Liddane Joanna

Oświadczenia majątkowe radnych bywają nudne. I bardzo dobrze. Nuda w dokumentach publicznych jest czasem najlepszą wiadomością: brak wielkich zobowiązań, spółek, akcji, skomplikowanych powiązań kapitałowych, nagłych cudów finansowych.

W przypadku radnej Joanny Liddane na pierwszy rzut oka właśnie z czymś takim mamy do czynienia. Majątek opisany w oświadczeniach wygląda raczej stabilnie i prosto: dom, grunty, niewielkie środki pieniężne, starszy samochód, brak zobowiązań powyżej 10 tys. zł, brak udziałów, brak akcji, brak funkcji w spółkach handlowych.

W oświadczeniu z początku kadencji radna wykazała niewielkie oszczędności: około 2,1 tys. zł oraz 29,51 euro. Papiery wartościowe? Udziały? Akcje? Funkcje w spółkach? Zobowiązania powyżej 10 tys. zł? „Nie dotyczy”.

W rubryce nieruchomości pojawia się dom o powierzchni 130 m² i wartości 585 tys. zł, a także inne nieruchomości: działka pod budynkiem mieszkalnym oraz grunty rolne. Do tego samochód Daihatsu Terios z 2010 r. Czyli majątkowo bez fajerwerków, bez wielkich konstrukcji finansowych i bez tej samorządowej biżuterii w postaci rad nadzorczych, udziałów i pobocznych funkcji.

Także w oświadczeniu rocznym za 2024 r. obraz majątku pozostaje zasadniczo podobny. Środki pieniężne wynoszą 1 990 zł i 29,51 euro. Dom nadal ma 130 m² i wartość 585 tys. zł. Wykazane są również grunty, których wartości opisano jako 80 tys., 90 tys. i 100 tys. zł. Tu zresztą pojawia się znany urok ręcznie wypełnianych formularzy, czyli zapis kwot w sposób, który zmusza czytelnika do domyślania się, czy autor miał na myśli tysiące, czy tylko bardzo swobodny kontakt z interpunkcją. W praktyce chodzi najpewniej o 80 000 zł, 90 000 zł i 100 000 zł, ale sam sposób zapisu pokazuje, dlaczego jawność wymaga nie tylko publikacji dokumentu, ale też jego czytelności.

W oświadczeniu za 2025 r. majątek nadal wygląda stabilnie. Wykazane środki pieniężne rosną do 2 600 zł, środki w euro spadają do 20,26 euro. Dom pozostaje bez zmian: 130 m² i 585 tys. zł. Grunty także pozostają w tym samym porządku wartości. Samochód nadal ten sam: Daihatsu Terios, 2010 r. Zobowiązań powyżej 10 tys. zł nadal brak. Spółek, akcji, udziałów i funkcji w organach spółek również brak. Innymi słowy: jeśli ktoś szuka tu wielkiego majątkowego labiryntu, to raczej trafi na małą szafkę z dokumentami, nie na tajne przejście pod ratuszem.

Gdyby patrzeć wyłącznie na tabelkę majątkową, można by powiedzieć: spokojnie, bez fajerwerków. Tylko że oświadczenia majątkowe nie są wyłącznie tabelką majątkową. To także zapis chronologii funkcji, dochodów, korekt i publicznych ról. A tam zaczyna się robić ciekawiej.

Na początku kadencji Joanna Liddane złożyła oświadczenie, w którym wykazała m.in. dochód z zatrudnienia w firmie „PASJA” w wysokości 1 705 zł. Później pojawiła się korekta. I właśnie ta korekta jest jednym z najważniejszych punktów całej sprawy. Nie dlatego, że kwota była ogromna. Przeciwnie: chodziło o 1 912,50 zł diety sołtysa. Kwota ani nie rzuca na kolana, ani nie burzy budżetu miasta. Nie tłumaczy ona również żadnego majątkowego skoku i nie wygląda jak finansowy thriller klasy premium. Ale jej znaczenie jest większe niż sama suma.

Bo korekta pokazuje coś prostego: pierwsze oświadczenie nie było pełne. Dopiero później dopisano brakujący dochód z funkcji sołtysa. W oświadczeniu rocznym za 2024 r. ta pozycja już się pojawia. Widać tam trzy źródła dochodu: dietę radnej, dietę sołtysa oraz dochód z zatrudnienia w firmie „PASJA”.

Za 2024 r. radna wykazała 24 682,17 zł diety radnej Miasta Zielona Góra, 1 912,50 zł diety sołtysa oraz 4 004,71 zł z tytułu zatrudnienia w firmie „PASJA”. Łącznie daje to 30 599,38 zł dochodu wykazanego w tej części oświadczenia.

W oświadczeniu za 2025 r. diety sołtysa już nie ma. Pojawia się natomiast dieta radnej w wysokości 45 985,70 zł oraz dochód z firmy „PASJA” w wysokości 4 409,81 zł. Łącznie: 50 395,51 zł.

Wzrost dochodów między 2024 a 2025 r. nie jest żadną tajemnicą finansową. Wynika przede wszystkim z tego, że 2025 r. był już pełnym rokiem pobierania diety radnej.

