Nie ma w Zielonej Górze pożaru, ale z piwnicy dalej czuć dym

Po moim tekście o finansach Zielonej Góry wysłałem do Urzędu Miasta wniosek o informację publiczną. Chciałem sprawdzić jedną prostą rzecz: czy za urzędowym spokojem, pozytywną opinią Regionalnej Izby Obrachunkowej i tabelami w BIP stoi jakaś głębsza analiza sytuacji finansowej miasta? Czy istnieje plan naprawczy? Program oszczędnościowy? Dokumenty o ryzykach? Konkretne harmonogramy spłat? Analizy należności? Ocena skuteczności windykacji?

Innymi słowy: czy ktoś tam nie tylko patrzy na liczby, ale też próbuje odpowiedzieć na pytanie, dokąd ten finansowy autobus jedzie i czy przypadkiem nie hamuje już samą felgą?

Odpowiedź urzędu jest ciekawa, bo formalnie nie brzmi dramatycznie. Nie ma w niej komunikatu: „ratunku, budżet się pali”, ani też oczywiście zdania: „tak, mamy problem, zapraszamy mieszkańców do poważnej rozmowy”.

Urzędnicy odpowiedzieli mi za to klasycznie, czyli odesłali do BIP, wskazali dokumenty budżetowe, opinię RIO, Wieloletnią Prognozę Finansową, sprawozdania kwartalne i raporty o stanie miasta. Przy części pytań pojawia się natomiast formułka o dokumentach roboczych, wewnętrznej organizacji pracy, konsultacjach, spotkaniach i braku obowiązku tworzenia nowych opracowań.

Tylko że ja od początku nie mówię, że Zielona Góra jutro zostaje bankrutem. Nie. Wręcz przeciwnie! Miasto nie ma dzisiaj zawału, nie znajduje się w stanie nagłej niewypłacalności, ale jego finanse publiczne są w stanie chronicznego napięcia. RIO wydała pozytywną opinię, zobowiązań wymagalnych nie ma, a ustawowe wskaźniki formalnie się spinają. Problemem jest coś innego. Zielona Góra popadła w długi w takim sensie, jakbyśmy pakowali do stodoły tony siana aż po sam dach.

Odpowiedź Urzędu Miasta z dnia 19.06.2026 r. znak: DP.RR.RP.1431.228.2026 tylko potwierdza moje obserwacje z dnia 2.06.2026 r. (dostępny jest TUTAJ).

Zielona Góra zamknęła 2025 rok z długiem na poziomie około 774 mln zł. Po I kwartale 2026 roku dług lekko spadł do około 767 mln zł. Brzmi lepiej? I tak, i nie. Wyobraźmy sobie pacjenta, który ważył 230 kg. Po pół roku stanął on na wadze i okazało się, że waży 180 kg. Jest sukces, ale do pełnej zdrowotności jeszcze jest długa droga. Podobnie jest z Zieloną Górą, niby dług minimalnie jest niższy, ale problem nadal jest aktualny.

Ale najważniejszy problem nie leży jednak wyłącznie w samym długu. Dług jest widoczny, bo robi wrażenie. 774 mln zł działa na wyobraźnię lepiej niż niejedna konferencja prasowa z przecinaniem wstęgi. Prawdziwie niepokojący jest deficyt operacyjny, czyli sytuacja, w której wydatki bieżące są wyższe niż dochody bieżące.

Innymi słowy: miasto na codzienne funkcjonowanie wydaje więcej, niż regularnie dostaje z bieżących dochodów.

Nie jest ważne w tej chwili, czy miasto inwestuje dużo, czy mało. Inwestycje są ważne. Trzeba inwestować, ale należy uczciwie odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy codzienne działanie miasta bilansuje się z codziennych pieniędzy?

A „codzienne funkcjonowanie miasta” to głównie szkoły, administracja, drogi, komunikacja, usługi publiczne, energia, utrzymanie infrastruktury, pomoc społeczna i cała ta strona samorządu miejskiego, której nie da się sprzedać na konferencji prasowej jako historyczną inwestycję wartą miliony złotych.

