W przypadku Joanny Malon na pierwszy rzut oka nie ma tego, co w analizach oświadczeń majątkowych zwykle rozpala wyobraźnię. Nie ma spółek, udziałów, akcji, działalności gospodarczej, funkcji w zarządach, radach nadzorczych ani komisjach rewizyjnych. Nie ma też biznesowego labiryntu, w którym trzeba przechodzić między BIP-em, KRS-em, CEIDG i kolejnymi rejestrami, żeby zrozumieć, kto z kim, gdzie i za ile.
Ten przypadek jest spokojniejszy, ale przez to wcale nie mniej ciekawy. B tutaj najważniejszy nie jest układ spółek, tylko profil osoby funkcjonującej równolegle w dwóch obszarach życia publicznego: jako radna Miasta Zielona Góra oraz najpierw jako zastępca dyrektora Departamentu Administracyjno-Gospodarczego, a od 2026 r . jako dyrektor Biura Współpracy Zagranicznej i Europejskiej Współpracy Terytorialnej.
To właśnie ta podwójna rola sprawia, że oświadczenia Joanny Malon warto czytać nie tylko jako zestaw danych o majątku, ale także jako przykład działania systemu jawności. Mamy bowiem oświadczenia składane jako radna oraz oświadczenia składane w związku z funkcją w urzędzie marszałkowskim. Innymi słowy, ta sama osoba, kilka dokumentów, podobne rubryki, różne podstawy składania i możliwość porównania danych. Taki mały audyt krzyżowy, choć oczywiście wykonany metodą typowo polską: obywatel siedzi z lupą, porównuje skany i próbuje nie dostać oczopląsu od kropek, przecinków i ledwo widocznych cyfr.
Ogólny obraz majątkowy Joanny Malon jest dość stabilny i uporządkowany. W oświadczeniach pojawia się dom o powierzchni 80 m², mieszkanie o powierzchni 71,90 m² oraz grunty rolne i łąka. Wartość tych nieruchomości została z czasem podniesiona. Wcześniej dom deklarowano na 380 tys. zł, mieszkanie na 340 tys. zł, a grunty na 20 tys. zł. W oświadczeniu za 2025 r. dom został już wpisany z wartością 400 tys. zł, mieszkanie z wartością 420 tys. zł, natomiast grunty pozostały na poziomie 20 tys. zł. Łączna deklarowana wartość nieruchomości wzrosła więc z 740 tys. zł do 840 tys. zł.Trzeba jednak bardzo wyraźnie zaznaczyć, że mówimy o wartości deklarowanej w oświadczeniu, a nie o precyzyjnej wycenie rynkowej.
W oświadczeniach składanych w urzędzie marszałkowskim pojawia się dopisek, że brak jest operatu szacunkowego. To istotne, bo oznacza, że nie mamy tu do czynienia z wyceną rzeczoznawcy, tylko z wartością wpisaną przez osobę składającą oświadczenie. Dlatego uczciwie jest pisać o wzroście wartości deklarowanej, a nie o jednoznacznym wzroście realnej wartości majątku.
Widać również wyraźny wzrost oszczędności. Na początku kadencji Joanna Malon wykazała 191 469,99 zł oraz 3 571,13 euro. W oświadczeniu za 2024 r. było to już 213 923,19 zł oraz 3 571,27 euro. W oświadczeniu za 2025 r. jako radna wykazano 324 027,94 zł oraz 3 511,51 euro. Oznacza to, że między końcem 2024 r. a końcem 2025 r. oszczędności w złotówkach wzrosły o około 110 tys. zł. To zauważalna zmiana, ale przy wykazanych dochodach przekraczających 300 tys. zł rocznie nie wygląda ona sama w sobie na coś nadzwyczajnego. Pokazuje raczej stabilną sytuację finansową oraz konserwatywny sposób lokowania środków: bez akcji, bez papierów wartościowych, bez udziałów w spółkach.
Dochody Joanny Malon także układają się w dość czytelny obraz. Za 2024 r. jako radna wykazała łącznie około 269,8 tys. zł dochodów, w tym wynagrodzenie z Urzędu Marszałkowskiego, dochód z Centrum Nauki i Biznesu Żak, stypendium naukowe oraz dietę radnej.
Za 2025 r. wykazała już 304 896,96 zł, w tym 201 465,56 zł z Urzędu Marszałkowskiego, 12 019,18 zł z działalności wykonywanej osobiście, 40 388,24 zł stypendium naukowego oraz 51 023,98 zł diety radnego. Dochody rok do roku wzrosły więc o około 35 tys. zł.
Najbardziej rzuca się w oczy wzrost diety radnej: z około 27,5 tys. zł do około 51 tys. zł. Tego nie należy jednak opisywać bez kontekstu, bo 2024 r. był rokiem wyborczym, a 2025 r. był już pełnym rokiem wykonywania mandatu.
Ciekawa jest też zmiana w zobowiązaniach. W oświadczeniu z początku kadencji pojawia się kredyt hipoteczny na mieszkanie w Banku Millennium. Saldo początkowe wynosiło 90 771,08 zł, a zadłużenie na dzień 23 maja 2024 r. wynosiło 53 081,16 zł. Na koniec 2024 r. zadłużenie z tego tytułu spadło do 8 822,01 zł. Kredyt mieszkaniowy został więc mocno zredukowany. W oświadczeniu za 2025 r. pojawia się natomiast nowe zobowiązanie: kredyt na zakup samochodu w Volkswagen Bank. Saldo początkowe wynosiło 93 170,00 zł, a zadłużenie na koniec 2025 r. wynosiło 78 007,99 zł. W majątku pojawia się również nowy samochód, VW T-Roc z 2025 r. Wcześniej wykazywany był Ford EcoSport z 2017 r. o wartości 36 tys. zł.
