podejrzeń, pokazuje natomiast, jak umowne bywają kwoty wpisywane do podobnych dokumentów.
Najbardziej interesująca pozostaje jednak rubryka dotycząca zasobów pieniężnych. W pierwszym oświadczeniu z maja 2024 r. Tomasz Sroczyński wpisał, że środki pieniężne zgromadzone w walucie polskiej go „nie dotyczą”. Taką samą odpowiedź podał rok później, w dokumencie przedstawiającym stan na 31 grudnia 2024 r. Dopiero w oświadczeniu z 2026 r. pojawiła się konkretna informacja: „Bank Pekao, 17 027 zł”. Na poziomie formalnym osiąganie dochodów nie jest tym samym co posiadanie oszczędności. Można bowiem uzyskiwać nawet relatywnie wysokie roczne dochody, a następnie przeznaczać je na bieżące utrzymanie, remont, spłatę zobowiązań, wydatki rodzinne lub inne cele. Roczny dochód nie musi automatycznie oznaczać dodatniego salda na koniec roku. Problem polega jednak na tym, że rubryka formularza nie pyta wyłącznie o lokaty lub wieloletnie oszczędności. Pyta o zgromadzone środki pieniężne. Jeżeli na rachunku bankowym znajdowało się zwykłe saldo wynikające z bieżących wpływów i wydatków, powstaje pytanie, czy nie powinno ono zostać ujawnione. W 2026 r. Tomasz Sroczyński sam zastosował właśnie takie rozumienie formularza, wskazując konkretny bank i konkretną kwotę. Powstaje zatem wyraźna nieciągłość: albo sytuacja finansowa rzeczywiście się zmieniła, albo zmienił się sposób wypełniania tej samej rubryki.
Teoretycznie rachunek mógł być na dzień referencyjny niemal pusty. Oświadczenie roczne przedstawia bowiem stan na konkretny dzień, a nie przeciętne saldo z całego roku. Można uzyskać znaczny roczny dochód, a 31 grudnia posiadać niewielką ilość środków, jeżeli pieniądze wcześniej zostały wydane, przeznaczone na remont albo użyte do nadpłaty kredytu. W przypadku Tomasza Sroczyńskiego właśnie kredyt jest istotnym elementem tej układanki, ponieważ jego saldo malało bardzo szybko. W pierwszym oświadczeniu radny wykazał kredyt w PKO S.A., zaciągnięty na remont domu na 30 lat. Zadłużenie wynosiło 94 662,23 zł. W kolejnym oświadczeniu, według stanu na 31 grudnia 2024 r., saldo wynosiło już tylko 56 268,42 zł. W ciągu około siedmiu miesięcy zobowiązanie zmniejszyło się więc o 38 393,81 zł, czyli o ponad 40 proc. To tempo sugeruje coś więcej niż zwykłe regulowanie standardowych rat trzydziestoletniego kredytu. Możliwe, że kredyt był intensywnie nadpłacany.
W oświadczeniu za 2025 r. zobowiązania przekraczające 10 tys. zł już się nie pojawiają. Nie można na tej podstawie z całą pewnością stwierdzić, że kredyt został całkowicie spłacony. Mógł zostać zamknięty, ale jego saldo mogło również spaść do poziomu nieprzekraczającego 10 tys. zł, a więc poniżej progu wskazanego w formularzu. Tak czy inaczej, od maja 2024 r. do końca 2025 r. zadłużenie musiało zmniejszyć się co najmniej o około 84,7 tys. zł, jeżeli na koniec tego okresu pozostało najwyżej 10 tys. zł. To dużo. Możliwy jest więc całkiem racjonalny scenariusz: środki, które w innych okolicznościach pozostałyby na rachunku, były systematycznie przeznaczane na redukcję kredytu. Po jego spłaceniu albo zejściu poniżej istotnego poziomu w kolejnym oświadczeniu pojawiło się już 17 027 zł oszczędności. Jest to spójne wyjaśnienie, ale nadal tylko hipoteza, której nie można potwierdzić na podstawie samych formularzy.
Nie można również wykluczyć świadomego ukształtowania stanu majątku przed końcem roku. Samo w sobie nie musi być to ani nielegalne, ani nieprawidłowe. Jeżeli ktoś przed 31 grudnia nadpłaca kredyt, reguluje większe zobowiązanie, finansuje remont lub dokonuje większego zakupu, jego saldo na dzień referencyjny rzeczywiście może być niskie. Oświadczenie ma pokazywać stan istniejący w konkretnym dniu, a nie średnią z całego roku. Czym innym byłoby jednak zwykłe wypłacenie pieniędzy z rachunku i przechowanie ich w gotówce. Gotówka nadal stanowi środki pieniężne i również powinna zostać ujawniona.