Regionalna Izba Obrachunkowa napisała zresztą to wprost: występowanie deficytu operacyjnego w latach 2023-2025 wskazuje, że Miasto Zielona Góra nie było w stanie pokryć wydatków bieżących dochodami bieżącymi. To nie jest moja złośliwość, metafora o starej łajbie ani publicystyczny dym z maszyny do efektów specjalnych, tylko wniosek organu nadzoru finansowego.

Według danych RIO wynik operacyjny brutto wyglądał tak:

RokWynik operacyjny bruttoCo to oznacza?
2023ok. -32,79 mln złbieżące wydatki były wyższe od bieżących dochodów
2024ok. -3,80 mln złnadal na minusie, choć minus się skurczył
2025ok. -41,03 mln złwyraźny powrót poważnego napięcia

Trzy lata deficytu operacyjnego to nie jest przypadkowe potknięcie na chodniku. To sygnał ostrzegawczy. Publiczne finanse miejskie po prostu krzyczą, że codzienność miejska kosztuje więcej, niż regularnie wpływa do budżetu! Bo jeśli codzienność wymaga ciągłego łatania (jak się łata dziury w drodze co sezon), to każda kolejna większa inwestycja, obietnica, każdy kredyt i każda nowa inicjatywa powinny być oglądane trzy razy pod lupą i z każdej strony.

Urząd w odpowiedzi z dnia 19.06.2026 r. znak: DP.RR.RP.1431.228.2026 nie pokazał osobnego planu naprawczego, ani dokumentu, który mówiłby, że tu leżą przyczyny, a tam skutki, a tu ograniczamy wydatki a tam wzmacniamy dochody, czy że zmieniamy politykę zadłużeniową, pilnujemy kosztów obsługi długu, czy poprawiamy ściągalność należności.

Zamiast tego pojawia się informacja o bieżącym monitoringu, analizie, konsultacjach i pracach roboczych. Innymi słowy: urząd mówi, że patrzy, rozmawia i sprawdza. Dobrze, że patrzy. Gorzej, jeśli po tym patrzeniu nie zostaje dokument, który dałoby się pokazać mieszkańcom.

No bo, jeżeli sytuacja finansowa miasta jest stabilna, a działania są przemyślane, to pokazanie dokumentów powinno być najprostszym sposobem zamknięcia dyskusji.

Normalnym zachowaniem byłoby tak po ludzku: „Proszę bardzo: oto analiza, oto harmonogram, działania, plan, ryzyka, odpowiedź na deficyt operacyjny; wszystko jest w porządku, kontrolujemy sytuację”. Tymczasem odsyła się obywatela w dużej mierze do BIP i mówi o dokumentach roboczych albo o tym, że odrębnych dokumentów nie sporządzano.

Tak, tak, wiem, organ nie ma obowiązku tworzyć nowych analiz pod wniosek. To prawda. Tylko zadajmy sobie takie pytanie: czy przy takiej skali długu, przy trzyletnim deficycie operacyjnym i przy rosnących napięciach budżetowych naprawdę nie powstały dokumenty, które mieszkańcy mogliby zobaczyć?

Bo jeżeli takich analiz nie ma, to jest to wiadomość co najmniej niepokojąca; a jeżeli powstały, ale urząd zasłania się ich roboczym charakterem, to również jest to wiadomość… niepokojąca.

Ale jest też coś mniej widowiskowego niż dług, ale szalenie ważnego: należności. Bo miasto nie tylko ma pieniądze do oddania bankom i wierzycielom. Miasto ma też pieniądze do odzyskania. I tu zaczyna się osobna historyjka o pieniądzach, które istnieją w tabelach, ale nie zawsze chcą się zamienić w gotówkę na rachunku.

