Oświadczenia majątkowe radnych są jednym z tych dokumentów, które teoretycznie mają służyć jawności życia publicznego. Teoretycznie, bo w praktyce bardzo często przypominają formularz wypełniany między jednym obowiązkiem a drugim, trochę „na oko”, trochę „bo przecież wiadomo, o co chodzi”. Problem polega na tym, że właśnie nie zawsze wiadomo. A gdy w dokumencie publicznym pojawia się zapis, który z samochodu za kilkadziesiąt tysięcy złotych robi auto za 81,9 miliona złotych, to trudno przejść obok tego obojętnie. Tym bardziej że nie mówimy o prywatnym notesie, tylko o oświadczeniu majątkowym radnego miasta.
W przypadku Marka Budniaka najciekawsze nie jest to, że nagle odkrywamy jakąś spektakularną tajemnicę finansową. Nie. Ten przypadek jest ciekawszy w inny sposób. Pokazuje, jak na dłoni, że oświadczenia majątkowe potrafią być jednocześnie formalnie jawne i praktycznie niechlujne. A to już jest problem systemowy, bo jawność bez staranności staje się tylko kolejną urzędową dekoracją.
Analiza trzech oświadczeń Marka Budniaka pozwala zobaczyć pewną ciągłość, ale też kilka zastanawiających przesunięć. W oświadczeniu z czerwca 2024 roku, składanym na początku kadencji, radny wykazał oszczędności w wysokości 13 320 zł, a także środki w walutach obcych: 5 468 dolarów USA i 1 243 euro. W kolejnym oświadczeniu, z kwietnia 2025 roku, środki w złotówkach spadły już do 3 644,27 zł, dolary pozostały niemal bez zmian, bo wpisano 5 468,66 dolarów, natomiast euro spadło do 771,88 euro. W najnowszym oświadczeniu z kwietnia 2026 roku sytuacja znów się zmienia: środki w złotówkach rosną do 10 974,18 zł, dolary do 5 668,66 dolarów, a euro spadają dalej, do 572,73 euro.
Nie jest to samo w sobie nic nadzwyczajnego. Ludzie wydają pieniądze, odkładają pieniądze, przewalutowują, kupują rzeczy, czasem żyją, co jak wiadomo bywa kosztowne i nie zawsze racjonalne. Ale te zmiany warto zestawić z innymi elementami oświadczeń, szczególnie z samochodem, bo tam zaczyna się część bardziej widowiskowa.
Majątek nieruchomy radnego pozostaje zasadniczo stabilny. W kolejnych oświadczeniach pojawia się mieszkanie o powierzchni 74,21 m² i wartości 474 201,90 zł, dwa miejsca postojowe po 15 m² każde o wartości 86 tys. zł, a także domek letniskowy o powierzchni 35 m² na działce dzierżawionej od Lasów Państwowych, wyceniony na 165 tys. zł. Łącznie daje to wartość około 725 201,90 zł w nieruchomościach i prawach związanych z nieruchomościami. Co ciekawe, w najnowszym oświadczeniu opis prawny tych składników jest już bardziej szczegółowy niż wcześniej. Przy mieszkaniu pojawia się informacja o ustanowieniu odrębnej własności lokalu, przeniesieniu własności oraz udziale w nieruchomości wspólnej. Przy miejscach postojowych wskazano udział 2/26 części w lokalu niemieszkalnym. To wygląda jak doprecyzowanie wcześniejszych, bardziej skrótowych zapisów.
Można więc powiedzieć, że w części nieruchomościowej dokumenty z czasem stały się bardziej precyzyjne. Czy ktoś zwrócił uwagę? Czy radny sam postanowił uporządkować formularz? Czy może formularz spojrzał na wcześniejszą wersję i zapłakał czcionką Times New Roman? Tego nie wiemy. Ale efekt jest widoczny: najnowsze oświadczenie w tej części jest bardziej czytelne.
W częściach dotyczących udziałów, akcji, działalności gospodarczej oraz funkcji w spółkach handlowych mamy konsekwentnie: nie dotyczy. Radny nie wykazuje udziałów w spółkach, akcji, działalności gospodarczej ani zarządzania działalnością gospodarczą.
Znacznie ciekawsza jest część dochodowa. W oświadczeniu z 2024 roku, składanym na początku kadencji, radny wykazał między innymi: emeryturę 4 991,58 zł, dodatek działacza opozycji antykomunistycznej 1 780,96 zł, prawa autorskie 36 zł oraz dietę radnego 3 684,78 zł. Na pierwszy rzut oka wygląda to skromnie. Problem polega na tym, że te kwoty wyglądają raczej jak miesięczne albo częściowe, a nie roczne. Roczna emerytura na poziomie niespełna pięciu tysięcy złotych byłaby przecież kwotą absurdalnie niską. Podobnie dodatek działacza opozycji antykomunistycznej w wysokości 1 780,96 zł bardzo przypomina świadczenie miesięczne, zwłaszcza gdy porównamy to z kolejnym oświadczeniem.