W oświadczeniu za 2025 r. pojawia się jeszcze dopisek, że część dochodu z diety radnej, tj. 9 985,84 zł, podlega opodatkowaniu. To raczej wyjaśnienie podatkowe niż osobna pozycja dochodowa. Warto to odnotować, żeby nie robić z jednej rubryki dwóch dochodów, bo wtedy zamiast kontroli publicznej mamy księgowość na dopingu.

Chronologia zostaje więc uporządkowana. Najpierw pominięto dietę sołtysa w oświadczeniu początkowym, potem korekta, następnie pełniejsze oświadczenie za 2024 r., a w 2025 r. już bez tej pozycji, ale pytanie wciąż pozostaje: dlaczego trzeba było ją porządkować dopiero po czasie?

Można oczywiście powiedzieć: błąd początkującej radnej. Być może tak było. Tyle że oświadczenie majątkowe nie jest pamiętnikiem, a jawnym dokumentem publicznym. Ma być zgodne z prawdą, staranne i pełne. Tak zresztą przypomina sam formularz, na którym radni składają podpis. Papier bywa czasem bardziej wymagający niż lokalna polityka, co jest smutne, ale nie zaskakuje.

Nie ma tu afery z samego 1 912,50 zł. Chodzi o to, że nawet mała, pozornie techniczna korekta odsłania mechanizm. Najpierw dokument jest niepełny, potem pojawia się zewnętrzny sygnał, później korekta, a na końcu wszyscy oddychają z ulgą, bo „sprawa załatwiona”. Tylko że obywatelska kontrola nie polega na tym, żeby cieszyć się, że po czasie dopisano brakującą rubrykę. Polega też na pytaniu, dlaczego ta rubryka nie była prawidłowo wypełniona od razu.

Jeszcze ciekawszy jest kontekst funkcji publicznych. Joanna Liddane kandydowała do Rady Miasta Zielona Góra, a jednocześnie w jej publicznej biografii pojawia się wcześniejsza funkcja sołtysa. Formalnie system wyborczy opiera się na dokumentach, rejestrach i adresie wskazanym w procedurze wyborczej. Tak działa praktyka. Komisje wyborcze nie prowadzą śledztwa socjologicznego, gdzie kandydat robi zakupy, gdzie podlewa pomidory i gdzie sąsiedzi częściej mówią mu „dzień dobry”. Nie, system lubi prostotę: adres, oświadczenie, można przejść dalej.

Tyle tylko, że samorząd nie jest arkuszem kalkulacyjnym Excel, a mandat radnego opiera się na więzi ze wspólnotą lokalną. Więzi nie tylko formalnej, ale przede wszystkim realnej.

Prawo mówi o stałym zamieszkiwaniu, a praktyka często patrzy na dane ewidencyjne. I właśnie między tymi dwoma porządkami pojawia się pytanie, które warto postawić spokojnie, bez krzyku i bez udawania sądu: czy lokalna demokracja rzeczywiście widzi realne osadzenie kandydatów w danej wspólnocie, czy tylko adres, który system akurat uznaje za wystarczający?

To pytanie nie oznacza automatycznego zarzutu. Ani tym bardziej nie oznacza stwierdzenia nieważności mandatu czy twierdzenia, że ktoś nie miał prawa kandydować. Takie sprawy rozstrzygają odpowiednie organy i instytucje. Moje pytanie jest jednak ważne, bo dotyczy granicy między formalnością a rzeczywistością.

Podkreślenia wymaga również historia lokalnego aktywizmu. Joanna Liddane była/jest związana z zielonogórskim środowiskiem ruchu miejskiego, a dziś funkcjonuje już jako radna w oficjalnej strukturze samorządowej. To ciekawa droga: od aktywizmu, który zwykle patrzy władzy na ręce, do miejsca, w którym samemu staje się częścią mechanizmu władzy. Nie ma w tym nic złego samo w sobie. Demokracja lokalna potrzebuje ludzi aktywnych. Ale właśnie dlatego standard jawności powinien być wyższy, a nie niższy.

Jeżeli ktoś wchodzi do samorządu z językiem obywatelskości, przejrzystości i miejskiego zaangażowania, to musi liczyć się z tym, że dokumenty będą czytane dokładnie. Czasem nawet zbyt dokładnie, z tą irytującą obywatelską manierą sprawdzania rubryk, sumowania kwot i porównywania dat. Straszne, wiem.

Oświadczenia Joanny Liddane za 2024 i 2025 r. nie pokazują spektakularnego majątku. Pokazują coś bardziej przyziemnego i nie mniej istotnego: stabilny majątek, prostą strukturę dochodów, korektę po pominięciu jednej pozycji oraz ciekawą chronologię publicznych ról.

Czyli mamy tutaj przypadek, w którym formalna poprawność spotyka się z pytaniami o realną przejrzystość. I nie, nie chodzi o samo 1 912,50 zł. Nie chodzi też o to, żeby robić sensację z domu, gruntów czy starszego samochodu. Chodzi o to, że sama chronologia publicznych funkcji i oświadczeń zadaje pytania, które są zdrowe, choć bywają niewygodne.

A pytania w samorządzie są potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy dokumenty wyglądają na nudne. Bo nuda w oświadczeniach majątkowych nie oznacza, że nie ma o czym rozmawiać. Czasem oznacza tylko, że trzeba czytać uważniej.