Najpierw krótki słownik, zanim przejdziemy dalej:

  • Należność to pieniądze, które ktoś powinien zapłacić miastu.
  • Należność wymagalna to taka, której termin płatności już minął. Czyli miasto powinno już mieć te pieniądze.
  • Odpis aktualizujący oznacza, że księgowo trzeba uznać ryzyko, że odzyskanie tych pieniędzy może być trudne. To nie znaczy automatycznie, że pieniędzy nigdy nie będzie, ale znaczy, że nie można udawać, że są tak pewne jak gotówka w kasie.
  • Należność umorzona to taka, z której miasto zrezygnowało w całości lub części.
  • Należność przedawniona to taka, której dochodzenie może być utrudnione albo niemożliwe z powodu upływu czasu.
  • Należność odpisana jako nieściągalna to pieniądz, który formalnie był należny, ale uznano, że jego odzyskanie jest praktycznie nierealne.

Dobra! Mamy ogarnięte podstawowe słownictwo? Zapamiętajmy je! To teraz przejdźmy dalej: z danych przekazanych przez urząd wynika, że miasto posiada znaczące kwoty należności objętych odpisami aktualizującymi. W uproszczeniu: to są pieniądze, które w papierach są należne, ale ich droga do miejskiej kasy może być długa, błotnista i zakończona tabliczką „nieczynne”.

Tak wygląda suma należności objętych odpisem aktualizującym:

RokNależności objęte odpisem aktualizującym
202335 780 976,93 zł
202442 862 974,02 zł
202545 167 502,25 zł
2026, stan na 31 maja23 399 243,82 zł

To jest jedna z najważniejszych tabel w całej sprawie. Bo pokazuje, że obok długu istnieje drugi problem: odzyskanie pieniędzy należnych miastu nie jest pewne! W 2025 roku odpisy aktualizujące przekroczyły 45 mln zł. To nie jest tylko „drobny kurz pod dywanem”, ale cały dywan, pod którym rośnie sobie całkiem pokaźny żywy ekosystem.

Największe pozycje w odpisach aktualizujących za 2025 rok wyglądały tak:

KategoriaOdpis aktualizujący w 2025 r.
Różne należności, w tym z umów cywilnoprawnych21 185 655,66 zł
Podatki lokalne19 794 565,18 zł
Należności publicznoprawne1 500 266,73 zł
Usługi przyjęcia pacjentów1 031 071,49 zł
Najem lokali871 482,90 zł
Opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi780 990,81 zł

Tu warto zatrzymać się na chwilę. Największe kwoty dotyczą „różnych należności”, w tym umów cywilnoprawnych, oraz podatków lokalnych. Czyli nie mówimy wyłącznie o jakichś drobnych opłatach z marginesu systemu. To są sektory, które mają znaczenie dla realnych pieniędzy miasta.

Do tego dochodzą należności umorzone. To są takie kwoty, z których miasto formalnie zrezygnowało albo które zostały umorzone na podstawie obowiązujących procedur. Tak wygląda suma należności umorzonych:

RokNależności umorzone
20232 642 143,25 zł
20242 656 997,55 zł
20252 420 935,97 zł
2026, stan na 31 maja1 861 676,74 zł

Sama instytucja umorzenia nie jest niczym nadzwyczajnym. Czasem wynika z przepisów, sytuacji dłużnika albo realnej nieściągalności, ale przy napiętym budżecie każda taka kwota powinna być czytelna dla mieszkańców: z jakich tytułów, dlaczego, w jakiej skali i czy system działa rozsądnie?

Z danych urzędu wynika też, że były należności odpisane jako nieściągalne oraz przedawnione:

RokNależności odpisane jako nieściągalneNależności przedawnione
202347 867,59 zł36 644,62 zł
2024501 642,15 zł842 295,73 zł
2025288 558,81 zł657 278,40 zł
2026, stan na 31 maja45 612,45 zł0,00 zł

To są mniejsze kwoty niż odpisy aktualizujące, ale nadal istotne. Szczególnie uwagę zwraca rok 2024, gdzie należności przedawnione wyniosły ponad 842 tys. zł. W finansach miasta to nie jest jeszcze katastrofa, ale to jest pytanie o procedury, terminy, monitoring i pilnowanie pieniędzy publicznych. Bo publiczne pieniądze mają tę właściwość, że jak się ich nie pilnuje, to dziwnie szybko robią się cudze albo nieosiągalne.