W oświadczeniu z 2025 roku, dotyczącym roku 2024, radny wykazał już dochody wyglądające jak pełne roczne wartości: emeryturę 71 648,89 zł, pracę na etacie 2 316,78 zł, dodatek działacza opozycji antykomunistycznej 21 360 zł, prawa autorskie 205 zł oraz dietę radnego 44 217,36 zł. Łącznie daje to 139 748,03 zł dochodu.
W najnowszym oświadczeniu, złożonym w 2026 roku za rok 2025, dochody wynoszą: emerytura 76 414,61 zł, dodatek działacza opozycji antykomunistycznej 22 351,02 zł, prawa autorskie 168 zł i dieta radnego 46 145,24 zł. Łącznie to 145 078,87 zł. W stosunku do poprzedniego roku wzrost wynosi więc około 5 330,84 zł, czyli mniej więcej 3,8%.
Najważniejsza politycznie jest tutaj dieta radnego. W 2024 roku wyniosła 44 217,36 zł, a w 2025 roku 46 145,24 zł. To oznacza, że dieta radnego stanowi około jednej trzeciej wszystkich wykazanych dochodów. Nie jest więc żadnym symbolicznym dodatkiem „na dojazdy i kawę”. To realna, konkretna pozycja w domowym budżecie. Mandat radnego nie jest etatem, ale finansowo w tym przypadku wyraźnie waży. I to jest informacja ważna dla mieszkańców, bo pokazuje materialny wymiar pełnienia funkcji publicznej.
Najciekawszy pozostaje jednak wątek samochodu. W oświadczeniu z 2024 roku radny wykazał Suzuki Vitarę z 2019 roku, o wartości około 50 tys. zł, jako własność wspólną z żoną. W kolejnym oświadczeniu pojawia się już samochód opisany jako BIAC BENGIC 3, rok 2024. Najprawdopodobniej chodzi o BAIC Beijing 3, ale w formularzu zapisano tak, jak zapisano.
I tu dochodzimy do sławetnej wartości: 81900 tys. zł. Literalnie taki zapis oznacza 81 900 000 zł. Osiemdziesiąt jeden milionów dziewięćset tysięcy złotych. Za samochód. W Zielonej Górze. W oświadczeniu radnego.
Jeżeli potraktować ten zapis dosłownie, to mamy w Radzie Miasta pierwszego milionera motoryzacyjnego. Człowieka, który nie tyle kupił auto, ile najwyraźniej nabył czterokołowy ekwiwalent małego budżetu inwestycyjnego. Trudno powiedzieć, czy to samochód, czy prywatna linia metra z klimatyzacją, napędem na przód i miejscem na zakupy. Przy wartości 81,9 mln zł nie byłby to już pojazd, lecz lokalny program infrastrukturalny na kołach.
Oczywiście zdrowy rozsądek podpowiada, że chodziło o 81 900 zł, a nie 81,9 mln zł. Ale właśnie na tym polega problem. W oświadczeniu majątkowym radnego zdrowy rozsądek obywatela nie powinien zastępować precyzji dokumentu. Jeśli formularz ma być narzędziem jawności, to nie może wymagać od czytelnika domyślania się, czy radny wykazał samochód za osiemdziesiąt jeden tysięcy, czy za osiemdziesiąt jeden milionów. To nie jest rebus z gazetki parafialnej, tylko dokument publiczny.
Najnowsze oświadczenie pokazuje już wartość tego samego samochodu jako około 65 tys. zł oraz wskazuje, że jest to własność odrębna. I to jest ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, zniknął absurdalny zapis „81900 tys. zł”, co wygląda jak korekta wcześniejszej wpadki. Po drugie, doprecyzowano przynależność majątkową pojazdu, wskazując własność odrębną. Wcześniej Suzuki Vitara była wykazana jako własność wspólna z żoną. Teraz nowy samochód jest już wskazany jako majątek odrębny.
Różnica między domniemaną wartością 81 900 zł a najnowszą wartością 65 tys. zł wynosi 16 900 zł, czyli około 20,6%. Spadek wartości samochodu po roku użytkowania nie jest niczym nadzwyczajnym, zwłaszcza przy nowym aucie. Nadzwyczajny był raczej wcześniejszy zapis, który przez jedno nieszczęsne „tys.” wyniósł samochód do kategorii luksusu tak abstrakcyjnego, że nawet katalogi premium mogłyby dostać zadyszki.