Aby zapis „nie dotyczy” był zgodny ze stanem rzeczywistym, pieniądze musiałyby zostać faktycznie wydane, przeznaczone na spłatę długu, przekazane innej osobie albo w inny sposób przestać stanowić składnik majątku składającego oświadczenie. Na podstawie dostępnych dokumentów nie sposób stwierdzić, że doszło do celowego wyzerowania salda. Tym bardziej nie ma podstaw do przypisywania intencji zatajenia pieniędzy. Można jednak uczciwie napisać, że dwukrotne „nie dotyczy” jest mało intuicyjne przy stałym zatrudnieniu, diecie radnego i rocznym dochodzie przekraczającym 143 tys. zł, zwłaszcza że rok później saldo w wysokości 17 027 zł zostało już wskazane.
W oświadczeniu złożonym w 2025 r. Tomasz Sroczyński wymienił cztery źródła dochodu: wynagrodzenie ze stosunku pracy w Zespole Edukacyjnym nr 4, dietę radnego, umowę zlecenia z Urzędem Marszałkowskim w ramach projektu „Lubuskie Talenty” oraz dochód związany z Fundacją Orły Sportu. Następnie podał jedną łączną kwotę: 143 200,07 zł. Nie dowiadujemy się więc, ile wyniosło wynagrodzenie nauczycielskie, ile dieta radnego, ile umowa zlecenia, a ile dochód związany z fundacją. To istotne, ponieważ formularz przewiduje podawanie kwot uzyskiwanych z każdego tytułu. Samo wymienienie kilku źródeł, a następnie wskazanie łącznego dochodu z zeznania PIT, nie daje pełnej informacji o strukturze zarobków. Czytelnik otrzymuje wynik końcowy, ale nie otrzymuje rozbicia na poszczególne źródła.
W kolejnym oświadczeniu sytuacja się powtarza. Wskazano wynagrodzenie ze stosunku pracy w ZE nr 4 oraz dietę radnego, ale ponownie podano tylko jedną łączną sumę: 168 610,61 zł. Dochód wzrósł więc rok do roku o 25 410,54 zł, czyli o około 17,7 proc. Nie da się jednak ustalić, jaka część tego wzrostu wynikała z pensji nauczycielskiej, jaka z diety wiceprzewodniczącego Rady Miasta, a jaka z innych składników wynagrodzenia. W porównaniu z poprzednim rokiem nie wymieniono już Urzędu Marszałkowskiego ani Fundacji Orły Sportu. Można stwierdzić jedynie, że nie zostały wskazane jako źródła dochodu za kolejny rok. Nie można natomiast automatycznie twierdzić, że wszystkie formy współpracy zostały definitywnie zakończone.
Jeszcze bardziej zastanawiająco wygląda pierwsze oświadczenie z maja 2024 r. Na pierwszej stronie Tomasz Sroczyński wskazał Zespół Edukacyjny nr 4, stanowisko nauczyciela oraz mandat radnego Rady Miasta Zielona Góra. W części dotyczącej dochodów wpisał jednak „nie dotyczy”. Pierwsze oświadczenie kadencyjne ma inną datę odniesienia niż coroczne dokumenty i nie należy porównywać go mechanicznie z oświadczeniem sporządzanym według stanu na 31 grudnia. Nie zmienia to jednak faktu, że osoba deklarująca zatrudnienie jako nauczyciel uznała jednocześnie, iż rubryka dotycząca dochodów jej nie dotyczy. Może to być efekt błędnego rozumienia zakresu pierwszego oświadczenia, pomyłki przy wypełnianiu formularza albo przyjęcia, że dochodów osiągniętych w trakcie roku nie należy w nim wykazywać. Sam dokument tego nie wyjaśnia. Po raz kolejny pojawia się więc zapis, który formalnie zamyka rubrykę, ale nie daje obywatelowi pełnego obrazu sytuacji.
W historii kredytu występuje jeszcze jedna rozbieżność. W pierwszym oświadczeniu zapisano, że kredyt na remont domu został zaciągnięty na 30 lat w wysokości 250 tys. zł. W kolejnym oświadczeniu ten sam kredyt opisano jako zobowiązanie w wysokości 254 tys. zł. Różnica wynosi 4 tys. zł. Nie musi oznaczać niczego poważnego. Pierwsza kwota mogła zostać zaokrąglona, druga mogła uwzględniać dodatkowy element finansowania, prowizję lub kwotę wynikającą bezpośrednio z dokumentacji bankowej. Możliwe jest również zwykłe błędne przepisanie liczby. Oświadczenia nie pozwalają jednak ustalić, która wysokość była prawidłowa. Przy tym samym celu kredytu, tym samym banku i tym samym trzydziestoletnim okresie pierwotna kwota zobowiązania powinna pozostać niezmienna. To szczegół, ale oświadczenia majątkowe składają się właśnie ze szczegółów. Gdy liczby zmieniają się bez wyjaśnienia, pozostaje pytanie, czy skorygowano wcześniejszy błąd, czy popełniono kolejny.