Odpowiedź urzędu z dnia 19.06.2026 r. znak: DP.RR.RP.1431.228.2026 pokazuje też, że windykacja jest prowadzona. I to trzeba uczciwie powiedzieć. Nie jest tak, że nikt nic nie robi. Miasto wysyła upomnienia, wezwania, nakazy, wystawia tytuły wykonawcze i odzyskuje część pieniędzy.

Tak wyglądają dane dotyczące upomnień, wezwań i nakazów:

RokLiczba upomnień, wezwań i nakazówWartośćKwota odzyskana
202328 27618 717 118,88 zł12 705 988,50 zł
202425 44819 949 964,73 zł12 434 400,15 zł
202526 02420 948 536,85 zł14 690 296,56 zł
2026, do 31 maja5 9945 449 562,49 zł2 776 768,58 zł

A tak wyglądają dane dotyczące tytułów wykonawczych:

RokLiczba tytułów wykonawczychWartośćKwota odzyskana
20235 4088 136 106,54 zł4 462 585,98 zł
20245 6779 090 785,72 zł4 233 662,73 zł
20254 6498 082 471,95 zł4 122 115,67 zł
2026, do 31 maja2 1382 805 364,21 zł1 404 096,73 zł

Te liczby pokazują dwie rzeczy naraz. Raz, że urząd realnie prowadzi działania windykacyjne; a dwa, iż skala zaległości i odpisów pokazuje, że sama praca windykacyjna nie rozwiązuje problemu w całości. System działa, ale nie czyści pola, gdyż przypomina bardziej maszynę, która mieli zaległości, odzyskuje miliony, hałasuje, produkuje tytuły wykonawcze i upomnienia, ale worek z problemami nadal nie robi się lekki.

W 2025 roku wartość upomnień, wezwań i nakazów wyniosła prawie 20,95 mln zł, a odzyskano z nich około 14,69 mln zł. Do tego wartość tytułów wykonawczych wyniosła ponad 8,08 mln zł, a odzyskano z nich około 4,12 mln zł. To są konkretne pieniądze, ale obok tego w 2025 roku należności objęte odpisami aktualizującymi wynosiły ponad 45 mln zł.

I w tym właśnie sęk: windykacja jest, ale problem należności nadal – duży.

Najciekawsze jest to, że urząd sam ograniczył zakres przedstawionego obrazu. Wskazano tylko, że tabela windykacyjna obejmuje działania realizowane przez Urząd Miasta, w szczególności podatki i opłaty lokalne, opłatę za gospodarowanie odpadami komunalnymi oraz należności objęte tytułami wykonawczymi wystawianymi przez Straż Miejską, Izbę Wytrzeźwień i Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

Jednocześnie urząd zaznaczył, że zestawienie nie obejmuje spraw prowadzonych na drodze cywilnej przez kancelarie radców prawnych, spraw kierowanych do egzekucji komorniczej sądowej, należności windykowanych przez inne departamenty i jednostki organizacyjne miasta, a także należności objętych tytułami wykonawczymi realizowanymi przez urzędy skarbowe.

Czyli pokazano tylko część. No ale mieszkańcy chyba mają prawo pytać o wszystko? Jeżeli miasto mówi o należnościach, zaległościach i windykacji, to powinno być jasne, co obejmuje zestawienie, czego nie obejmuje i gdzie znajdują się pozostałe dane? Wiecie, to jest jak dostać zdjęcie pokoju do wynajęcia zrobione w taki sposób, żeby nie było widać grzyba w rogu..

Więc… co tak naprawdę wynika z odpowiedzi urzędu z dnia 19.06.2026 r. znak: DP.RR.RP.1431.228.2026?

Nie wynika z niej, że Zielona Góra jest finansowo zdrowa, ani że trzyletni deficyt operacyjny to błahostka. Ani tym bardziej że wysoki dług to zwykła, techniczna ciekawostka. Wiemy też, że należności nie są pod pełną kontrolę, a miasto nie ma publicznie pokazanego, spójnego planu naprawy jakości budżetu.