Warto też zauważyć, że przy nowym samochodzie radny konsekwentnie nie wykazuje zobowiązań powyżej 10 tys. zł. W oświadczeniach w rubryce zobowiązań pojawia się „nie dotyczy”. To może oznaczać, że samochód został kupiony bez kredytu lub leasingu przekraczającego próg ujawnienia, że został sfinansowany ze sprzedaży poprzedniego pojazdu, z oszczędności, z majątku odrębnego albo z innych legalnych źródeł. Sam brak zobowiązań nie jest dowodem żadnej nieprawidłowości. Ale w zestawieniu z wymianą samochodu, spadkiem oszczędności w jednym roku i późniejszym odbiciem środków w złotówkach, jest to element wart odnotowania.
I tutaj trzeba być uczciwym: z tych oświadczeń nie wynika żadna oczywista afera. Nie ma nagłego zniknięcia nieruchomości, nie ma tajemniczego udziału w spółce, nie ma wykazanego długu, który potem magicznie paruje. Jest za to coś bardziej prozaicznego, ale wcale nie mniej ważnego: problem jakości wypełniania oświadczeń majątkowych.
Bo oświadczenie majątkowe nie jest zwykłym papierem. To nie jest prywatna notatka, w której można sobie zapisać „auto 81900 tys.” i potem mruknąć, że przecież wiadomo, o co chodzi. To dokument składany przez osobę pełniącą funkcję publiczną. Dokument, który ma pozwolić mieszkańcom sprawdzić, jaki majątek posiada ich przedstawiciel, z czego osiąga dochody i czy w czasie pełnienia funkcji publicznej nie pojawiają się niejasne zmiany majątkowe. Jeżeli taki dokument jest wypełniany niedbale, to jawność zostaje osłabiona. Formalnie wszystko jest opublikowane, ale praktycznie obywatel musi domyślać się intencji autora.
W przypadku Marka Budniaka widać trzy elementy.
I) Majątek nieruchomy pozostaje stabilny i nie pokazuje istotnych zmian wartości.
II) Dochody są dość czytelne w oświadczeniach rocznych: w 2024 roku około 139,7 tys. zł, w 2025 roku około 145,1 tys. zł.
III) Dieta radnego stanowi bardzo istotne źródło dochodu, bo daje około jednej trzeciej wszystkich wykazanych rocznych wpływów. To nie jest drobiazg, lecz ważny element finansowego obrazu mandatu.
Najmocniejszym symbolem tej analizy pozostaje jednak samochód. Nie dlatego, że sam zakup auta jest podejrzany. Nie dlatego, że spadek jego wartości jest dziwny. I nie dlatego, że radny ma samochód, bo to wszystko jest normalne.
Symboliczny jest sam zapis: 81900 tys. zł. Jedno „tys.” za dużo i nagle zwykłe oświadczenie majątkowe zamienia się w historię o radnym-milionerze, który według literalnego brzmienia dokumentu miałby posiadać auto za kwotę większą niż niejeden miejski projekt.
Można się z tego śmiać, i nawet trzeba, bo inaczej człowiekowi zostaje tylko płacz nad kulturą dokumentu publicznego. Ale za żartem stoi poważniejsza sprawa. Jeżeli oświadczenia majątkowe mają być narzędziem kontroli społecznej, to muszą być wypełniane starannie. Nie „mniej więcej”, nie „każdy się domyśli”, nie „to tylko literówka”. W demokracji lokalnej właśnie takie drobiazgi mają znaczenie. Bo jawność nie polega na tym, że dokument leży w BIP-ie. Jawność polega na tym, że obywatel może go przeczytać i zrozumieć bez potrzeby zatrudniania tłumacza od urzędowych niedopowiedzeń.
Oświadczenia Marka Budniaka pokazują więc nie tyle majątkową sensację, ile przykład szerszego problemu: dokumenty publiczne bywają traktowane zbyt luźno. A szkoda, bo mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że radny, który składa oświadczenie majątkowe, zrobi to starannie, jasno i bez tworzenia niezamierzonych milionerów.
W tej historii najzabawniejsze jest to, że najnowsze oświadczenie niejako sprowadza samochód z powrotem na ziemię. Z 81,9 mln zł robi się około 65 tys. zł. A więc pierwszy milioner w Radzie Miasta pojawił się tylko na chwilę, przez jedno nieszczęsne „tys.”. Krótka kariera fortuny, szybki powrót do rzeczywistości. Zielonogórska wersja Kopciuszka, tylko zamiast karocy była literówka w oświadczeniu majątkowym.