We wszystkich dokumentach pojawia się także informacja „nie dotyczy, rozdzielność majątkowa”. Najprawdopodobniej ma ona wskazywać, że Tomasz Sroczyński nie ma małżeńskiej wspólności majątkowej. Formularz wymaga jednak określenia przynależności poszczególnych składników do majątku odrębnego albo majątku objętego wspólnością. Sama informacja o rozdzielności nie wskazuje wprost przy każdym składniku, czy dom, dochody, oszczędności i zobowiązania stanowią majątek osobisty radnego. Intencja wydaje się czytelna, ale sposób wypełnienia jest uproszczony i mało precyzyjny. Bardziej przypomina to formalną niedokładność niż próbę ukrywania majątku.
Z trzech oświadczeń wyłania się obraz osoby osiągającej stabilne dochody, posiadającej dom z działką i bardzo szybko zmniejszającej kredyt remontowy. Między końcem 2024 a końcem 2025 r. dochód wzrósł ze 143 200,07 zł do 168 610,61 zł, kredyt z salda 56 268,42 zł zniknął z kategorii zobowiązań przekraczających 10 tys. zł, pojawiło się 17 027 zł środków w Banku Pekao, a wartość domu z działką podniesiono z 550 do 700 tys. zł. Finansowo może to oznaczać zakończenie intensywnej spłaty zadłużenia i rozpoczęcie gromadzenia oszczędności. Nie da się jednak na podstawie samych dokumentów przesądzić, czy w 2024 r. rachunki bankowe rzeczywiście były pozbawione dodatnich środków, czy radny traktował „zgromadzone środki” jedynie jako większe oszczędności, czy pieniądze zostały przed końcem roku świadomie przeznaczone na spłatę kredytu, czy pojawienie się 17 027 zł oznaczało rzeczywistą zmianę sytuacji, czy tylko zmianę sposobu wypełniania formularza. Nie można również stwierdzić, czy kredyt został całkowicie spłacony, czy jedynie spadł poniżej 10 tys. zł, która pierwotna kwota kredytu była prawidłowa oraz jak dokładnie rozkładały się dochody pomiędzy wynagrodzenie, dietę i pozostałe źródła.
Nie ma podstaw do stwierdzenia, że Tomasz Sroczyński zataił środki pieniężne. Takie twierdzenie wymagałoby wiedzy o rzeczywistych saldach rachunków oraz posiadanej gotówce na konkretne dni. Istnieją natomiast podstawy, aby powiedzieć, że dokumenty pozostawiają uzasadnione wątpliwości interpretacyjne. Jawność nie polega wyłącznie na opublikowaniu skanu formularza. Jeżeli obywatel po przeczytaniu trzech kolejnych oświadczeń nadal nie może ustalić, ile radny zarobił z poszczególnych źródeł, dlaczego pierwotna kwota kredytu zmieniła się o 4 tys. zł oraz czy dwukrotne „nie dotyczy” oznaczało rzeczywisty brak pieniędzy, czy tylko specyficzne rozumienie rubryki, trudno mówić o pełnej przejrzystości.
Oświadczenia Tomasza Sroczyńskiego nie pokazują nagłego wzbogacenia, znikających nieruchomości ani zmieniających się udziałów własności. Na tle oświadczeń innych radnych, majątek jest stabilny i stosunkowo łatwy do prześledzenia. Najważniejszy problem dotyczy nie samego majątku, lecz jakości przekazanej informacji. Dwukrotne wpisanie „nie dotyczy” przy środkach pieniężnych można racjonalnie wyjaśniać, ale nie sposób uznać go za obojętne w zestawieniu ze stałym zatrudnieniem, dietą radnego, dochodem przekraczającym 143 tys. zł oraz pojawieniem się rok później 17 027 zł w banku. Oświadczenie majątkowe powinno rozwiewać podobne wątpliwości, a nie zmuszać czytelnika do konstruowania kilku równoległych scenariuszy. Formularz jest po to, aby liczby coś wyjaśniały. W przeciwnym razie otrzymujemy dokument jawny przede wszystkim dlatego, że każdy może publicznie zastanawiać się, co właściwie autor miał na myśli.