Wynika raczej coś znacznie bardziej przyziemnego i przez to bardziej niepokojącego: miasto nadal jeszcze formalnie funkcjonuje, ale coraz mu ciężej, dużo ciężej. Dokumenty budżetowe się spinają, wskaźniki ustawowe są zachowane, RIO wydała opinię pozytywną, ale pod spodem mamy deficyt operacyjny, wysoki dług, kosztowną obsługę zadłużenia, duże należności, odpisy aktualizujące i brak ujawnionego mieszkańcom planu, który pokazywałby wyjście z tego galimatiasu.

Więc tak: Zielona Góra finansowo przypomina starą łajbę, która nadal płynie, silnik jeszcze pracuje, kapitan mówi, że kurs jest pod kontrolą, a pasażerowie słyszą tylko lekkie trzeszczenie. Tyle że pod pokładem rdza już przeżera kadłub i jeśli ktoś zapyta się, gdzie jest raport techniczny o stanie tej rdzy, to dostanie odpowiedź mniej więcej taką: część informacji jest w BIP, część ma charakter roboczy, a część nie została sporządzona jako odrębny dokument.

Fajnie, nie? Titanic też miał orkiestrę, przynajmniej przez pewien czas.

Najbardziej niebezpieczne w finansach samorządu nie jest to, że pojawia się pojedynczy deficyt, tylko fakt, że przyzwyczajamy się do napięcia („ach, jakoś to będzie”), a skoro RIO daje opinię pozytywną, nie ma zobowiązań wymagalnych, Wieloletnia Prognoza Finansowa pokazuje spełnienie relacji, to wszystko jest..

Ale formalna zgodność z przepisami nie oznacza dobrej kondycji finansowej. Można mieć ocenę dobrą na corocznym przeglądzie technicznym i jednocześnie mieć święcącą od trzech lat żółtą kontrolkę silnika. Jakoś się jedzie.

Dlatego odpowiedź urzędu nie zamyka sprawy. Wręcz przeciwnie, sprawa dopiero się otwiera. Właśnie dlatego została wysłana prośba do wszystkich radnych Rady Miasta Zielona Góra o przeprowadzenie pogłębionej debaty absolutoryjnej nad wykonaniem budżetu za 2025 rok. Nie chodzi o rytualne odczytanie kilku formułek, pokiwanie głowami i przejście do głosowania, jakby absolutorium było urzędową kawą z automatu. Przede wszystkim chodzi mi o realną rozmowę o deficycie operacyjnym, zadłużeniu, należnościach, odpisach aktualizujących, windykacji i braku publicznie pokazanej strategii ograniczenia napięcia finansowego miasta. Radni dostali konkretne dane, tabele i pytania, które można zadać podczas debaty. Teraz pozostaje sprawdzić, czy Rada Miasta potraktuje absolutorium jako poważną kontrolę wykonania budżetu, czy jako kolejny punkt porządku obrad do grzecznego odhaczenia.

Zielona Góra nie płonie. To trzeba powiedzieć uczciwie, ale też uczciwie trzeba dodać, że brak ognia nie oznacza braku zagrożenia. Czasem najgorsze pożary zaczynają się od dymu, którego nikt nie chce nazwać dymem, bo w protokole technicznym zapisano go jako „przejściowe zjawisko eksploatacyjne”.

Dzisiaj Zielona Góra wygląda właśnie tak: formalnie bez pożaru, ale z długiem po dach, trzyletnim deficytem operacyjnym, dużymi należnościami do odzyskania, odpisami aktualizującymi na dziesiątki milionów złotych, wysoką zależnością od finansowych buforów i odpowiedzią urzędu, która bardziej przypomina obronę tabel niż plan rozmowy z mieszkańcami.

To nie jest jeszcze bankructwo, tylko chroniczne napięcie finansowe. A chroniczne napięcie ma to do siebie, że przez długi czas można je lekceważyć. Strzyka w kościach i boli w stawach? W pewnym momencie strzeli kręgosłup i nie będzie można chodzić, chyba że się kupi wózek inwalidzki na kredyt.

Dlatego warto o tym mówić już teraz, zanim ktoś znowu powie, że wszystko jest w BIP, a opinie RIO są pozytywne..