Mamy więc zmianę struktury zobowiązań: końcówka kredytu mieszkaniowego została mocno spłacona, a następnie pojawił się nowy kredyt samochodowy. Przy poziomie dochodów i oszczędności nie wygląda to na problem finansowy, ale jest ważnym elementem opisu majątku. Pokazuje bowiem, że w 2025 r. zmienia się nie tylko poziom oszczędności, ale także skład majątku ruchomego i zobowiązań.
Najciekawsze pojawia się jednak dopiero wtedy, gdy zestawimy oświadczenia radnej z oświadczeniami składanymi w Urzędzie Marszałkowskim. Co do zasady dane są spójne. W obu kompletach dokumentów pojawiają się te same nieruchomości, podobne wartości, brak spółek, brak akcji, brak działalności gospodarczej i te same główne zobowiązania. To istotne, bo potwierdza, że ogólny obraz majątku jest zasadniczo stabilny i zgodny między różnymi dokumentami.
Pojawiają się jednak drobne różnice, które warto odnotować ostrożnie. Za 2024 r. w oświadczeniu radnej dochody składają się do kwoty około 269 800,41 zł. W oświadczeniu dyrektorskim za ten sam rok suma wygląda na około 269 907,69 zł. Różnica wynosi więc około 107 zł. To nie jest materiał na wielką sensację, chyba że ktoś koniecznie chce zrobić aferę z kwoty, za którą dziś trudno zatankować samochód bez poczucia osobistej porażki. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie to inne ujęcie części dochodów, różne grupowanie źródeł albo drobna różnica techniczna, ale właśnie takie drobne rozjazdy pokazują problem systemowy: obywatel musi sam porównywać formularze, sumować rubryki i zgadywać, skąd bierze się różnica.
W przypadku oświadczeń za 2025 r. dane także są zasadniczo zgodne. W obu kompletach pojawia się dom za 400 tys. zł, mieszkanie za 420 tys. zł, grunty za 20 tys. zł, brak udziałów, brak akcji, brak działalności gospodarczej, nowy samochód i kredyt w Volkswagen Bank z zadłużeniem 78 007,99 zł na koniec roku. W oświadczeniu radnej za 2025 r. widnieje 324 027,94 zł.
Właśnie dlatego przypadek Joanny Malon jest ciekawy nie jako historia o nieprawidłowościach, ale jako historia o systemie. Oświadczenia nie krzyczą tutaj: „afera, afera!”. One raczej spokojnie pokazują stabilny majątek osoby funkcjonującej w administracji publicznej i samorządzie, z rosnącymi oszczędnościami, aktualizowaną wartością nieruchomości, wysokimi dochodami z sektora publicznego, stypendium naukowym i nowym kredytem samochodowym. Jednocześnie pokazują, jak niewygodna jest obecna jawność. Formalnie dokumenty są dostępne. Praktycznie trzeba ich szukać w różnych miejscach, porównywać różne formularze, odczytywać skany i samodzielnie liczyć kwoty.
To jest sedno problemu. Jawność życia publicznego nie powinna polegać na tym, że obywatel musi bawić się w archeologa PDF-ów. Nie powinna wymagać ręcznego porównywania kilku oświadczeń tej samej osoby, składanych w różnych rolach i publikowanych w różnych miejscach. Dane powinny być dostępne w jednolitym, cyfrowym, centralnym systemie. Powinny być porównywalne rok do roku, możliwe do wyszukania, automatycznie sumowane i czytelne dla mieszkańców. Tymczasem nadal mamy model, w którym dokument „jest opublikowany”, więc formalnie wszystko się zgadza, a praktycznie obywatel zostaje sam z plikiem PDF i kalkulatorem.
W przypadku Joanny Malon najuczciwszy wniosek brzmi więc tak: nie widać tu spółek, biznesowego zaplecza ani układu rad nadzorczych. Widać za to stabilny majątek, rosnące oszczędności, dochody głównie z sektora publicznego i edukacyjnego oraz zmianę zobowiązań z kredytu mieszkaniowego na kredyt samochodowy. Widać też osobę pełniącą dwie funkcje publiczne: radnej miasta i zastępcy dyrektora, a następnie dyrektora w urzędzie marszałkowskim. A przede wszystkim widać słabość systemu oświadczeń majątkowych, który jest jawny formalnie, ale niewygodny praktycznie.
I może właśnie to jest najważniejszy morał całej tej analizy. Okazuje się , że nawet tam, gdzie dane są zasadniczo spójne i spokojne, system nadal zmusza mieszkańców do ręcznej kontroli, której państwo powinno im zwyczajnie nie utrudniać. Bo jawność nie polega na tym, że dokument gdzieś leży. Jawność polega na tym, że da się go łatwo znaleźć, porównać i zrozumieć. Tutaj dokumenty są, ale przejrzystość trzeba sobie jeszcze samemu wydłubać z PDF-ów. I to jest dużo poważniejszy problem.